piątek, 13 kwietnia 2018

Szybki post informacyjny o grupie książkowej (klubie) Kinga na facebooku!

Założyłam klub książkowy na Facebooku. A właściwie coś jakby klub książkowy. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale stało się, nie drążmy tematu;)

A poważnie.. jeśli jesteście chętni trochę poczytać i porozmawiać o Kingu, zapraszam:)

Będziemy czytać Kinga chronologicznie.

Będziemy się dobrze bawić.

Nieważne czy mieliście już Kinga w rękach czy nie. Jak nie przeczytacie jakiejś książki też raczej nikt was nie zabije..


I będę ja;)

Książka na kwiecień: 'Carrie'.
 
Link do grupy: Ostatni Bastion Kinga


czwartek, 12 kwietnia 2018

Phillip Lewis 'Ziemia Przeklęta'

Nie będę dużo mówić na wstępie, bo nie wiem co jeszcze mogłabym powiedzieć. Są książki, które czasami, zupełnie niespodziewanie, okazują się powieściami niemal doskonałymi, chociaż początkowo nie spodziewamy się po nich za wiele. Pozwólcie więc, że przedstawię wam 'Ziemię Przeklętą'. Bardzo nam miło.




Często w nasze ręce trafiają książki, po których oczekujemy niewiele, ponieważ boimy się zapeszać. Mimo, że w zakamarkach umysłu czają się nadzieje, sami przed sobą będziemy zaprzeczać. Dlaczego? Można powiedzieć, że życie czytelnika długoterminowego przyzwyczaja nas do pewnych literackich porażek i sprawia, że nasz książkowy system obronny zaczyna działać wbrew naszej woli. 'Ziemia przeklęta' była takim właśnie książkowym grzechem dla mnie. Od kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach na stronie wydawnictwa, wiedziałam, że powinnam ją przeczytać (nazwijmy to czytelniczym instynktem). Z drugiej jednak strony, to typ książki spoza mojej literackiej czołówki. Na szczęście moje czytelnicze serce postanowiło zawalczyć z czytelniczym rozumem. I słusznie.

'Ziemia Przeklęta' to historia, którą naprawdę trudno opisać pod względem fabularnym, szczególnie jeżeli chce się przekazać całą magię tej powieści. To jedna z tych książek, których opisy nawet w części nie oddają faktycznego stanu rzeczy. Dlatego postaram się zrobić to szybko i bezboleśnie. Henry postanawia wrócić do swojego rodzinnego miasteczka ze względu na swoją chorującą matkę. Jest to dla niego o tyle trudne, że przez całe swoje życie nie marzył o niczym innym jak o ucieczce z tego małego, nieco zacofanego miejsca. Po pewnym czasie razem z żoną i małym synkiem zamieszkują w najbardziej przerażającym domu w okolicy (to jednak nie horror, jedynie wymyślna architektura), o którym krążą już legendy (jak to zazwyczaj bywa w małych miejscowościach). Zarówno Henry, jak i w przyszłości jego syn, będą musieli zmierzyć się z ciężarem przeszłości wracając do domu, do ziemi przeklętej.

Rzadko kiedy talent autora potrafi sprawić, że tak mocno integruję się z bohaterami czytanej powieści. Zazwyczaj jestem postronnym obserwatorem, czasami płaczącym nad losem bohaterów. Tym razem było jednak inaczej. Dosłownie wchodziłam w ich skórę, czułam gniew, smutek, płakałam bez powodu, było mi ich żal, było mi z jakiegoś powodu żal siebie. Czułam ich pasję i bezsilność. Być może dlatego, że łączyła nas wręcz ogłuszająca miłość do książek, a może dlatego, że musieli walczyć z niezrozumieniem, często głupotą. Zdarzało im się poddawać, albo uciekać. Byli po prostu ludźmi wciśniętymi między strony powieści spisanej przez jakiegoś autora (Phillipa Lewisa dla wyjaśnienia). Gdyby ktoś powiedział, że to książka oparta na faktach, uwierzyłabym od razu. Autentyczność emocji w tej książce to już trochę inny poziom zaangażowania, często niedostępny dla wielu autorów. Panu Lewisowi udało się to doskonale.

'Ziemia przeklęta' to również próba zmierzenia się ze swoją przeszłością, ze swoim pochodzeniem, domem, i rodziną. To walka między własnymi ideałami a rzeczywistością tworzoną przez społeczeństwo, w którym żyjemy. Nie każdy ma wystarczająco dużo odwagi żeby wierzyć w własne wartości, walczyć o nie i dla nich przegrywać. To również zmagania z własnymi marzeniami, brakiem akceptacji i zrozumienia wśród ludzi, którzy żyją według własnych zasad, świecie przekonani, że to jedyne właściwe jakie istnieją. Mamy tu ciche wykluczenie. Mamy również głośny sprzeciw. To piękna historia, bardzo poruszająca, która po odłożeniu na półkę nadal będzie wywoływać u czytelników gęsią skórkę.

Nigdy nie sądziłam, że moje serce skradnie książka, która ani nie jest fantastyką, ani thrillerem, a już na pewno na jej okładce nie widnieje od razu rzucające się w oczy nazwisko 'KING'. Zaskoczenie tym większe, że jak wspominałam na początku, od pierwszej strony trzymałam ją na dystans. Po przeczytanym rozdziale w końcu się poddałam zaprzedając swoją duszę. Nie po raz pierwszy zresztą. Dlatego mam nadzieję, że wybaczycie mi to dość odważne stwierdzenie, ale będziecie idiotami jeżeli nie sięgniecie po 'Ziemię Przeklętą'. To najprawdopodobniej jedna z najlepszych książek jakie będzie mi dane przeczytać w tym roku, a ten dopiero się zaczął. Myślę, że to mówi samo za siebie. Po prostu musicie ją przeczytać. Wszyscy. Bez wyjątku.

Recenzja pojawiła się dzięki portalowi Sztukater, dla którego piszę od jakiegoś czasu, więc możecie się spodziewać parę tekstów będących wynikiem tej małej współpracy:) dopóki mnie znienawidzą;) 

Nie ma to jednak wpływu na moje opinie. 


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Sarah J. Maas 'Królowa cieni'

Sporo czasu upłynęło odkąd po raz pierwszy sięgnęłam po panią Maas i pierwszy tom cyklu 'Szklany Tron'. Niewiele już pamiętam z tamtego okresu poza tym, że spodziewałam się więcej. Tak przynajmniej mi się wydaje. Jestem jednak pewna, że z każdym kolejnym tomem było już tylko lepiej, a ja zachwycona swoją czytelniczą intuicją zapomniałam o tej serii i jej kolejnych tomach. Nieważne. Tak to już ze mną bywa. Oto jestem. Zawsze na czasie z nowinkami czytelniczymi, szkoda tylko, że rok później. 


Kiedy sięgałam po pierwszy tom byłam święcie przekonana, że to typowa opowieść niby fantastyczna dla młodzieży. Być może tak nawet było na początku. Być może był to jeden z powodów, dla których seria nie porwała mnie od samego początku. Nie wiem jednak na pewno. Nie pamiętam. Kiedy myślę o tym teraz zdaję sobie sprawę, że gdybym nie była zaintrygowana główną bohaterką, jej hardością i niezależnością, może straciłabym ogromną szansę poznania jej historii. Wtedy mogłabym żałować.

Teraz jednak jestem tutaj, z czwartym tomem odłożonym na półkę i odhaczonym jako przeczytany. Z piątym w drodze wśród całej reszty książek, które pozwoliłam sobie zamówić (w razie gdybym miała za mało nieprzeczytanych książek w swoim małym zbiorze). Siedzę i zastanawiam się co napisać żebyście dali szansę nie autorce, ale jej bohaterom. Nie szumowi jaki powstał wokół tej serii, ale historii jaka się pod tym szałem kryje. Mówię to, ponieważ możecie być tacy jak ja. Możecie mieć wstręt do tego co skacze na was z niemal każdej czytelniczej strony. Możecie sięgać po książki kiedy szum wokół nich ustanie, albo bezczelnie zignorować, co chyba robię najlepiej. Może zawiedliście się kilka razy na tych 'wspaniałych', 'odkrywczych', 'niesamowitych' seriach, które koniec końców okazywały się tym samym tylko pod inną przykrywką 'wyjątkowości'.Ta seria jest inna. Wśród większości udawanych powieści fantastycznych dla młodzieży, po tę konkretną warto sięgnąć. I mówi to osoba, która niedługo skończy 25 lat. Czasami o tym jednak zapomina.

'Królowa Cieni' to chyba mój ulubiony tom cyklu. Nie tylko dlatego, że trudno było się od niego oderwać i nie wiedziałam jak to się stało, że czytam ostatni rozdział. Nawet nie chodzi o to, że Sarah J. Maas bezczelnie zniszczyła romantyczne marzenia rojące się w główkach czytelników po pierwszym tomie (z zimną krwią, uśmiecham się pisząc te słowa). Chociaż to też poprawiło mi humor. To, co polubiłam w historii tej autorki najbardziej to bohaterowie i jej umiejętność trzymania fabuły w sensownej całości. Brak sentymentów co do związkowych zakładów również jakoś nieszczególnie mi przeszkadza, a nawet pomaga. Mimo wielu możliwości zepsucia swojego dzieła autorka spisuje się wręcz na medal, chociaż wielu czytelników i fanów poszczególnych bohaterów zapewne się ze mną nie zgodzi. Trudno. Otrę swoje łzy i będę żyć dalej uparcie twierdząc, że z tomu na tom jest coraz lepsza.

Wśród wielu 'popularnych serii młodzieżowych', które miałam w rękach (czasami na moje nieszczęście) ta jest chyba moim faworytem. Nie tylko dlatego, że główna bohaterka jest twarda jak skała i diabelsko odważna. Nie chodzi również o to, że wyjątkowo polubiłam wszystkich jej chłopaków i mam gdzieś z kim będzie, albo nie będzie. Cała istota, magia tej powieści kryje się w tym, że dla autorki historia wydaje się być ważniejsza niż romanse, a to mnie uszczęśliwia bardziej niż bardzo. Nie jestem pewna czy byłabym w stanie znieść kolejny wpychający się na pierwszy plan trójkąt miłosny, który z czasem staje się bardziej istotny niż główny cel, zamysł autora. Poza tym to książka dla ludzi w każdym wieku. Gdyby moja babcia lubiła takie klimaty zamiast 'Kodu Leonarda da Vinci' pewnie tez byłaby zachwycona. Nigdy się nie dowiemy.

Ta seria zostanie na mojej półce, przetrwa moje doroczne wiosenne czyszczenie (o którym czasem zapominam) i zadomowi się tam na stałe. Dlaczego? Cóż.. jeśli kiedyś będę miała córkę chętnie podsunę jej historię o Celeanie. Później sama ją sobie odświeżę w ramach przypomnienia. Może nawet nie raz. Może w wieku sześćdziesięciu lat znowu zapomnę jak stara już jestem, będę udawać małolatę i znowu dam się pochłonąć, tom po tomie coraz bardziej, i bardziej. Ewentualnie autorka zniszczy moje marzenia kolejną odsłoną i przestaniemy się do siebie odzywać przez jakiś czas. Wszystko się okaże. Daje tylko znać, że warto dać jej szansę. To wszystko.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Dan Brown 'Kod Leonarda da Vinci'

Czy wy również macie długą listę autorów (i jeszcze dłuższą listę książek tych autorów), po które musicie sięgnąć już, zaraz, na wczoraj? Dan Brown był w czołówce mojej listy (a jego książki nadal są) czekając bardzo cierpliwie na tą chwilę uwagi, którą mu w końcu poświęciłam. Teraz pewnie uśmiecha się szyderczo, wiedząc jak bardzo żałuję, że nie sięgnęłam po jego powieści wcześniej. Na jego miejscu zrobiłabym dokładnie to. Na pewno.


Być może zdarzyło się tak, że obejrzałam film znacznie wcześniej niż sięgnęłam po książkę. Kilka lat wcześniej. Być może popełniłam pierwszy grzech główny książkoholika. Na szczęście pamięć mam krótką, więc nie pamiętając nic z filmu (poza tym, że byłam zachwycona, a później obejrzałam go jeszcze ze sto razy) czuję się uniewinniona. I z czystym sercem mogę powiedzieć, że książka okazała się nawet lepsza. Szok.

'Kod Leonarda da Vinci' to dla niektórych książka skandaliczna, wręcz oburzająca swoją treścią. Na samym początku więc stwierdzę, że jako osoba w pewnym sensie wierząca, mam to gdzieś. Co więcej, jestem zadowolona (niemal zachwycona) z tego co i jak stworzył autor. Bądźmy więc szczerzy.. to historia cholernie wciągająca, którą czyta się na jednym wydechu, i tak, po jej zakończeniu chce się więcej. Muszę więc przyznać, że wielki skandal jaki wybuchł po wejściu ekranizacji do kin jest rzeczą absurdalną, aczkolwiek troszeczkę zabawną. W XXI wieku ludzie nadal sądzą, że kościół jest instytucją nietykalną. Kolejny absurd.

Jednak to na książce, a nie atmosferze wokół niej panującej, powinnam się skupić. 'Kod Leonarda da Vinci' to historia, którą czyta się dosłownie w oka mgnieniu. Od pierwszej do ostatniej strony coś się dzieje, a autor ciągle zaskakuje, czasami trzymając w niepewności. Czy potrafiłam nie zerknąć na kolejny rozdział przed snem? A później jeszcze jeden, i jeszcze jeden.. nie. I mówię to z czystym sumieniem. Nie pamiętam kiedy po raz ostatni tak trudno było mi się oderwać od książki. Nie pamiętam kiedy przewracałam kartki z taką prędkością, nie mogąc doczekać się co autor szykuje na następnej stronie. Spodziewałam się, że będzie to dobra lektura. Może nawet w zakamarkach mojej świadomości czaiła się nadzieje na coś bardzo dobrego. Jednak to co dostałam było lepsze niż początkowo przypuszczałam. Być może gdyby słuchała mojej czytelniczej intuicji już dawno miałabym wszystkie dotychczasowe Browna za sobą. Ale tego oczywiście nie zrobiłam. Mój błąd.

Skoro już wiemy, że 'Kod Leonarda da Vinci' jest wciągającym papierowym skurczybykiem, skupmy się na chwilę na głównym bohaterze, dobrze? Robert Langdon, postać niestety fikcyjna, jednak wśród literatury jest w mojej pierwszej dziesiątce postaci męskich jakie kiedykolwiek pojawiły się na stronach książek. Czytając nie potrafiłam odseparować wizerunku Toma Hanksa od bohatera literackiego, ale to tylko mały szczegół. W końcu wszyscy kochamy Toma Hanksa, prawda? Langdon to postać, której chyba nie da się nie lubić. Jest inteligentny i ma twarz Toma Hanksa (wiem, wiem..). Poza tym człowiek nauki wydaje się być interesującym wyborem jeśli chodzi o wykreowanie głównego bohatera w książkach, w których trzeba się trochę pobrudzić. Popieram. Nawet bardzo. Popieram i lubię.

Dan Brown to autor bardzo sprytny. Jestem niemal pewna, że doskonale wiedział co robi sięgając po dość trudny i nieco kontrowersyjny temat, nawet w dzisiejszych czasach. Na szczęście zrobił to lepiej niż dobrze, a każdy cent zarobiony na jego dziełach jest w pełni zasłużony. 'Kod Leonarda da Vinci' to powieść intrygująca, wciągająca jak diabli (ile razy już wam to dzisiaj pisałam?) i niezwykle inteligentna, jakkolwiek to nie brzmi. Wszystko co Brown wykreował jest dla mnie bezbłędne. Czarny charakter. Główny bohater. Bardzo płynna akcja. Sprawy kościoła. Rzeczy, o których się nie mówi na głos. To książka, o której ludzie będą mówić (i pisać) przez bardzo długi czas. Sama pewnie nieraz sięgnę po to dzieło, ale może najpierw przeczytam coś co nazywa się 'Anioły i demony' i jak się okazało, jest w pewnym sensie tomem pierwszym. Tak, oglądałam film. Niczego nie żałuję. Kocham Toma Hanksa.

czwartek, 1 marca 2018

Klasyka nie gryzie #7: George Orwell 'Rok 1984'

Jest kilka książek, po które sięgam, i prawdopodobnie będę sięgać do końca życia w pewnych odstępach czasu. 'Mroczna Wieża', 'Harry Potter', 'Kroniki Amberu', 'Bastion'.. i 'Rok 1984'. Ten ostatni tytuł, z niezrozumiałych dla mnie powodów, ma wartość szczególnie sentymentalną. Być może dlatego, że przez cały okres szkolny buntowałam się zawzięcie i nie czytałam lektur kiedy mi KAZANO tylko wtedy kiedy CHCIAŁAM. Tak więc skończyłam czytając 'Rok 1984' kiedy miałam czytać 'Folwark zwierzęcy'. Cóż, przynajmniej autor się zgadzał, a to już jakiś kompromis. 



Dzisiaj dowiecie się o mnie czegoś nowego, co na pewno zawsze jest fascynującym przeżyciem. Nie lubię kilku rzeczy. Na przykład kiedy ktoś nosi koszulkę zespołu, których piosenek nawet nie zna, tylko dlatego, że jest taka moda.. lub kiedy ktoś uważa, że pozjadał wszystkie rozumy i karci kogoś za czytanie, cóż, powiedzmy Kinga, kiedy sam zachwala, cóż, powiedzmy '50 twarzy Greya (Graya?)'. Nie lubię kiedy veganie zmuszają mięsożerców do niejedzenia mięsa, i kiedy mięsożercy nie próbują nawet zrozumieć postępowania vegan. Nie lubię kiedy ktoś mówi komuś co ma myśleć, jak się zachowywać i jakie poglądy mieć, a już najbardziej na świecie, ale tak na poważnie, na poziomie wręcz krytycznym, nie lubię kiedy ktoś porównuje 'Igrzyska Śmierci' do 'Roku 1984'. Stało się. Napisałam to na głos. Zjedzcie mnie.

Tak naprawdę przez długi czas byłam zdeterminowana napisać post o tym dlaczego 'Igrzyska Śmierci' nigdy nie będą 'Rokiem 1984', i dlaczego Orwell był, jest po prostu lepszy. W późniejszym czasie doszłam do wniosku, że moje wywody i powodowanie niepotrzebnych kłótni nie będzie mieć najmniejszego sensu. Oczywiście, Orwell jest prawdziwym prekursorem gatunku, jego dzieło jest oryginalne, zna je większość osób, ma wartość nie tylko kulturową, ale także literacką, zapewne będziemy o nim ciągle pamiętać za dziesięć lat, no i, przede wszystkim, daje do myślenia. Zmusza nas do tego, nie maskując swoich niedoskonałości dość marnie rozegranym trójkątem miłosnym (tak popularnym w obecnych czasach).. więc tak, nie będę tego wyciągać na światło dzienne. Jeśli pozwolicie.

Nie będę za bardzo tu rozwijać fabuły, którą większość z was na pewno zna, a jeśli nie, mam nadzieję, że nadrobicie to w najbliższym czasie. Powiem wprost.. 'Rok 1984' nie jest tylko jednym z moich ulubionych klasyków, jest też jedną z najlepszych książek jakie kiedykolwiek miałam w rękach, i które dane mi było przeczytać więcej niż jeden raz. To ten typ powieści, po którą chce się wracać, i z którą niekoniecznie chce się żegnać. Jeżeli jesteście raczej przeciwnikami klasyków, to najlepszy argument za tym, żeby jednak dać szansę tym strasznie, nieco patetycznie brzmiącym książką. Nie sądzę żeby ktokolwiek, kiedykolwiek zawiódł się na 'Roku 1984'. Wiecie dlaczego? Orwell jest sadystą emocjonalnym. Nie będzie się z wami cackał. Nie będzie pisał historii, które koniec końców skończą się szczęśliwym zakończeniem. Ta historia wgniecie was w fotel, a ponieważ wszyscy jesteśmy psychopatami, będziecie chcieli więcej. No i przeczytanie jej zajmie wam mniej czasu niż przebrnięcie przez 'Igrzyska Śmierci'.

Najbardziej przerażający u Orwell'a jest realizm sytuacji w jakiej znajdują się bohaterowie jego powieści. To, i cholernie trafna metafora. Orwell to jeden z tych autorów, dla których chciałoby się cofnąć w czasie żeby zamienić z nim chociaż słowo, odkryć co czai się pod zewnętrzną powłoką. Myślę, że to autor dwóch najmądrzejszych, najbardziej trafnych powieści jakie kiedykolwiek powstały, tytuły zapewne znacie. Moja miłość do niego jest niemal równa miłości do Kinga, platoniczna, ale bardzo intensywna.. i przede wszystkim, w stu procentach zasłużona. Cóż mogę powiedzieć? Znacie Orwella. Na pewno go czytaliście, wiecie jak pisze, jak potrafi wymusić na czytelniku kurczowe ściskanie jego dzieł. Czytając 'Rok 1984' (nie po raz pierwszy zresztą) chciałam i nie chciałam dojść do końca. Znałam zakończenie. To jedno z tych, po których ma się kaca czytelniczego do mniej więcej końca życia, ale nie mogłam się powstrzymać przed czytelniczymi torturami. To właśnie Orwell, człowiek pełen humoru. A jego powieści to komedie.

'Igrzyska Śmierci' trochę mi się podobały. Nie uważam, że zasługują na ten cały szał, znam sporo o wiele lepszych powieści, ale to nie tak, że całkiem się zawiodłam. Zapamiętajcie tylko, że nigdy, przenigdy, nie będą dziełem tak wybitnym, tak genialnym, i tak znaczącym jak 'Rok 1984'.

Poza tym,  w przyszłości na pewno jeszcze coś napiszę o 'Roku 1984' bo w sumie o samej książce powiedziałam trochę, ale nie za wiele. Może tyle wystarczy? W końcu sami i tak już ją przeczytaliście.




środa, 31 stycznia 2018

Zapowiedzi luty 2018 (czyli książki, które bardzo chcę przeczytać)

To już kolejny miesiąc tego roku i naprawdę trudno przyzwyczaić się do myśli, że styczeń właściwie już się skończył. Dopiero co spisywałam swoje czytelnicze postanowienia noworoczne, a tu niespodzianka w postaci lutego w kalendarzu. Nowy miesiąc, to nowe książki, te zapowiedziane, i te które mam zamiar przeczytać w tym miesiącu (będzie King, spodziewaliście się tego?), a niczego więcej mi nie potrzeba. Może poza określeniem się pogody, bo już nie wiem jaką mamy porę roku.  Postanowiłam też mniej się lenić, trochę więcej pisać, ale wszyscy wiemy jak to ze mną wygląda. Sama sobie  nie robię nadziei. 

Nie da się ukryć, że w ostatnim czasie wypadłam z obiegu.. nie wiem co się dzieje, nie wiem kiedy są wznawiane serie, którymi byłam zaciekawiona, nie wiem nic.. może dlatego postanowiłam co miesiąc robić tą listę. W ramach przypomnienia i uświadomienia samej sobie, że nie sięgnęłam po tomy wcześniejsze, a tu już pojawiają się kolejne.. nie mówiąc już o stercie książek, która czeka w szufladce pod tytułem 'Jak nie przeczytasz, to pewnie umrzesz'. Ten blog staje się więc moim personalnym pamiętnikiem czytelniczym, i całkiem nieźle się z tym czuję. 


Data wydania: 15.02.2018
Opis wydawcy:

Laura ma wszystko. Karierę producentki telewizyjnej, wieloletnie małżeństwo z zamożnym mężczyzną i dwudziestotrzyletniego syna Daniela, dobrze wychowanego, przystojnego i zdolnego. Daniel poznaje Cherry. Dziewczyna jest piękna, bystra i… marzy o statusie Laury. Cherry chciałaby, żeby nowa rodzina przyjęła ją z otwartymi ramionami, ale Laura podejrzewa, że dziewczyna coś ukrywa. Zazdrosna matka wymyśla więc okrutne kłamstwo, które odmienia życie wszystkich…
Wydawnictwo Albatros

Wydawnictwo Albatros to jeden z moich najlepszych przyjaciół, chociaż nie ma o tym zielonego pojęcia. Nie wyobrażam sobie tych list bez chociaż jednej wydanej przez nich książki. Prawdę powiedziawszy (o czym już pewnie wspominałam), gdybym była wydawnictwem, pewnie byłabym Albatrosem. Nie staram się nawet podlizywać, bo to nie leży w mojej naturze. Po prostu Albatrosa lubimy. Bardzo. Chyba się z tym zgodzicie? Oczywiście ich książki lubimy nawet bardziej. 


Data wydania: 28.02.2018
Opis wydawcy:

Dwa lata po swoim zniknięciu na sudańskiej pustyni profesor Harold McCabe, lider brytyjskiej ekspedycji archeologicznej, odnajduje się nieoczekiwanie. Pogrążony jest jednak w szaleństwie i umiera zanim zdoła opowiedzieć, co go spotkało. Sprawa robi się jeszcze bardziej tajemnicza, gdy sekcja zwłok ujawnia, że ktoś zaczął mumifikować ciało profesora, kiedy ten jeszcze żył.

Zwłoki McCabe’a zostają wysłane do Londynu w celu dalszych badań, tymczasem niepokojące wieści nadciągają z Egiptu. Zespół medyczny, który badał ciało profesora, zapadł na nieznaną chorobę, która szybko rozprzestrzenia się w Kairze. Obawiając się najgorszego, współpracownik profesora zwraca się o pomoc do swojego długoletniego przyjaciela: Paintera Crowe'a, dyrektora Sigma Force. Rzecz jest poważna, ponieważ profesor McCabe wyruszył na pustynię, szukając dowodu na prawdziwość opowieści o dziesięciu plagach Mojżesza. W miarę narastania pandemii pojawia się coraz więcej pytań.
 
Czy biblijna historia znów się powtarza? (...)
Wydawnictwo Albatros

 
Data wydania: 15.02.2018
Opis wydawcy:

Harlan Ellison - kontrowersyjny geniusz światowej literatury, prowokator nieustannie testujący granice wyobraźni. Obsypany nagrodami, zaliczony w poczet wielkich mistrzów SF i horroru. Jego twórczość była inspiracją m.in. dla Neila Gaimana, Dana Simmonsa, Jamesa Camerona i rodzeństwa Wachowskich. "To, co najlepsze" to dwutomowa kolekcja, po raz pierwszy ukazująca polskim czytelnikom bogactwo i różnorodność dorobku tego niezwykłego pisarza i scenarzysty. Drugi tom ukaże się jesienią 2018. (...)
Prószyński i S-ka

Jako czytelnik, którego serce raduje się na słowo 'fantastyka' nie mogę sobie odpuścić tego zbioru, choćbym miała zatrzymać czas żeby usiąść i go przeczytać. Nie wiem czy powinnam coś jeszcze dodać czy może uczcić tę chwilę minutą ciszy. Sami zdecydujcie, ja sięgnę po to cudo (miejmy nadzieję) w pierwszej kolejności. 


Data wydania: 12.02.2018
Opis wydawcy:

Bilbo Baggins to hobbit, który lubi wygodne, pozbawione niespodzianek życie, rzadko podróżując dalej niż do swojej piwnicy. Jego błogi spokój zostaje jednak zakłócony, gdy pewnego na jego progu pojawia się czarodziej Gandalf z gromadą krasnoludów, by porwać go na prawdziwą przygodę. Wszyscy wyruszają po wielkie skarby strzeżone przez Smauga Wspaniałego, wielkiego i bardzo niebezpiecznego smoka. Bilbo niechętnie dołącza do ich misji, nie zdając sobie sprawy, że w drodze do Samotnej Góry spotka zarówno magiczny pierścień, jak i przerażające stworzenie zwane Gollumem.
Zysk i S-ka

To nie tak, że nie czytałam Hobbita.. albo, że nie mam go już na swojej półce. Rzecz w tym, że nie mam tego wydania, a bardzo chcę je mieć. Nie muszę nic więcej dodawać? Wiem, że mnie rozumiecie. Nazwę się kolekcjonerem, udając, że to wcale nie uzależnienie. 


Data wydania: 12.02.2018
Opis wydawcy:

Wielu – wśród nich Vladimir Nabokov i G.K. Chesterton – określa Samotnię najlepszą i najbardziej dojrzałą powieścią Charlesa Dickensa, a Stephen King zalicza ją do swoich dziesięciu ulubionych książek.

Przede wszystkim jest to oparta na prawdziwych sądowniczych przypadkach historia o bezwzględnym działaniu absurdalnego brytyjskiego prawa, na pierwszy plan wysuwają się w niej jednak kobiece losy. Wprowadzenie rozdziałów pisanych z perspektywy Esther Summerson, sieroty z nizin społecznych, jest niezwykle nowatorskim chwytem w wiktoriańskiej prozie.

Zarówno wyjątkowa konstrukcja jak i społeczno-prawnicza tematyka czynią tę powieść zaskakująco współczesną. Doczekała się wielu adaptacji scenicznych, radiowych oraz telewizyjnych, i wciąż zyskuje uznanie czytelników.
Zysk i S-ka

Wiem, że wielu może pomyśleć, że to ze względu na Kinga sięgam po tą historię. Będzie to i prawda, i nieprawda. Fakt, że King ceni ją tak bardzo jest pewnego rodzaju zachętą, ale nie zmienia to faktu, że podskoczyłam na krześle widząc ten tytuł, nie mając pojęcia, że autor mojego życia tak bardzo sobie go upodobał. Luty podoba mi się coraz bardziej. Mojemu portfelowi zdecydowanie mniej.

Oczywiście w lutym pojawi się więcej książek i wznowień, ale staram się być realistką i znać swoje możliwości. To lista powieści, po które ja na pewno sięgnę, mój portfel zapłacze, a później będę szczęśliwa rozsiadając się w fotelu z kubkiem herbaty i pachnącą nowością książką w dłoni. Takie jest właśnie życie książkoholika, nie mam zamiaru rozpaczać z tego powodu.

Pozostaje tylko pytanie, na co wy będziecie się czaić w lutym? 



poniedziałek, 29 stycznia 2018

Vivo, Istvan Vizvary

W nowym roku postanowiłam sięgać po mniej znanych autorów i książki. Powód jest tak banalny, że może trochę śmieszny.. chcę zwiedzić te nieznane wody, może znaleźć jakąś perełkę, o której nie będą krzyczeć wszystkie książkowe strony internetowe. Poza tym.. zmiany są dobre. Nie oznacza to jednak, że sensacje świata książkowego będę ignorować.. zdecydowanie nie. Zadbam o równowagę w moim małym  czytelniczym świecie, racząc się wszystkim co ma do zaoferowania (wszystkim co jestem w stanie przeczytać). Mniej więcej tak powstała dzisiejsza recenzja. Z czystej, ludzkiej, prostej ciekawości.


Gdybyście mogli stworzyć swój własny wirtualny świat, który byłby równie realny jak ten, w którym żyjemy, jakby on wyglądał? Gdyby ktoś zaoferował wam życie po śmierci, zastanawialibyście się dwa razy czy zgodzilibyście się bez chwili wahania? Gdybyście mieli szansę odtworzyć człowieka tylko dla siebie, tylko dla własnej przyjemności, zrobilibyście to? I ostatnie pytanie.. czy myślicie, że mając to wszystko, chcielibyście wracać do rzeczywistości? Trudna decyzja, prawda?

Vivo jest odpowiedzią na wszystko. To miejsce, w którym możecie mieć swojego Lennon'a
(albo Mercury'ego jeżeli jesteście mną) lub ojca zmarłego dwadzieścia lat wcześniej. Vivo może być waszym nowym, lepszym domem, albo krainą, o której marzyliście będąc małymi dziećmi. Jeżeli szukacie miejsca, które zapewni wam nieśmiertelność, odpowiedź już znacie. W Vivo nie ma rzeczy niemożliwych, tak długo jak posiadasz odpowiednie środki, lub odpowiedni zapał, żeby te środki zdobyć. Owszem, zdarzają się tam rzeczy nieprzewidywalne (rzadko ale jednak), i czasami smok spada z nieba, ale to przecież tylko nierealny wytwór wyobraźni milionów użytkowników. Ewentualnie błąd serwera. Może się również okazać, że nic nie jest takie jak mogłoby się wydawać. Jednak tego sekretu wam nie zdradzę.

Zanim zdążyłam otworzyć książkę, wiedziałam, że będzie to nieco ekscentryczna historia. Nie tylko ze względu na wskrzeszenie studwudziestoletniego John'a Lennon'a (kiedy zobaczyłam to nazwisko wiedziałam, że muszę sięgnąć po ten tytuł i to tak szybko jak tylko możliwe), ale z powodu wskrzeszenia studwudziestoletniego Lennon'a i śmierci króla smoków na londyńskiej ziemi. Samo to połączenie brzmi absurdalnie, ale w jakiś, nie do końca zrozumiały dla mnie sposób, okazało się związkiem wyjątkowo ze sobą współgrającym. Jak? Nie mam pojęcia, jednak autor popisał się nie tylko wybujałą fantazją, ale też umiejętnością łączenia wątków ze sobą raczej kolidujących. Mogę więc stwierdzić z czystym sumieniem, że byłam pod pewnym wrażeniem.

Z natury podchodzę do nowych autorów z pewnym dystansem, nie bez powodu zresztą. Trzymam się kurczowo Zelaznego, Sapkowskiego, czy chociażby Kinga, ponieważ wiem, że Ci autorzy nigdy nie zawodzą. Kiedy sięgam po nieznane mi nazwisko dostaję ataku czytelniczej paniki, jednak pan Istvan Vizvary (jak egzotycznie to brzmi?) uspokoił mnie swoją łagodną narracją po kilku rozdziałach. Nie potrafię wam opisać jak bardzo cieszy mnie fakt, że nie próbował nazbyt udziwniać swojej narracji, co często pojawia się u debiutujących autorów. Chcąc się wykazać przed starszym, bardziej doświadczonym gronem, lub przed samym potencjalnym czytelnikiem, używają narracji tak wybujałej, że sami się w niej gubią. W tym wypadku ten problem najzwyczajniej w świecie nie istniał, a przerzucanie kolejnej strony było czystą przyjemnością. Jako prosty czytelnik, z serca dziękuję.

'Vivo' to historia wciągająca na tyle, żeby nie przespać jednej, czy dwóch nocy. Osobiście zakochałam się w postaciach, które (jak na debiut) wykreowane są dokładnie tak żeby wzbudzać w czytelniku odpowiednie emocje. Lubimy bohaterów, których mamy lubić, i nie przepadamy za tymi, którzy mają wzbudzać naszą niechęć. Jedyny problem jaki się pojawia to momentami dość infantylne zachowanie studwudziestoletniego John'a Lennon'a. Mimo tego ogłupienia studwudziestolatka, trudno go nie lubić. Być może dlatego, że to Lennon, a może po prostu to celowy zabieg autora.

Najważniejszy jest jednak ukryty przekaz książki, niekoniecznie zamierzony. Nie wiem jak było w tym wypadku, czasami autorzy zapierają się rękami i nogami, twierdząc, że drugiego dna nie ma, ale po przeczytaniu 'Vivo' miałam pewnego rodzaju kaca moralnego. Dobrze się bawiłam czytając książkę. Czasami zastanawiałam się co by było gdyby coś takiego miało miejsce w naszym prawdziwym świecie. Po chwili uderzyła mnie myśl, że przecież tak właśnie jest. Żyjemy nierealnie. Często odcięci od prawdziwego życia, szukamy czegoś lepszego po drugiej stronie ekranu. Zapuszczamy się w najdalsze zakątki internetu tylko po to żeby nie myśleć o tym co dzieje się tu i teraz. Nie zauważamy prawdziwych ludzi, chcąc jak najszybciej wrócić do naszych odrealnionych kopii w sieci. Odcinamy się coraz bardziej. Coraz bardziej brniemy w technologie. Jedyne czego nam brakuje to smoki, ale kto wie co przyniesie przyszłość? Może za kilkadziesiąt lat będziemy żyć właśnie tak. Może będziemy tylko kopiami samych siebie w Vivo.


'Vivo' nie jest arcydziełem literackim, ale nie musi nim być. To wyjątkowo dobry debiut, historia, którą czyta się bardziej niż przyjemnie, czasami z koniecznością przymknięcia oka. Lekka lektura dla fanów science-fiction i ogólnie pojętej fantastyki. Jeżeli nie lubicie tych gatunków, książka raczej nie przypadnie wam do gustu. Sama będę trzymać rękę na pulsie i czekać na kolejną powieść autora. Nie tylko dlatego, że uwielbiam nieco ekscentryczne historie, które są miłą odmianą wśród oklepanych tematów współczesnej literatury, ale też ze względu na moje nadzieje co do samego autora. Chwilowo daję mu kredyt zaufania i myślę, że wy też powinniście. 

Recenzja pojawiła się dzięki portalowi Sztukater, dla którego piszę od jakiegoś czasu, więc możecie się spodziewać parę tekstów będących wynikiem tej małej współpracy:) dopóki mnie znienawidzą;) 

Nie ma to jednak wpływu na moje opinie.