niedziela, 16 listopada 2014

Derry pod wpływem Pennywise'a, czyli kilka słów o "TO" S.Kinga.

Powieść Kinga wydana w 1986 roku uważana jest za najbardziej przerażającą w dziejach autora, chociaż znając mistrza i jego zapędy pisarskie możemy być pewni, że zaskoczy nas jeszcze nie raz czymś o wiele okrutniejszym. 

Nie boję się głośno przyznać (mimo, że Kinga oddaną fanką jestem), że akurat ta książka czekała na swój wielki dzień i na mojej półce przeleżała około 4 lata. Nie wiem czy to przeznaczenie czy czysty przypadek, ale jestem niesamowicie wdzięczna mojej podświadomości, że nie była to moja pierwsza książka tego autora. Dlaczego?

Dla osób, które znają pana Stephena trochę lepiej nie będzie zaskoczeniem stwierdzenie, że jest to dość specyficzny autor. Dla tych, którzy tego pana jeszcze nie znają, ale poznać chcą, dodam, że zaczynanie przygody z jego literaturą od książki "TO" mogłoby się skończyć rzuceniem książki w kąt i poddanie się już na początku. I nie chodzi wcale o długość książki, ani nawet o czas jej czytania. Pan King wprowadza tu czytelnika w akcje bardzo powoli, stopniowo, daje czas do namysłu (ja pobiłam rekord i czytałam książkę 2 tygodnie, co jest naprawdę nie do pomyślenia). Rozwija, krąży, tłumaczy i w sposób mistrzowski układa zdania, po raz tysięczny powtarzając w kolejnym wywiadzie jak język jest dla niego ważny (i tak, to widać proszę Pana i ja jestem ogromnie wdzięczna za ten fetysz autora). Nie zmienia to jednak faktu, że dla czytelnika początkującego, ten sposób pisania czy nawet myślenia może być uciążliwy, a nawet nieznośny. Do Kinga trzeba się przyzwyczaić. Jego narracje trzeba polubić, a samego autora pokochać nie tylko za pomysły, ale za sam kunszt i sposób pisemnej wypowiedzi. Dlatego początkującym proponuję rzucić na pierwszy ogień zbiory opowiadań (np. "Serca Atlantydów" "Szkieletowa Załoga") czy coś lekkiego (np. "Zielona Mila"), a "TO" zostawić sobie na deser.

Ale dość porad ciotki-klotki, uważającej, że coś na temat literatury wie (nawet jeśli to bzdura), czas przejść do samej ksiązki...

... a jest do czego przechodzić. Poza ilością stron w liczbie 1102, mamy tu też historię, którą ja "na raz" przejść nie mogłam, chociaż zdaję sobie sprawę, że istnieją śmiałkowie, którzy czytają Kinga po zmroku, ja do nich nie należę. Z natury bardzo wczuwam się w słowo pisane, historie bohaterów, odczuwam ich strach i z umysłem maniaka szperam im w podświadomości. "To" wbiło mnie w ziemię, zachwyciło, ale nie powiem wam, że jest to łatwa i przyjemna lektura, kłamstwo ma krótkie nogi. 

Akcja toczy się w stanie Main, a dokładniej w miasteczku Derry, w latach 1957-1985. Mamy tak naprawdę 8 głównych bohaterów, "TO i 7 śmiałków, którzy myślą, że z "TYM" można bawić się w ciuciubabkę. Czy wspominałam już, że tą wspaniałą 7 jest banda dzieciaków? Tak. Dokładnie. (King sam przyznał, że zachowanie dzieciaków w książce było zainspirowane jego dziećmi).

Wszystko zaczyna się od nieszczęśliwej śmierci brata jednego ze śmiałków i człowiek ma już dość po kilku stronach. Ledwo zaczniesz czytać, a tu już jeden trup, w dodatku mający zaledwie 6 lat. Co więcej, na tym się nie kończy, ponieważ śmierć George'a rozpoczyna falę zabójstw, powtarzającą się średnio co 27-28 lat (jak się później okazuje). Dzieci umierają lub giną w niewytłumaczalnych okolicznościach, a dorośli często argumentują to w idiotyczny sposób (naprawdę? kolejny 12-letni dzieciak uciekł od złych rodziców?). Główni bohaterowie chodzą razem do szkoły, ale nie znają się za dobrze, jeżeli w ogóle. Zaczynają się wakacje, a ich zbliża wspólny wróg. Wszystko dzieje się stopniowo, jak to często bywa, dzieciaki są męczone przez większych, ale odnajdują w sobie siłę i znajdują przyjaźń, która jest w stanie stawić czoło nawet...

... nie będę spoilerować, bo zepsuję całą zabawę, a nie warto. Co spodobało mi się najbardziej to ukryta wiadomość, albo raczej ukazanie świata, który możemy spotkać dziś. Całkowita znieczulica, udawanie, że się nie widzi (motyw pana składającego gazetę, wchodzącego do domu), odwracanie wzroku, próba okłamania własnej świadomości, bo przecież "mnie to nie dotyczy". Poza tym, książkę przeczytać warto (i tu się powtórzę) dla samego kunsztu S. Kinga, sposobu w jaki składa zdania i potrafi wciągnąć czytelnika. Jego powieści są dynamiczne, namacalne i działają na wyobraźnie (ja na przykład ciągle oglądam się za siebie, żeby sprawdzić czy gdzieś tam nie ma Pennywise'a). Historia ciekawa, czasami drastyczna aż do bólu a czasami powodująca ironiczny uśmiech na twarzy (motyw piernikowego domku z "Jasia i Małgosi"). Zanim rozkręcę się jeszcze bardziej..

PODSUMOWUJĄC:

W internecie przeczytałam wiele negatywnych opinii.. że książka za długa.. że historie przeciągnięte.. że przemieszane.. że bla bla bla.. Nie każdemu musi się podobać i nie każdemu się spodoba. Jest długa, fakt. Co więcej, King za każdym razem wprowadza historię ukazującego się bohatera i to nie na 1/3 strony, ale dla mnie to bardziej zaleta niż wada. Poznajemy każdego z osobna, możemy wczuć się w ich sytuację i strach. Ich obawy, życie, a nawet rozterki serca. Sama powieść ma też specyficzną budowę, łączącą przeszłość z teraźniejszością, ale ten fakt dodaje książce smaku. Ktoś może narzekać, marudzić, kręcić nosem, ale powtórzę coś co jeszcze nie raz ode mnie usłyszycie (przeczytacie): każdy autor ma swoją wizję książki i przekazania nam jej treści, nam może się ona podobać lub nie, ale nic poza tym. Nie mamy prawa mówić pisarzom co mają robić, to trochę szczyt bezczelności i próżności ze strony czytelników. JA książkę polecam, z czystym sercem i umysłem. 

4 komentarze:

  1. Przeczytałem można powiedzieć "na raz" i również polecam! Jest dość ciężka, trudno przez nią czasem przebrnąć, King wsadził wiele pokręconych wątków, ale całokształt wyszedł genialny - ważne, jest tutaj to, że dał radę ten chaos utrzymać w ryzach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie po drodze mi z Kingiem. Za sobą mam tylko "Lśnienie" a na półce czeka "Czarny Dom" oraz "Martwa Strefa". Póki co po książkę nie sięgnę, ale zapowiada się obiecująco.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię twórczość Stephena Kinga i "To" już od dawna jest na liście książek, które chcę przeczytać :) Dodasz może na bloga gadżety umożliwiające obserwowanie Cie na google+ albo bloggerze?

    OdpowiedzUsuń