czwartek, 20 listopada 2014

Moja krótka opinia o "jednodniówce", czyli kilka słów o "Gwiazd naszych wina" J. Green'a

Historia tej książki jest o tyle zabawna, że związana jest z filmem, a właściwie usilną próbą jego oglądania, która do dziś nie doszła do skutku. Zachęcona wszystkimi "ochami" i "achami" o "filmie dla nastolatek, który tak naprawdę nie jest tylko dla nastolatek", postanowiłam z czystym sercem go obejrzeć. Jak się jednak okazało, film ten oparty jest na książce i tu miałam już problem. Nie mam w zwyczaju oglądania filmu przed przeczytaniem książki ( "Igrzysk Śmierci" nie obejrzałam do dziś), bo co jeśli zechcę przeczytać książkę, ale obejrzę film i zaspoileruję sobie samoistnie dzieło, w wyniku czego będę żyć z niedosytem i pretensjami do siebie samej do końca życia? Ale jak przeczytam książkę, film będzie mało zaskakujący... Książkę przeczytałam. Filmu do dziś nie obejrzałam.


SPOILEROWANIE
Całość skupia się na dwójce młodych ludzi, zżeranych przez raka. Hazel (bo tak ma na imię główna bohaterka) stara się żyć w zgodzie ze swoimi nowotworowymi płucami, które na stałe przygwoździły ją do butli z tlenem, a Augustus ( młody Bóg w oczach Hazel) wydaje się być już przyzwyczajony i pogodzony z brakiem jednej nogi. Dwójka młodych ludzi spotyka się w grupie wsparcia, a później, cóż.. Później jakoś jest. Rozmawiają. Spotykają się. Rozmawiają przez telefon. Piszą. Oczywiście, zakochują się. Ona nie chce być granatem, ale w końcu to on nim jest. Ważną rolę odgrywają rodzice i ich troska o dzieci, ale również zmęczenie i (nie)cierpliwe oczekiwanie końca życia ich ukochanych dzieci. Gdzieś tam, między zdaniami, przewija się postać pisarza-alkoholika, który nie jest taki podły jak się wydaje i chłopaka, którego dziewczyna rzuciła przez utratę wzroku (w ramach zemsty jej samochód tonie w jajkach). Spoiler: przez całą książkę oczekujesz, że ona w końcu umrze, a tu bam.. i Augustusa nie ma.

OSOBISTE SPOSTRZEŻENIE
"Ochów" i "achów" u mnie nie zobaczycie, chociaż kłamstwem by było stwierdzenie, że książka jest zła. Z drugiej strony, kłamstwem jest również fakt, że książka jest wybitna. Jest dobra, ma ciekawą historię dającą do myślenia, dwa-trzy razy nawet wycisnęła u mnie łzy (ale ja ogólnie bardzo emocjonalna jestem), pokazuje sposób w jaki podchodzą do choroby sami cierpiący a w jaki ich bliscy. W dodatku wielkie brawa należą się autorowi za BARDZO DOBRE dialogi (największa zaleta książki), co w moim małym doświadczeniu jest rzadkością. Niestety (w moim odczuciu) sama narracja książki jest dość prosta, ograniczona, lekka. Sama historia mogłaby być nieco bardziej rozwinięta i dokładniej opisana, a przejścia z fazy A do B bardziej płynne. Mimo zastrzeżeń nie był to czas stracony, każde dzieło ma swoje plusy i minusy, a w tym wypadku jest lepiej niż gorzej. Polecam z uśmiechem i puszczam do was wirtualne oczko, bo wiem, że przeczytaliście to znacznie szybciej niż ja.

5 komentarzy:

  1. Krótko, treściwie i na temat. Nie rozumiem większości zachwytów, ale mimo to uważam, że książka - jak dla mnie - w porządku. Ponoć film jest istnym wyciskaczem łez, u mnie jednak nie wywarł tak głębokich uczuć.

    A tak przy okazji, mam przyjemność nominować Cię do Liebster Blog Award! Więcej na moim blogu: wantescape.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) za dwa posty możesz spodziewać się odpowiedzi:)

      Usuń
  2. Kurcze, wszyscy czytają tę książkę, przeważnie są zachwyty faktycznie, u Ciebie jedynie inaczej, no i przeczytałabym ją, ale boję się, że się zawiodę ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać dla samych dialogów, a książka zła nie jest i nie stracisz na nią dużo czasu, nawet jeśli Cię zawiedzie;)

      Usuń
  3. Przeczytałam w jeden dzień i zgadzam się z Tobą wybitna nie jest, ale nie jest zła -mi się podobała.
    Zgadzam się też, że dialogi są super - to najmocniejsza strona w książkach Greena.

    OdpowiedzUsuń