środa, 17 grudnia 2014

O opowieściach, które zwaliły mnie z nóg i zachwiały mój spokój.

".. bo koniec końców wszyscy są skazani na niepowodzenie. Właśnie tak. Zostaną tutaj, w czyśćcu. Bo właśnie tym jest Mariquita - czyśćcem. Tylko, że nikt nie zdaje sobie z tego sprawy. Nikt oprócz naczelniczki."
J. Cañón "Opowieści z miasta wdów  i kroniki z ziemi mężczyzn"

Gdybym miała wskazać z miejsca, w którym właśnie siedzę, najbardziej popieprzoną (wybaczcie) książkę przeczytaną przeze mnie w tym roku, mogę was zapewnić z ręką na sercu, że byłyby to "Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn". Książka genialna, nieco absurdalna i momentami wprowadzająca czytelnika w uczucie zażenowania, porwała mnie od początku do końca, zarówno swoim bystrym humorem jak i ciekawą fabułą. 

Mariquita, och! Mariquita!
Kolumbijskie miasteczko, pozornie takie jak inne, chociaż zupełnie inne, dotknięte partyzancką tragedią a później kolejną, zwaną Rosalbą. Na początku znajdujemy się w zupełnie normalnym miejscu, gdzie kobiety i mężczyźni żyją według pewnych hierarchii i duchowych zasad. Wszystko jednak się zmienia, kiedy w wiosce pojawiają się partyzanci i wybijają niemal wszystkich mężczyzn, resztę siłą zaciągając do partyzantki, aby wbrew swojej woli walczyli przeciw paramilitarnym. Kobiety zostają same, jak się później okazuje, zapomniane nie tylko przez mężczyzn, ale również rząd kraju targanego wojną domową. U steru staje Rosalba. Kobieta pewna siebie, o nieco wyolbrzymionym mieniu o sobie, nadgorliwa i władcza. Czy kobiety poradzą sobie z brzemieniem? Czy udźwigną część zadań należącą niegdyś do mężczyzn? Czy świat rządzony przez kobiety ma rację bytu? 

Moje małe refleksje.
Mimo ogromnego humoru, autor wplata również wątki nieco poważniejsze, tragiczne i smutne. Po każdym rozdziale dotyczącym miasta wdów, mamy część kronik. Po każdym rozbawieniu, następuje chwila zadumy, okazuje się bowiem, że to co pozornie zabawne wcale takie nie jest. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, znaleźli się w sytuacji patowej, a my, jako czytelnicy, stoimy pośrodku i możemy tylko biernie się przyglądać, chociaż czasami mamy ochotę krzyknąć i potrząsnąć bohaterami. Autor w sposób nienaganny używa język, przedstawia historię, kulturę i przede wszystkim, tworzy barwne postaci, które możemy pokochać i znienawidzić. Czytając książkę przechodzimy przez skrajnie różnie emocje, a twórca igra z nami każdym słowem i myślą. Książka jest pomylona, ale nieprzeczytanie jej to ogromna strata.

"Tak naprawdę najbardziej chciały być czyimiś dziewczynami, narzeczonymi, żonami. Chciały należeć do mężczyzn, być ich własnością. Utrzymywały, że matki najpierw im wpoiły czasownik "należeć", a dopiero potem "być", i dlatego należenie do kogoś było dla nich ważniejsze od samego bycia."
J. Cañón "Opowieści z miasta wdów  i kroniki z ziemi mężczyzn"


4 komentarze:

  1. Nigdy nie słyszałam o tej książce i raczej po nią nie sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami książki, o których nie słyszeliśmy okazują się najlepszymi;)

      Usuń
  2. wydaje się nie dla mnie, ale kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo intryguje mnie ta powieść... Mam nadzieję, że uda mi się ją zdobyć. :)

    OdpowiedzUsuń