środa, 25 lutego 2015

Zachwycona po raz drugi - Gillian Flynn "Ostre przedmioty".

Jeżeli szukacie pisarza lub pisarki, którzy nie pozwolą wam zasnąć bez poznania zakończenia ich książki, przedstawiam wam po raz drugi Gillian Flynn. Jak już wiecie zakochałam się w "Zaginionej dziewczynie". Potrzebowałam jednak trochę czasu na otrząśnięcie się z tej znakomitej powieści, żeby w końcu nadszedł czas na "Ostre przedmioty" i mój kac książkowy miał szansę powrócić ze zdwojoną siłą.

Camille Preaker jest dziennikarką w "nie-tak-wybitnej" gazecie "Daily Post", której siedziba znajduje się w Chicago, a samo czasopismo ma duże aspirację. Pewnego dnia wyżej wymieniona dziennikarka zostaje wysłana przez swojego szefa (człowieka wyjątkowo budzącego sympatię) do swojego rodzinnego miasteczka, w którym w ostatnim czasie miały miejsca dwa porwania, z czego jedno znalazło swoje rozwiązanie w śmierci ofiary. Ofiarami są małe dziewczynki, które jak się okazuje, mają ze sobą więcej wspólnego, niż czytelni dowiaduje się na początku. Jednak tej tajemnicy wam nie zdradzę. Mogę wam za to napomknąć, że główna bohaterka nie żyje w zbyt dobrych stosunkach z matką, która jest rzeczywiście dość osobliwą postacią w całej opowieści. Camille ma również nieco niezrozumiałego dla mnie ojczyma, i młodszą przyrodnią siostrę, która puszcza się na prawo i lewo, ćpa i chleje mając zaledwie 13 lat.. Wspominałam, że ta wspaniała rodzina jest jednocześnie najbogatszą w miasteczku? Nie możecie tego przegapić..

Jeżeli chodzi o narrację pani Flynn to uwiodła mnie bez reszty. Jak rzadko, który artysta, autorka, potrafi bawić się naszą wyobraźnią, kręcić, mącić, wodzić za nos, wskazywać nam tropy, żeby kilka stron później całkowicie rozwiać nasze podejrzenia, i znów je wzniecić. Operuje językiem jak najlepszy językoznawca, racząc nas cudowną zabawą słów i porównań. Wykreowane przez nią postacie są autentyczne, często budzą naszą wewnętrzną niechęć, i czytając tą książkę na pewno niejednokrotnie pokręcicie głową wzdychając ciężko. Autorka zadbała o każdy detal, okazując swoją troskę o wymagających czytelników, i co najważniejsze, nie zawiodła.

Co do samej wykreowanej historii, wciąga jak cholera zostawiając nas w osłupieniu, samych sobie, z burzą w mózgu (nie z burzą mózgu). Czytając "Zaginioną dziewczynę" nie byłam pewna czy uda mi się w ciągu najbliższych miesięcy przeczytać coś lepszego, i choć "Ostre przedmioty" lepsze nie są, stanowią niemałą konkurencję. Mam wrażenie, że ta pani po prostu nie potrafi pisać źle, i stawiam, że nawet jeśli by się naprawdę postarała, nic by z tego nie wyszło, bo ma naturalny talent do zachwycania czytelników. Cóż więcej mogę dodać, skoro spod moich palców wychodzą same ochy i achy? To żenujące tak kogoś wychwalać więc powiem tylko: sięgajcie po Flynn, bo ta kobieta potrafi skopać psychikę lepiej niż niejeden mężczyzna (nie brzmi zachęcająco?).

poniedziałek, 23 lutego 2015

Liebster Blog Award razy dwa, czyli w sumie uwielbiam odpowiadać na pytania;)

Jestem zaszczycona, że zostałam nominowana i przepytana przez autorów dwóch świetnych blogów, których znajdziecie tu i o tu. Troszkę się powzruszam nad tym jak wdzięczna jestem za nominację, a właściwie jak bardzo jest mi miło. Bo te "zabawy" i nie tylko one, ale każdy komentarz to miła świadomość, że ktoś tu zagląda i nawet jeśli byłaby to jedna osoba, jest ona warta każdego bzdurnie przeze mnie napisanego słowa i każdej pisanej na wydechu opinii:)

Mam łącznie 21 wspaniałych pytań, na które odpowiem z radującym się sercem i z nadzieją, że nikt nie pogniewa się jeśli zrobię to w ciągu.

1. Możesz zmienić zakończenie jednej książki. Którą wybierasz i dlaczego właśnie tą?
Dlaczego od razu z grubej rury? No dobrze.. pomyślmy.. Zmieniłabym zakończenie "Gwiazd naszych wina", tylko dlatego, że za dużo płakałam. To niewybaczalne, szczególnie, że książka nie porwała mnie do reszty, ale wzruszyła jak diabli bo KTOŚ nie powinien umierać. Bez spoilerów.

2. Co najbardziej lubisz w czytaniu?
Książki;) a poważnie.. ten moment kiedy mózg zaczyna działać na podwójnych obrotach, a wyobraźnia kipi wściekłością bo nie wyrabia. Lubię emocje i te wszystkie światy, w których nigdy mieszkać nie będę, a szkoda. Poza tym.. Sny są ciekawsze po dobrej książce:)

3. Gdyby przyszło Ci czytać jedną książkę do końca życia, na którą padł by wybór?
"Bastion" Pana Stephena Kinga. NIGDY nie czytam książek dwa razy, a tą mam zamiar. To o czymś świadczy.

4. Gdybyś miała trzy życzenia - jakbyś je wykorzystała?
Pomijając wojny, głód, choroby, nienawiść..? Na pewno chciałabym własną bibliotekę, z każdą książką jaką bym sobie zapragnęła. Chciałabym również podróżować po świecie, bo mam takie kulturowe zboczenie. I mieć gromadkę dzieci, które kochałyby książki jak ja. Gdybym jednak mogła zapobiec wojnom, głodowi, chorobą.. wykorzystałabym je właśnie tak. 

5. Jak spędzasz wolny czas, nie licząc czytania i blogowania?
Gotuję jak maniak. Powiedzmy. Tańczę. Śpiewam. Ćwiczę. Oglądam stare dobre kino. Biegam między budynkami uczelni. Udaję, że lubię to co studiuję. Wszczynam bunt w głowie przeciw oświacie. Obmyślam plan jak zdobyć fortunę na zakup nowych książek (jest ich tak wiele).

6. Jak widzisz siebie za 10, albo 20 lat?
Na poddaszu domu, pisząc lub malując, słuchając śmiechu dzieci, zajadając się gorzką czekoladą i pijąc zieloną herbatę. Obcującą z naturą. Biegającą boso po trawie. Mam nadzieję, że w wieku 40 paru lat będę ciągle potrafiła się cieszyć z tego co mam (nawet jeśli to niewiele) i kochać tych samych ludzi. Chciałabym być też po kolacji ze Stephenem Kingiem, ale to chyba pozostanie w dziale marzeń.

7. Kto jest twoim autorytetem? Jeśli go nie masz, kogo najbardziej podziwiasz?
Jeśli chodzi o literaturę: Stephen King. W muzyce Freddie Mercury, w przemyśle filmowym zdecydowanie Audrey Hepburn. Jeśli mówimy o życiu prywatnym, chyba zawsze, mimo wszystko, będą to moi rodzice. Człowiek z czasem widzi ile ktoś poświęcił, jak się starał, ile wycierpiał. 

8. Jak myślisz, dlaczego ludzie nie sięgają po literaturę?
Bo Facebook. (myślę, że wszyscy zrozumieją zamysł tego krótkiego stwierdzenia).

9. Jaka książka zmieniła twoje poglądy, sprawiła, że na świat patrzysz inaczej?
Michael Moss jest dziennikarzem, który napisał świetną książkę "Cukier, Sól, Tłuszcz. Jak uzależniają nas koncerny spożywcze". Mój świat naiwnego konsumenta i człowieka runął. 

10. Największy książkowy gniot, jaki miałaś okazję przeczytać?
Zostanę zlinczowana jak nic.. Czytałam, ale nie przeczytałam "50 twarzy Greya". Autorka pojechała po najniższej linii oporu jeśli chodzi o styl pisania. Przepraszam, ale nie. I UWAGA! Nawet nie chodzi o historię. Poważnie. Bo dobrze napisana historia obroni się sama. A jeśli średnia historia jest źle napisana to wiecie.. Nope. 

11. Jakie 3 filmy każdy powinien obejrzeć, i 3 książki, które trzeba przeczytać?
Jestem na nowo w drużynie Tolkiena więc obejrzyjcie i przeczytajcie Władcę pierścieni. Coś spoza.. "Wilk z Wall Street", "Rachel wychodzi za mąż", "Wielki Gatsby". Książki.. Przeczytajcie "Bastion", jest ogromna więc prawie jakbyście przeczytali trzy książki (mój wybór jest przypadkowy, trudno wybrać spośród tylu wspaniałych filmów i książek).

12. Dlaczego według Ciebie warto czytać książki?
Bo nic innego nie da nam tylu wrażeń, tylu żyć i przygód w jednym życiu. Nic z rzeczy materialnych nie jest tak wartościowe jak dobrze napisana książka. 

13. Kuchnię jakiego regionu/kraju lubisz najbardziej?
Ha! Me gusta. Kocham wszystkie kuchnie. Jeśli mam wybierać to.. azjatycką (wiem, że to kontynent, ale kuchnia orientalna jest cudowna) i włoską (jestem makaroniarzem). Chociaż osobiście uważam, że nic nie równa się z pierogami mojej babci.

14. Czy uważasz się za osobę tolerancyjną?
To zależy co mam tolerować. Czy ktoś jest homoseksualistą, czy ma dziwne fetysze, lubi być bity, czy wiązany.. Nie dbam o to. Wolność Tomku w swoim domku. Jednak kiedy chodzi o przemoc, znęcanie psychiczne, ludzką głupotę, znęcanie się na zwierzętami.. ABSOLUTNIE NIE.

15. Czy według Ciebie warto czekać na miłość czy lepiej samemu jej poszukać?
Z doświadczenia wiem, że nic na siłę. Nie myśleć o tym, nie szukać na siłę, nie szaleć z rozpaczy bo jest się samemu. Prawda jest taka, że jeśli nie jesteś zbyt dużym psychopatą/-tką, w końcu znajdziesz odpowiednią osobę. 

16. Czy miewasz czasem chwile zwątpienia w sens tego co robisz?
Jestem studentką. Przede mną ostatnie miesiące studiów licencjackich. Jestem w trakcie pisania pracy licencjackiej w języku angielskim. Czy mam takie chwile? To jedna wielka chwila. Widzę jak działa system, widzę gdzie ja w tym systemie jestem, wiem, że męczenie się przez 3 lata z często nadpobudliwymi wykładowcami, którzy Cię gnoją i nie szanują, mimo, że ty bardzo starasz się szanować ich i przykładasz się do tego co robisz, nie jest warte tego co jest na końcu. Wolę poczytać książki. W to nigdy nie wątpię. Tak samo jak nie wątpię, że moje życie pójdzie okrężną drogą, a okres ostatnich lat wrzucę do śmietnika. Poza książkami;)

17. Co wolisz: nieśmiertelność czy nieskończone bogactwo?
Ani jedno, ani drugie. Ludzie są pazerni, nie chcę być pazerna. Pieniądze bardzo często więcej niszczą niż budują. Co do nieśmiertelności.. bycie nieśmiertelnym, ale samotnym byłoby tragedią samą w sobie.

18.Planowałaś kiedykolwiek przejść z blogiem na domenę.pl? Jeśli tak lub już masz domenę.pl to co Cię skłoniło do jej wykupienia? 
Nie. Nie wiem.. Czyli nie.

19. Rodzina, honor, kariera, przyjaźń, wiara, zdrowie - ustaw w porządku od najważniejszego dla Ciebie do najmniej ważnego.
Rodzina, przyjaźń, wiara, zdrowie, honor, kariera.

20. Jak według Ciebie będzie wyglądać twoja przyszłość?
Naprawdę kwitnąco. Wyłożę sobie hamak i będę czytać, a w międzyczasie gotować niesamowite potrawy. Może zbuduję szałas i zamieszkam z dala od ludzi, kto wie.. kto wie.

21. Jaki jest twój ulubiony gatunek/rodzaj czekolady?
Lubię czekoladę gorzką, ale mam też słabość do Milkowych (jedliście tą z Oreo? Pycha), czy od marki Kinder. Jednak staram się ograniczać niezdrowe jedzenie, więc jadam słodycze raczej rzadko :) 

I w ten oto sposób dotarliśmy do końca. Jeśli daliście radę, gratuluję. Ja sama ledwo dotarłam a mój mózg paruje. Kogo nominuję? Wszystkich i nikogo. Wiem, że wielu z was chciałoby wziąć udział w akcji, więc was nominuję (weźcie to sobie do serca). Nie chcę nominować ludzi, którzy nominowani być nie lubią, więc staram się uniknąć tego konfliktu. Odpowiedzcie na powyższe pytania bo to była naprawdę fajna zabawa:) Miłego czytania, bywajcie;)

sobota, 21 lutego 2015

Powieść sercem pisana - J. R. R. Tolkien "Hobbit"

Pamiętam kiedy zakochałam się w twórczości Tolkien'a nawet po nią nie sięgając. Filmowa trylogia "Władcy Pierścieni" ukradła moje serce, wbiła w ziemię, rozkochała w sobie, sprawiła, że chciałam aby Tolkien wykreował mnie jaką jedną z postaci tej pięknej historii.. Kilka długich lat później w końcu sięgnęłam po Tolkiena (moja walentynka sięgnęła), "Władce Pierścieni" zostawiłam na deser, "Hobbita" ze smakiem pożarłam na śniadanie.

Nie chcę się rozpisywać, rozdrabniać i rozczulać nad tą powieścią (myślę, że zdajecie sobie już sprawę, że rzadko piszę długie recenzje, nie mam do tego talentu). Większość z nas widziała film, który jest dość dokładnym odzwierciedleniem tego co dzieje się w książce, więc o samej fabule zbyt wiele też wam nie opowiem. Jestem w tym kiepska. Gubię się, plątam, mieszam chcąc powiedzieć zbyt wiele. Ot, magiczna opowieść o małym stworzeniu, Hobbicie o wielkim sercu, z humorystycznymi przygodami i niezaspokojonym głodzie. Głodzie dosłownie. Hobbit wydawał się być wiecznie głodny, ten jego pusty brzuszek.. Szkoda mi było biedaka..

Co mnie jednak poruszyło w tej książce, w samym autorze, to jego sposób opowiadania. Miałam wrażenie jakbym siedziała z otwartymi ustami i szeroko otwartymi oczami wpatrując się w swojego dziadka, słuchając wymyślonej przez niego opowieści, zgłodniała nowych faktów z życia nowego przyjaciela. W świecie, w którym oczekuje się szybkiego dorastania, bycia odpowiedzialnym i poważnym, dobrze czasami poczuć się na nowo dzieckiem, zamkniętym w bezpiecznej opowieści napisanej przez wybitnego autora. Jego styl jest prosty, lubię używać w takich wypadkach słowa "Czysty", porywający, wciągający.. Nie pamiętam kiedy po raz ostatni tak dobrze czytało mi się powieść jakiegokolwiek autora. Jest delikatna, baśniowa, zachwycająca. Może wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale uwielbiam tak nierealistyczne książki, które mają (mimo wszystkich złych i smutnych szczegółów) dobre zakończenie.

Podczas gdy wciskamy dzieciom bajki o księżniczkach ze szczęśliwymi zakończeniami, sami uśmiechamy się ironicznie. Dlaczego? Dlaczego nie wnieść trochę magii do dorosłego życia? Tolkien jest nośnikiem tej magii. Sprawia, że chcemy żyć w wykreowanym przez niego świecie, mieć takie przygody jak jego bohaterowie, nie zważając na nasz wiek. Tolkien nie ma ograniczeń wiekowych. KAŻDY może zakochać się w tej powieści, KAŻDY może zechcieć być znowu wolnym jak nieświadome dziecko, a nieświadomość bywa zbawienna. Nieważne czy masz lat 10 czy 50, przecież wiek nie powinien kreować tego kim jesteśmy, prawda? Nie dajmy się ponieść stereotypom i czytajmy Tolkiena w każdym wieku. Czytajmy piękne, baśniowe powieści bez względu na rok urodzenia.

W końcu wszyscy jesteśmy dziećmi.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Stephen King przez duże "K" - "Lśnienie".

"Świat to trudne miejsce. Jemu nie zależy. Choć nie żywi nienawiści do ciebie i do mnie, nie darzy nas też miłością. Dzieją się na nim rzeczy straszne, których nie można wytłumaczyć. (...) Świat cię nie kocha. (...) Pamiętaj jednak, żeby robić swoje. Takie masz zadanie na tym trudnym świecie, musisz podtrzymywać swoją miłość i robić swoje choćby nie wiem co."
S. King, "Lśnienie"


"Lśnienie" to klasyka sama w sobie. To książka, którą nie tylko najwięksi kingomaniacy mają w swoich zbiorach. Powieść, która jest nie tylko jednym z najbardziej znanych horrorów Kinga, ale też najbardziej znanych horrorowatych horrorów w ogóle. Wstyd się przyznać, że czekała dwa miesiące na swoją kolej, gotowa żeby straszyć, niecierpliwa aż w końcu ją zacznę i łaskawie otworzę. Jestem bardzo złą fanką. Obijam się, odkładam, przekładam, staram się odwlekać moment przeczytania jak najbardziej, ale tydzień to przesada. "Pożerałam" ją w tydzień, dzień po dniu delektowałam się każdym słowem, każdym zdaniem, każdym małym i większym skurczem w żołądku, żeby nareszcie (niestety) dojść do końca.. Cytat powyżej nie znalazł się tu bez powodu. Jestem samolubna, ale koniec końców to mój blog, więc pozwoliłam sobie umieścić mój ulubiony (najcudowniejszy, wywierający największy wpływ na moją psychikę) fragment z książek Kinga. Fragment, który w wielkim stylu uwieńcza wielką powieść.

Dość jednak z rozczulaniem się nad sobą i swoim nieporadnym czytaniem. Skupmy się na powieści samej w sobie. "Lśnienie" jest okrzyknięte najstraszniejszym horrorem wszech czasów, ale jeśli boicie się po nią sięgnąć, muszę (stety niestety) rozwiać wasze obawy. Chyba z natury książki, które działają na mniej bodźców niż filmy z ich muzyką i grą świateł, nie są aż tak straszne, nawet jeśli straszą porządnie. "Lśnienie" w tym wypadku nie jest wyjątkiem. Bardzo dobra historia, w której autor zadbał o każdy szczegół, powala swoim charakterem i charyzmą, rozbawia nas od czasu do czasu, momentami przeraża do szpiku kości, ale jesteśmy tylko postronnym czytelnikiem.. Gorzej, jeśli coś poruszy się w pokoju, albo wiatr zawieje mocniej. Wtedy serce zaczyna bić niekontrolowanie szybciej zahaczając o palpitacje. Jednak bez takich efektów specjalnych, nasza psychika broni się sama.. choć nie zawsze.

Jack Torrance ma problemy, i to nie małe problemy. Jest ex-alkoholikiem, stracił pracę, a sztuka nad którą pracuje jest nietknięta od bardzo dawna. Dostaje pracę dozorcy w Panoramie, hotelu jak każdy inny, grzejącym miejsce głęboko w górach, nieczynnym w okresie jesienno-zimowym. Właśnie przez te kilka miesięcy Jack, wraz z rodziną, ma sprawować nadzór w tym, mogłoby się wydawać, zwyczajnym miejscu. Jednak Danny, syn Jacka i Wendy, jaśnieje. Lśni, jeśli ktoś woli to określenie. Ma nadprzyrodzone zdolności, które sprawiają więcej kłopotów niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Co więcej, Panorama wcale nie jest grzeczna.. Wiele się tu wydarzyło, wiele niekoniecznie dobrych rzeczy. Panorama chce Danny'ego.. a każdy hotel ma swoje demony.

King nie porusza tylko zagadnienia duchów, demonów, nawiedzenia, lśnienia czy jakiegokolwiek innego elementu sztuki grozy. W swojej powieści pokazuje, jaki wpływ mają na człowieka jego rodzice. Rodzina, która świadomie lub nie, bardzo często kształtuje nasz sposób myślenia, zachowania, staje się naszą inspiracją (często niechcianą) w dalszym życiu. Wielokrotnie mówiłam (pisałam właściwie) o zmyśle obserwatorskim Kinga, o tym z jaką dokładnością kreuje postaci. Teraz nie było wyjątku, poza jednym szczegółem.. Jack Torrance jest odzwierciedleniem samego pisarza. King wychowywał się bez ojca, po sukcesie zaczął nadużywać narkotyki i zdecydowanie przesadzał z alkoholem. W późniejszych wywiadach sam przyznał, że bohater "Lśnienia" to w pewnym stopniu on sam, choć początkowo kreował go bez zamysłu obnażenia, wszystko przyszło samo.. Można powiedzieć: " i dobrze, że przyszło" inaczej nie mielibyśmy teraz działa tak genialnie wykreowanego jak "Lśnienie".

Jeżeli zastanawialiście się czy warto sięgnąć po tą książkę, odpowiem krótko: warto. Warto z wielu powodów, nie uwzględniając kunsztu artysty. Warto ze względu na psychologiczną analizę, ze względu na historię, ze względu na zarys, który mimo lat jest wciąż współczesny. Warto ze względu na dawkę strachu. Warto ze względu na Jacka Nicholsona, którego obraz pojawia się w głowie kiedy tylko na stronicach książki pojawia się postać Torrance. Warto ze względu na strukturę i niektóre zabiegi stylistyczne. Warto bo to King przez duże "K".

Na mnie już czeka "Doktor Sen" i biografia King'a. Chyba nie mogę się doczekać.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Książką, która budzi sympatię stopniowo - "Miniaturzystka" Jessie Burton.

"Miniaturzystka" to powieść, którą wyobrażałam sobie zupełnie inaczej, chociaż niełatwo mi stwierdzić jakie dokładnie były te wyobrażenia. W zanadrzu miałam kilka niedorzecznych domysłów i knutych w zakamarkach podświadomości teorii, jednak wszystko okazało się błędne bo książka nie okazała się tym, czym w moim zamyśle miała się okazać...


Jessie Burton w swojej książce opowiada historię niebanalną, a przynajmniej nieczęsto spotykaną wśród literatury popularnej. Młoda dziewczyna, Nella Oortman, wychowała się w rodzinie, posiadającej dobre nazwisko, ale nic poza tym. Po śmierci jej ojca, życie matki i dzieci mocno się skomplikowało (nie oczekujcie jednak zawiłych opisów w książce na temat wcześniejszego życia młodej bohaterki, czy szczegółowych nawoływań), a Nella została wydana za mąż, za najznamienitszego kupca w Amsterdamie, Johannesa Brandta. Wyczekując upragnionej nocy poślubnej z dwukrotnie starszym mężem, dziewczyna odkrywa, że dom o jakim marzyła, nie istnieje, a jej wyobrażenia o szczęśliwym małżeństwie i spełnianiu się jako żona i matka, spełzły na niczym. Pewnego dnia, mąż chcąc wynagrodzić Nelli samotne noce, kupuje jej kredens. Jakkolwiek to nie zabrzmi, nie jest to zwykły kredens, ale miniatura domu, w którym mieszka i który ma być jej polem do popisu, spełnieniem własnych wyobrażeń, które z pomocą tajemniczej miniaturzystki mogą okazać się czymś więcej niż tylko niewinnymi miniaturami...

Książka mnie nie zawiodła, chociaż nie mogę powiedzieć, że dostałam to czego oczekiwałam. Liczyłam na wielkie bum, coś co wytrąci mnie z równowagi i spowoduje efekt WOW, ale nic takiego się nie zdarzyło. Co prawda, mamy tu wiele niespodziewanych zwrotów akcji, książka jest barwna, napisana lekkim językiem i czyta się ją niezwykle dobrze, jednak gdyby ktoś powiedział, że nie ma ochoty jej czytać chyba nawet nie śmiałabym naciskać. Wiem, że dostała ona mnóstwo niesamowicie dobrych ocen, wiem, że niektórzy mają ją za arcydzieło i wiem, że są różne gusta i guściki, jednak mnie nie powaliła. Owszem, bardzo mi się podobała, ale myślę, że wiecie o czym myślę, mówiąc, że spodziewałam się czegoś co wbije mnie w ziemię i sprawi, że zacznę krzyczeć o więcej. Cóż, nie dostałam tego.

Gdybym mogła dać wam radę powiedziałabym : czytajcie ją powoli, nie śpieszcie się, rozłóżcie na kilka dni, delektujcie dobrą historią. Dla mnie nie było to dzieło pożerane na raz, a raczej książka, którą zaczyna się lubić stopniowo, powoli, z namysłem. Nie mam zamiaru wieszać na niej psów bo jest dobra, naprawdę dobra, z ciekawymi zwrotami akcji, których najprawdopodobniej się nie spodziewacie. Jeśli chcecie ją przeczytać, zróbcie to, może was zaskoczy, jeśli nie.. cóż, to brutalne, ale nie zawracajcie sobie głowy i idźcie dalej. Podobała mi się, ale nie zawładnęła moim sercem.

wtorek, 3 lutego 2015

Joe Hill "Pudełko w kształcie serca" - czyli krótko o tym jak Hill odziedziczył talent do pisania. Wzruszające!

Gdybym postanowiła zostać córką Stephena Kinga (lub gdyby on postanowił mnie adoptować, jeśli ma to jakiś sens) na pewno pisałabym książki pod pseudonimem Joe Hill. Mogłabym również zostać dzieckiem Joe Hilla (rozwiewam wątpliwości, kocham moich rodziców) ale wtedy musiałabym zostać Joe Kingiem, bo na nic lepszego mnie nie stać.


Przez chwilę postaram się jednak być poważna, co graniczy z cudem, ze względu na moje ostatnie pisemne poloty recenzenckie, ale naprawdę.. naprawdę będę próbować. Sięganie po Joe Hill'a nie było łatwe, koniec końców to nie ja napadłam na niego, a on na mnie. Ten kto szukał, ten wie, że "Pudełko w kształcie serca" nie łatwo dostać, i ze smutkiem stwierdzam, że egzemplarz przeze mnie czytany także nie należy do mnie, co skutkuje długotrwałą depresją, ale już pochłaniam na pocieszenie koleją książkę, więc.. Przywołuję się do porządku i przechodzę do rzeczy. Po hopelessowym kacu, musiałam się ogarnąć i sięgnąć po coś co sprowadzi mnie na ziemie. Joe Hill, nasienie mojego ukochanego S.K., wcisnął mi się w ręce i ze skomleniem zaczął błagać o uwagę, więc jak mogłam odmówić kiedy moje serce się krajało i pragnęło przygarnąć tą zlęknioną duszę? Moi drodzy czytelnicy, cóż to była za dusza...

... Ten kto stwierdził, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, mógł przewidzieć zaistnienie relacji Stephen King-Joe Hill. Co prawda, temu drugiemu brak polotu w detalowaniu treści, dokładnej analizy, kręcenia, plątania, szukania dziury w całym (co dla jednych jest wadą dla innych zaletą), ale nie pozostawia wątpliwości fakt, że Pan Hill naprawdę potrafi czarować, a porównywanie go do ojca jest nie na miejscu (chociaż wiele talentu po nim odziedziczył). Historia, która jest opisana w "Serduszku" nie tylko powoduje ciarki na ciele, ale rozpoczyna też wojnę domową w naszym mózgu, produkuje nieartykułowane dźwięki w środku bezsennej nocy i sprawia, że czujemy zimną dłoń na kostce, taka z niej czarownica. Jude Coyne jest gwiazdą rocka, gwiazdą rocka w podeszłym wieku, zafascynowanym młodą kochanką i okultyzmem. Jednak nie oceniajcie go źle, już widzę wasze myśli.. W rzeczywistości to naprawdę porządny gość, który spotkał na swojej drodze nieodpowiednią dziewczynę, właściwie nieodpowiednią rodzinę młodej dziewczyny. Wszystko komplikuje się kiedy jego asystent postanawia mu zamówić ducha.. Jak się okazuje, wszystko było zamierzone. Duch nie trafił do Juda przypadkiem, nie spocznie dopóki go nie zabije, a pozbycie się go, cóż.. Żywy tego nie dokona.

Jeżeli uśmiechacie się sceptycznie do historii, możecie uwierzyć mi na słowo, że jest to jedna z lepszych książek z serii dreszczowców jakie czytałam. Każdy szczegół był przemyślany, wszystko co wydarzyło się na stronach książki ma głębszy sens, odkrywany powoli, potęguje naszą ciekawość, i tak, przede wszystkim strach. Obiecuję wam, że będą targać wami różne skrajne emocje. Obiecuję, że się nie zanudzicie. Obiecuję, że jest to książka warta przeczytania. I obiecuję, że pochłoniecie ją z prędkością światła. Joe Hill ma wrodzony talent, nie pozostawiam ku temu żadnych wątpliwości, a "Pudełko w kształcie serca" jest najlepszym debiutem jaki mógł wyjść spod jego pióra.