wtorek, 3 lutego 2015

Joe Hill "Pudełko w kształcie serca" - czyli krótko o tym jak Hill odziedziczył talent do pisania. Wzruszające!

Gdybym postanowiła zostać córką Stephena Kinga (lub gdyby on postanowił mnie adoptować, jeśli ma to jakiś sens) na pewno pisałabym książki pod pseudonimem Joe Hill. Mogłabym również zostać dzieckiem Joe Hilla (rozwiewam wątpliwości, kocham moich rodziców) ale wtedy musiałabym zostać Joe Kingiem, bo na nic lepszego mnie nie stać.


Przez chwilę postaram się jednak być poważna, co graniczy z cudem, ze względu na moje ostatnie pisemne poloty recenzenckie, ale naprawdę.. naprawdę będę próbować. Sięganie po Joe Hill'a nie było łatwe, koniec końców to nie ja napadłam na niego, a on na mnie. Ten kto szukał, ten wie, że "Pudełko w kształcie serca" nie łatwo dostać, i ze smutkiem stwierdzam, że egzemplarz przeze mnie czytany także nie należy do mnie, co skutkuje długotrwałą depresją, ale już pochłaniam na pocieszenie koleją książkę, więc.. Przywołuję się do porządku i przechodzę do rzeczy. Po hopelessowym kacu, musiałam się ogarnąć i sięgnąć po coś co sprowadzi mnie na ziemie. Joe Hill, nasienie mojego ukochanego S.K., wcisnął mi się w ręce i ze skomleniem zaczął błagać o uwagę, więc jak mogłam odmówić kiedy moje serce się krajało i pragnęło przygarnąć tą zlęknioną duszę? Moi drodzy czytelnicy, cóż to była za dusza...

... Ten kto stwierdził, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, mógł przewidzieć zaistnienie relacji Stephen King-Joe Hill. Co prawda, temu drugiemu brak polotu w detalowaniu treści, dokładnej analizy, kręcenia, plątania, szukania dziury w całym (co dla jednych jest wadą dla innych zaletą), ale nie pozostawia wątpliwości fakt, że Pan Hill naprawdę potrafi czarować, a porównywanie go do ojca jest nie na miejscu (chociaż wiele talentu po nim odziedziczył). Historia, która jest opisana w "Serduszku" nie tylko powoduje ciarki na ciele, ale rozpoczyna też wojnę domową w naszym mózgu, produkuje nieartykułowane dźwięki w środku bezsennej nocy i sprawia, że czujemy zimną dłoń na kostce, taka z niej czarownica. Jude Coyne jest gwiazdą rocka, gwiazdą rocka w podeszłym wieku, zafascynowanym młodą kochanką i okultyzmem. Jednak nie oceniajcie go źle, już widzę wasze myśli.. W rzeczywistości to naprawdę porządny gość, który spotkał na swojej drodze nieodpowiednią dziewczynę, właściwie nieodpowiednią rodzinę młodej dziewczyny. Wszystko komplikuje się kiedy jego asystent postanawia mu zamówić ducha.. Jak się okazuje, wszystko było zamierzone. Duch nie trafił do Juda przypadkiem, nie spocznie dopóki go nie zabije, a pozbycie się go, cóż.. Żywy tego nie dokona.

Jeżeli uśmiechacie się sceptycznie do historii, możecie uwierzyć mi na słowo, że jest to jedna z lepszych książek z serii dreszczowców jakie czytałam. Każdy szczegół był przemyślany, wszystko co wydarzyło się na stronach książki ma głębszy sens, odkrywany powoli, potęguje naszą ciekawość, i tak, przede wszystkim strach. Obiecuję wam, że będą targać wami różne skrajne emocje. Obiecuję, że się nie zanudzicie. Obiecuję, że jest to książka warta przeczytania. I obiecuję, że pochłoniecie ją z prędkością światła. Joe Hill ma wrodzony talent, nie pozostawiam ku temu żadnych wątpliwości, a "Pudełko w kształcie serca" jest najlepszym debiutem jaki mógł wyjść spod jego pióra.

10 komentarzy:

  1. Póki co zetknęłam się jedynie z opowiadaniem, które ojciec z synem napisali razem - nie wspominam tego spotkania najlepiej. Tym niemniej na temat Joe Hilla nasłuchałam się już dużo dobrego, więc jeśli kiedyś ta książka wpadnie mi w ręce, na pewno ją przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj, może Ci się akurat spodoba:)

      Usuń
  2. Czytałam tylko "Rogi" i spodobały mi się na tyle, żeby sięgnąć po więcej książek. Zdecydowanie odziedziczył talent bo ojcu. Wszystko zostaje w rodzinie :)
    Pozdrawiam, Mz.Hyde

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam zamiar przez "Rogi" przebrnąć w najbliższym czasie :)

      Usuń
  3. Książek Kinga nie potrafię czytać. Doprowadzają mnie do szału. Nie, nie to, ze historie są złe, bo nie są, ale właśnie to rozwodzenie się nad każdym okruszkiem chleba... No cóż. Twórczości jego syna również nie czytałam, w obawie przed tym samym, co dostałam od ojczulka, jednak wszyscy mówią, że to zupełnie co innego. Więc wypadałoby to nadrobić. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei Kinga kocham:) A Hill to taka jego mniej skomplikowana wersja:)

      Usuń
  4. Kolejna przychylna recenzja dla książki Hilla. Czas przeczytac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodziłam z tego samego założenia i się nie zawiodłam:)

      Usuń