poniedziałek, 16 lutego 2015

Stephen King przez duże "K" - "Lśnienie".

"Świat to trudne miejsce. Jemu nie zależy. Choć nie żywi nienawiści do ciebie i do mnie, nie darzy nas też miłością. Dzieją się na nim rzeczy straszne, których nie można wytłumaczyć. (...) Świat cię nie kocha. (...) Pamiętaj jednak, żeby robić swoje. Takie masz zadanie na tym trudnym świecie, musisz podtrzymywać swoją miłość i robić swoje choćby nie wiem co."
S. King, "Lśnienie"


"Lśnienie" to klasyka sama w sobie. To książka, którą nie tylko najwięksi kingomaniacy mają w swoich zbiorach. Powieść, która jest nie tylko jednym z najbardziej znanych horrorów Kinga, ale też najbardziej znanych horrorowatych horrorów w ogóle. Wstyd się przyznać, że czekała dwa miesiące na swoją kolej, gotowa żeby straszyć, niecierpliwa aż w końcu ją zacznę i łaskawie otworzę. Jestem bardzo złą fanką. Obijam się, odkładam, przekładam, staram się odwlekać moment przeczytania jak najbardziej, ale tydzień to przesada. "Pożerałam" ją w tydzień, dzień po dniu delektowałam się każdym słowem, każdym zdaniem, każdym małym i większym skurczem w żołądku, żeby nareszcie (niestety) dojść do końca.. Cytat powyżej nie znalazł się tu bez powodu. Jestem samolubna, ale koniec końców to mój blog, więc pozwoliłam sobie umieścić mój ulubiony (najcudowniejszy, wywierający największy wpływ na moją psychikę) fragment z książek Kinga. Fragment, który w wielkim stylu uwieńcza wielką powieść.

Dość jednak z rozczulaniem się nad sobą i swoim nieporadnym czytaniem. Skupmy się na powieści samej w sobie. "Lśnienie" jest okrzyknięte najstraszniejszym horrorem wszech czasów, ale jeśli boicie się po nią sięgnąć, muszę (stety niestety) rozwiać wasze obawy. Chyba z natury książki, które działają na mniej bodźców niż filmy z ich muzyką i grą świateł, nie są aż tak straszne, nawet jeśli straszą porządnie. "Lśnienie" w tym wypadku nie jest wyjątkiem. Bardzo dobra historia, w której autor zadbał o każdy szczegół, powala swoim charakterem i charyzmą, rozbawia nas od czasu do czasu, momentami przeraża do szpiku kości, ale jesteśmy tylko postronnym czytelnikiem.. Gorzej, jeśli coś poruszy się w pokoju, albo wiatr zawieje mocniej. Wtedy serce zaczyna bić niekontrolowanie szybciej zahaczając o palpitacje. Jednak bez takich efektów specjalnych, nasza psychika broni się sama.. choć nie zawsze.

Jack Torrance ma problemy, i to nie małe problemy. Jest ex-alkoholikiem, stracił pracę, a sztuka nad którą pracuje jest nietknięta od bardzo dawna. Dostaje pracę dozorcy w Panoramie, hotelu jak każdy inny, grzejącym miejsce głęboko w górach, nieczynnym w okresie jesienno-zimowym. Właśnie przez te kilka miesięcy Jack, wraz z rodziną, ma sprawować nadzór w tym, mogłoby się wydawać, zwyczajnym miejscu. Jednak Danny, syn Jacka i Wendy, jaśnieje. Lśni, jeśli ktoś woli to określenie. Ma nadprzyrodzone zdolności, które sprawiają więcej kłopotów niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Co więcej, Panorama wcale nie jest grzeczna.. Wiele się tu wydarzyło, wiele niekoniecznie dobrych rzeczy. Panorama chce Danny'ego.. a każdy hotel ma swoje demony.

King nie porusza tylko zagadnienia duchów, demonów, nawiedzenia, lśnienia czy jakiegokolwiek innego elementu sztuki grozy. W swojej powieści pokazuje, jaki wpływ mają na człowieka jego rodzice. Rodzina, która świadomie lub nie, bardzo często kształtuje nasz sposób myślenia, zachowania, staje się naszą inspiracją (często niechcianą) w dalszym życiu. Wielokrotnie mówiłam (pisałam właściwie) o zmyśle obserwatorskim Kinga, o tym z jaką dokładnością kreuje postaci. Teraz nie było wyjątku, poza jednym szczegółem.. Jack Torrance jest odzwierciedleniem samego pisarza. King wychowywał się bez ojca, po sukcesie zaczął nadużywać narkotyki i zdecydowanie przesadzał z alkoholem. W późniejszych wywiadach sam przyznał, że bohater "Lśnienia" to w pewnym stopniu on sam, choć początkowo kreował go bez zamysłu obnażenia, wszystko przyszło samo.. Można powiedzieć: " i dobrze, że przyszło" inaczej nie mielibyśmy teraz działa tak genialnie wykreowanego jak "Lśnienie".

Jeżeli zastanawialiście się czy warto sięgnąć po tą książkę, odpowiem krótko: warto. Warto z wielu powodów, nie uwzględniając kunsztu artysty. Warto ze względu na psychologiczną analizę, ze względu na historię, ze względu na zarys, który mimo lat jest wciąż współczesny. Warto ze względu na dawkę strachu. Warto ze względu na Jacka Nicholsona, którego obraz pojawia się w głowie kiedy tylko na stronicach książki pojawia się postać Torrance. Warto ze względu na strukturę i niektóre zabiegi stylistyczne. Warto bo to King przez duże "K".

Na mnie już czeka "Doktor Sen" i biografia King'a. Chyba nie mogę się doczekać.

25 komentarzy:

  1. "Lśnienie" to faktycznie King przez duże K:) "Doktor Sen" niestety nie dorównuje pierwszej części, chociaż książka bardzo mi się podobała. Ale ma inny klimat. Ciekawie się czyta o dorosłym Dannym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zamiar sięgnąć po nią już niedługo, bo patrzy na mnie z półki i stawia wymagania:) ale obiecałam sobie, że będę robić sobie przerwy między Kingiem a Kingiem;)

      Usuń
  2. a ja Kinga nadal nie czytałam.
    chyba za często się powtarzam. muszę wreszcie nadrobić braki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie:) mam nadzieję, że się nie zawiedziesz:)

      Usuń
  3. Próbowałam "ugryźć" już kilka razy, ale zawsze odstawiałam. Teraz motywuje się by ogólnie do czytania Kinga wrócić, najpierw "Cujo", a potem pomyślmy jak to z Kingiem będzie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, myślę, że nie każdemu musi King pasować, jakkolwiek mam nadzieję, że się przekonasz:)

      Usuń
  4. To była moja pierwsza powieść Kinga, i celny strzał w dziesiątkę - do tej pory wspominam lekturę tej książki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam w moje skromne progi, gdzie czeka na Ciebie pewna nominacja ;) (http://wantescape.blogspot.com/2015/02/wdziecznosc.html)

      Usuń
    2. Dziękuję, dziękuję, dziękuję;)

      Usuń
  5. Wstyd się przyznać - jeszcze jej nie czytałam, ale przeczytam!
    Widziałam film Kubricka i wiem, że King go nie lubi, ale jest niesamowity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja filmu nie widziałam, jednak mam zamiar. A King po prostu uważa, że wiele kluczowych scen zostało pominiętych. To się zdarza:)

      Usuń
  6. Czytałam obie części, ale Lśnienie wygrywa, chociaż kontynuacja też jest niczego sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie. Inaczej wyślę zażalenie do Kinga.

      Usuń
  7. Błąd zrobiłem, że oglądałem film najpierw. Kompletnie mi nie podszedł, a o książce słyszałem wiele dobrego. Jak to zresztą o Kingu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc koniecznie musisz sięgnąć po książkę:) ma swój klimat:)

      Usuń
  8. Czytałam wiele lat temu i średnio mi się podobała. Ale może dlatego, że King nie jest w moim stylu. I też za bardzo mnie nie przerażała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już wiele razu wspominałam, gusta i guściki:)

      Usuń
  9. A ja jestem kingomaniaczką, a "Lśnienia" akurat nie mam - wstyd. Chciałabym w końcu poznać tę historię w formie innej niż filmowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnaś się cieszyć, że lektura "Lśnienia" jeszcze przed tobą:)

      Usuń
  10. Czytałem dawno temu, ale jakoś horror nie zrobił na mnie większego wrażenia (film - tak). Może odświeże go sobie i wtedy wyda mi sie ciekawszy? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że filmy z natury są po prostu straszniejsze. Tak jest przynajmniej ze mną:)

      Usuń
  11. Od bardzo dawna mam ją w planach. Muszę w końcu nadrobić zaległości, szczególnie jeśli chodzi o książki Kinga. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go czytam i czytam i czytam a ciągle mam zaległości także.. nie jesteś osamotniona:)

      Usuń
  12. Widziałam film, ale powiem szczerze nie podobał mi się... Może kiedyś zdecyduję się sięgnąć po książką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kingowi też się nie podobał więc macie coś wspólnego;)

      Usuń