czwartek, 5 marca 2015

Jak przeżyć piękną historię po raz drugi i pokochać ją jeszcze bardziej - Colleen Hoover "Losing Hope"

Jestem niemal pewna, że niektórzy z was pamiętają moje rozpływanie się, roztapianie niczym czekolada na słońcu, tonięcie w zachwytach itp., itd., kiedy odważyłam się napisać kilka słów odnośnie "Hopeless" Colleen Hoover. Colleen Hoover, którą miałam zamiar znienawidzić, ale zamiast tego, pokochałam ją i pozwoliłam wymiętosić moje serce, a potem wrzucić do gorącej wody. Tak bardzo zraniła mnie jej historia, tak doszczętnie wytarzała w piachu, że nie mogłam nie przeczytać "Losing Hope".

"Losing Hope" od jakiegoś już czasu leżała na mojej półce i rzucała mi wyzwanie. Wyzwanie o tyle straszne, że miałam przebrnąć przez tą samą, do bólu wzruszającą historię, w wyniku czego raz jeszcze miałam dać się zgwałcić emocjonalnie. Nie jestem mięczakiem. Co więcej, zrobiłam małe rozeznanie i już wiedziałam co mnie mniej więcej czeka. Nie mówię, że napisanie tej samej historii z punktu widzenia drugiej osoby zainteresowanej to zły pomysł, nie. Chociaż to odgrzewanie mięsa i trochę pójście na łatwiznę, i nawet bym się zbuntowała, ale to przecież "Hopeless", a kto czytał "Hopeless", ten wie. że Holder to cudowny chłopak, golden boy książkowej historii, i nie ma co rzucać jadem na prawo i lewo, tylko dać się rozkochać raz jeszcze.

Mam nadzieję, że mój chłopak tego nie czyta. To co za chwilę powiem może mnie dużo kosztować. Kocham Holdera. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że rzadko, który fikcyjny chłopak wzbudza we mnie taką sympatię graniczącą z fikcyjną miłością. Co więcej, po przeczytaniu tej książki kocham go jeszcze bardziej. Historia jest niemal kropka w kropkę taka sama, z małymi dodatkami i kilkoma wyjaśnieniami co dalej. Przez kilkaset stron zmagamy się z myślami Deana, poznajemy jego obawy, uczymy się go zrozumieć i poznajemy odpowiedzi na pytania, które stawialiśmy sobie w pierwszej części. Jednak, mimo, że książka naprawdę wzrusza, nie jest idealna. Odczuwa się pewne braki w sposobie myślenia Holdera, które (wybaczcie moje zacofanie) jest momentami nazbyt kobiece. To niewątpliwie romantyczny chłopak, jednak czasami wydaje się tak słodki, że mdli. Poza tym, ciągle go kocham.

Nie mogę napisać o tej książce dużo, ponieważ nagadałam się już przy "Hopeless" aż mnie gardło rozbolało. Colleen Hoover ciągle uwielbiam. Podoba mi się lekkość jej pióra, historie, które kreuje, to, że nie jest aż tak banalna. Mimo, że ta książka to powtórka z rozrywki, nie zanudza, wciąga prawie jak pierwsza część, chociaż nie nazwałabym ją konieczną do przeczytania. To raczej pozycja, po którą można sięgnąć przy okazji, kiedy już zapomnimy emocje związane z czytaniem pierwszej części. Nad czym jednak będę ubolewać (i mam nadzieję, że wydawnictwo Otwarte jakimś cudem to przeczyta i weźmie sobie do serca) to brak części trzeciej w papierowej wersji. To mogłoby być coś, a tak, niestety znienawidzony przeze mnie e-book.. Cóż, istnieje prawdopodobieństwo, że nawet nie sięgnę po ostatnią część, bo jestem technologiczną niedorajdą i fakt, że ciągle mam bloga i jeszcze nic nie zepsułam, graniczy z cudem. No dobrze.. koniec marudzenia. Skupmy się na książce. Polubiliśmy się, zostaliśmy przyjaciółmi i będę ją trzymać na swojej półce na zawsze, żeby w przyszłości gnębić nią swoje rozwydrzone dzieci.

12 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twoje teksty! :)

    I ja też kocham Holdera więc zostałyśmy rywalkami ^^ ta część na mnie czeka i mam nadzieje, że znowu złamie mi serce i rozczuli jak pierwsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarumieniłam się i dziękuję:) Myślę, że po tej części bardziej pokochasz Holdera:)

      Usuń
  2. Mam w planach pierwszą część. Muszę koniecznie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konieczna konieczność! Jest piękna

      Usuń
  3. Mnie też podobały się obydwie części :). Perspektywa Deana wiele rozjaśniła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo, że trochę odgrzewanie mięsa to faktycznie, czytało się równie dobrze:)

      Usuń
  4. Ja również poluję na pierwszą, bo szczerze powiedziawszy - nie jarają mnie takie gatunki. Ale spróbować muszę, a co dopiero po takich ocenach. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mówiłam, życzę powodzenia;)

      Usuń
  5. A mnie zazwyczaj i też w tym przypadku, gdy jest szum wokół jakiejś książki, zaczyna to zniechęcać. Może gdy już ucichnie książkę przeczytam, bo zbiera dużo dobrych ocen, ale w sumie raczej będzie to "Hopeless" niż "Losing hope".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z reguły też tak mam.. działam z opóźnieniem, ale postanowiłam co nieco zmienić i się nie ograniczać;)

      Usuń
  6. Oj nie, nie xD Hopeless było dobre, ale jak dla mnie nie na tyle. by odgrzewać tę historię. Niemniej cieszę się, że Tobie się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie konieczność;) chociaż nie wiem czy z perspektywy Holdera cała sytuacja nie była bardziej.. wymowna:)

      Usuń