środa, 8 kwietnia 2015

Debiut S.King'a, krwawa "Carrie" dla opornych.

Ostatnio w moich recenzjach jest tak młodzieżowo, cukierkowo, że aż wstyd. Co więcej, miałam ewidentny kryzys kingowy, i aby nie popaść w depresje szybko musiałam nadrobić ten stracony czas bez obecności powieści autora mojego życia. Czas, który nie tylko był cukierkowo-młodzieżowo-romantyczny, ale też kulawy czytelniczo, co prowadzi do konkluzji.. muszę czytać więcej.


King to jeden z tych autorów, który może napisać książkę o samotnym kwiatku na polanie a i tak skradnie moje serce. Nie wiem co ma w sobie takiego, nie wiem czy to czysta sympatia do jego osoby, czy fascynacja jego stylem, sposobem w jaki składa słowa w całość, ale Pan King jest zdecydowanie panem mojego książkowego losu. Fakt, że nie czytałam "Carrie", chociaż dawno powinnam, pokazuje tylko jakim ignorantem jestem i jak bezczelnie łamię wszystkie zasady bycia "fanem numer 1". To właśnie "Carrie" jest początkiem, powieścią przez którą autor stracił mnóstwo krwi i nerwów, ale czy było warto? Oczywiście. Dzisiaj King jest jednym z najbardziej poczytanych autorów świata. Jednym z najbardziej błyskotliwych i inteligentnych pisarzy, którzy swoją sławę zawdzięczają niewymuszonemu talentowi. A zaczęło się tak niewinnie..

... Carrie to dziewczyna, która jest stworzona, żeby być pośmiewiskiem. Idealny przykład nastolatki, brutalnie niszczonej przez środowisko naturalne (czyt. rówieśników, którzy mają skręta zamiast mózgu), która nie chce i nie musi sobie radzić z tym co ją otacza. Wybitnie wykreowany obraz matki-psychopatki dopełnia wizerunku Carrie jako ofiary idealnej, "proszącej się" o bycie outsiderem. Na nieszczęście oprawców, i szczęście czytelników, Carrie do końca normalna nie jest. Nie mam na myśli tu problemów psychicznych, chociaż z taką matką to nieuniknione. Tym co wyróżnia Carrie wśród innych nastolatków, i ludzi w ogóle, to telekineza, zdolność nie do końca odkryta przez bohaterkę, z czasem stająca się jej bronią i upadkiem.

"Carrie" to powieść, która spodoba się nie tylko fanom Stephena Kinga, ale również czytelnikom nie do końca przekonanym do często zawiłych opisów i porównań mistrza. Podczas gdy King rozkręca akcję około strony numer 300, ta nawet tylu stron nie ma. Jest prosta, łatwa w odbiorze, niezawiła, nie-kingowska w ogólnie rozumianym tego słowa znaczeniu. To dobry horror, który nie przeraża jak "TO", ale jest krwawy i daje czytelnikom to o co proszą. Trochę strachu. Ułamek adrenaliny. Nerwowe przegryzanie wargi. Dobrą historię z dobrą główną bohaterką. "Carrie" to powieść, która wizualizuje się w naszych głowach, obrzydza i napastuje niewinne myśli, ale nie można się od niej oderwać na długo. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie zdążymy się obejrzeć, a będzie po wszystkim. W dosłownym tego stwierdzenia znaczeniu.

Stephen King to autor, który swoimi powieściami całkowicie zasłużył na cały ten autorski splendor. "Carrie" to książka, która wprowadza nie tylko nas, ale i samego autora na głębokie wody. Nie ma tu Kinga klasycznego, znanego z "Bastionu" czy wyżej wspomnianego "TO". Nie ma tylu anegdot, tylu cytatów, tylu fascynujących zdań, których czytanie to czysta przyjemność. Jest za to historia, napisana piórem debiutanta, który już na początku wysoko postawił poprzeczkę. "Carrie" to horror który cieszy oko i wyobraźnię. Nie jest wybitnym dziełem, nie umieściłabym jej w 10 najlepszych książek mistrza, ale czy miałam ciarki jak ją czytałam? Owszem. Czy czułam, że King wie co robi? Jak najbardziej. Czy mogłabym się podpisać bez wstydu pod tym dziełem? Na sto procent. Gdyby trzeba było oddałabym Kingowi nerkę, żeby pisał dalej, tak jak to robił i robi. Tyle przyjemności z czytania co on, nie daje mi nikt inny, bez znaczenia czy mówię o pierwszych czy ostatnich jego dziełach. Gdzie King jest, tam serce moje. I niech tak będzie.

16 komentarzy:

  1. Nadal wśród tych, które chce przeczytać. Ale jakoś mi ostatnio do Kinga po drodze nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś nadejdzie czas, że nie będzie można się książce oprzeć;) Do Kinga też trzeba mieć dobry dzień.

      Usuń
  2. To przeczytaj sobie o samotnej róży na gruzowisku, czyli "Mroczną wieżę":) King jest także moim mistrzem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zamiar. Od czerwca Albatros wznawia i mam zamiar nadrobić zaległości;)

      Usuń
  3. Pewnie dorwałabym już dawno temu w bibliotece, ale na taką perełkę warto poczekać i sprawić sobie na własność. Muszę w końcu zebrać się za aktualizowanie mojej królewskiej półki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Ty jedna masz zaległości w mistrzu, chociaż w moim wypadku to prawdziwy wstyd. Ubolewam razem z Tobą, łączę się duchem itd:)

      Usuń
  4. bardzo ciągnie mnie do przeczytania tej książki, ale ciągle wpada mi w ręce jakaś inna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc zaciśnij dłonie w pięści i się nie daj;)

      Usuń
  5. Wspaniałe są akapity drugi i trzeci! Bardzo mi się ten styl spodobał. :) Swoją drogą na Carrie też muszę zapolować - sam uwielbiam Kinga, film oglądałem, a trzeba go uzupełnić powieścią. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się zarumienię. Dziękuję, dziękuję;) Ja filmu jeszcze nie oglądałam, ale mam w planach. Z natury Kinga mi się lepiej czyta niż ogląda ekranizację.

      Usuń
  6. Czytałam i bardzo mi się podobała :) w ogóle nie czuć, że to debiut Kinga. Również polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybijam z tobą niewidzialną piątkę. Czuję się wsparta w swojej misji;)

      Usuń
  7. Niestety nadal znajduje się na półce z etykietką "do przeczytania". Trzeba szybko nadrobić. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kinga znam tylko z "Zielonej mili" i chociaż ta bardzo mi się podobała (świetny język!), jakoś nie mogę zabrać się za resztę, chociaż na półce czekają dwie (chociaż akurat nie Carrie).
    PS. A którą książkę umieściłabyś na pierwszym miejscu Top 10 Kinga? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bastion". Zdecydowanie. Jeśli przeczytam go po raz drugi (co jest absolutnie nie w moim stylu), na pewno zrecenzuję:)

      Usuń