niedziela, 31 maja 2015

Zapowiedzi wydawnicze, czyli co koniecznie muszę dorwać w czerwcu.

Ponieważ sama mam głód książkowy i wiem, że wy również cierpicie na to schorzenie, postanowiłam wbić (sobie i wam) ostatni gwóźdź do trumny uzależnienia i wprowadzić na swój blog zapowiedzi wydawnicze. Co miesiąc będę wybierała najciekawsze (według mnie) pojawiające się tytuły, z ograniczeniem do 10 książek (żeby nie popaść w skrajną depresję) i umieszczać listę pod koniec miesiąca poprzedzający początek miesiąca szczęścia i książkowego dobrobytu. A oto moja 4 wspaniałości czerwcowych:

1. Stephen King "Znalezione nie kradzione"


Wydawnictwo : Albatros
Data premiery: 10 czerwca 2015
Tytuł oryginalny : Finders Keepers

Nie mogło być inaczej. Na pierwszym miejscu na liście moich wewnętrznych książkowych potrzeb znalazło się dzieło mojego mistrza. Stephen King po raz drugi uraczy nas historią bohaterów, których poznaliśmy (a jeśli nie, koniecznie musimy nadrobić te straty) w "Panu Mercedesie". Tym razem serwuje nam powieść owianą tajemniczą historią o o psychopatycznym czytelniku, który jest (pozwolę sobie cytować) "wściekły nie tylko na to, że jego ulubiony autor przestał publikować nowe powieści, lecz także dlatego, że sprzedał nonkonformistyczną postać Jimmy'ego Golda dla zysków z reklam". Jak pewnie wszyscy wiemy, ze wściekłym czytelnikiem, fanem numer jeden, nie warto ryzykować. Dodając do tego kunszt samego autora, nie mogę się doczekać tego smakowitego kąska i umieszczenia go na mojej Kingowskiej półce chwały.




2. Maurice Drunon "Królowie przeklęci."


Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: 3 czerwca 2015
Tytuł oryginalny: The Accursed Kings 

Kto uwielbia "Pieśń Lodu i Ognia" Martina, pokocha "Królów Przeklętych." Tak przynajmniej głoszą legendy, a w większości legend jest odrobina prawdy. Poza tym, widzieliście recenzję Martina?  „W Królach przeklętych jest wszystko. Królowie z żelaza, zamordowane królowe, bitwy i zdrady, kłamstwa i żądze, oszustwa, rywalizacja rodów, klątwa templariuszy, podmieniane niemowlęta, wilczyce, grzech i miecze, wielka dynastia skazana na upadek… A to wszystko (no, prawie wszystko) zaczerpnięte żywcem z kart historii. I wierzcie mi: rody Starków i Lannisterów nie mogą się nawet równać z Kapetyngami i Plantagenetami.Bez względu na to, czy jesteś historycznym geekiem czy miłośnikiem fantastyki, od książek Druona nie będziesz się mógł oderwać. To prawdziwa gra o tron. Jeśli lubisz Pieśń lodu i ognia, pokochasz Królów przeklętych”. Mnie tym kupił, zaufałam mu na słowo, oddałam duszę przy "Grze o Tron" i mam nadzieję, że pan Druon porwie mnie tak samo jak George R.R. Martin.

3. Brandon Sanderson "Stalowe Serce" 


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 8 czerwca 2015
Tytuł oryginalny: Stealheart

Postaram się nie rozpływać nad okładką, która moim skromnym zdaniem jest genialna, i na chwilkę skupię się na autorze. Brandon Sanderson to człowiek legenda na amerykańskim booktubie. Mężczyzna, który zamiast mózgu ma płynne złoto i przelewa je na papier. Chodzą słuchy, że wszystko co zostaje wyciągnięte spod jego biura graniczy z geniuszem. Dlatego wstyd się przyznać, że z Sandersonem styczności żadnej nie miałam. Owszem, chęci zawsze są, ale wiemy jak z tymi chęciami to jest.. Tak czy inaczej w czerwcu Sanderson musi być mój. "Dziesięć lat temu pojawiła się na niebie Calamity. Był to impuls, który sprawił, że niektórzy ze zwykłych dotąd ludzi zaczęli się zmieniać i przejawiać niezwykłe umiejętności. Zdumione społeczeństwo nazwało ich Epikami. Epicy nie są przyjaciółmi gatunku ludzkiego. Niezwykłe zdolności sprawiły, że odczuwają wielkie pragnienie sprawowania władzy. Ale żeby rządzić ludźmi, trzeba skruszyć ich wolę. Teraz, w mieście znanym niegdyś jako Chicago, niewiarygodnie potężny Epik zwany Stalowym Sercem sprawuje rządy Imperatora. Posiada siłę kilku ludzi i potrafi kontrolować żywioły. Oznacza to, że nie można go pokonać. Nikt nie podejmuje więc z nim walki… Nikt prócz Mścicieli." opis podkradłam ze strony wydawcy. Mnie więcej zachęcać nie trzeba.

4. "Wieża Asów" pod redakcją Georga'a R.R. Martin'a. 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 8 czerwca 2015
Tytuł oryginalny: Aces High

George R. R. Martin to człowiek legenda, lubujący się w mordowaniu bohaterów swoich książek. Jednak poza zacięciem morderczym, to również autor posiadający niesamowity talent i piszący powieści wciągające jak diabli. "Wieża Asów" to zbiór historii opowiadających historię ludzi zarażonych wirusem po II wojnie światowej, związku z czym garstka ocalałych posiadła nadludzkie moce. "Wszystko zaczęło się w roku 1946, gdy nad nowojorskim niebem uwolniono niezwykłego wirusa dzikiej karty, zdolnego do przekształcania genów. Stworzył on obdarzonych potężnymi mocami asów oraz dziwacznych, zniekształconych dżokerów. Po trzydziestu latach przed ocalonych dotknął nowy koszmar Z otchłani kosmosu przybywa Rój - śmiertelne zagrożenie zdolne zniszczyć całą planetę. Asowie i dżokerzy muszą zapomnieć o wzajemnej nienawiści, by stanąć do bitwy, której nie mogą przegrać…" (opis ze strony wydawcy). Warto dodać, że współautorami są osobistości z dziedziny science-fiction i fantasy, więc zostaje nam serwowany naprawdę smakowity kąsek, któremu trudno będzie się oprzeć. Przy okazji, nadarza się okazja do nadrobienia "Dzikich Kart".


Wiem jakie to smutne, że pierwsza lista jest taka krótka, jednak wybrałam tylko tytuły, które mnie zaintrygowały. Więc nie smućcie się, głowa do góry, bo czerwiec jest naprawdę dość obfitym miesiącem wydawniczym, a powyżej macie tylko mizerną listę wspaniałości, którą ja polecam wam i sobie. Wzruszam się patrząc na te cztery tytuły i wmawiam sobie, że od ilości ważniejsza jest jakość;)

A wy? Planujecie jakieś zakupy czerwcowych nowości? Dajcie znać, może mnie zaintrygujecie:)

czwartek, 28 maja 2015

Jak najprzystojniejszy autor na świecie kupił mnie nie swoim wyglądem - Pierce Brown "Red Rising. Złota Krew".

Piece Brown to młody aktor, przed którym znajduje się świetlana przyszłość. Powiedzmy to jednak raz i konkretnie (żeby rozwiać wszelkie wątpliwości): to nie jego nieprzeciętna uroda zapewniła mu sukces ale niezły talent i historia, która poruszyła czytelników na całym świecie. Możemy być zazdrośni, że autor jako pakiet to niemal ideał, ale teraz na chwilkę skupię się na tym co dla mnie ważniejsze, jego debiutanckiej powieści.

Autor: Pierce Brown
Tytuł: Red Rising. Złota krew.
Tytuł oryginalny: Red Rising
Wydawnictwo: Drageus
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 432

"Red Rising" to powieść o tyle dziwna, że przez kilka pierwszych stron męczyłam się, cierpiałam, pociłam, obgryzałam paznokcie nie mogąc ani na chwilę skupić się na treści. Cóż to były za katorgi! Nie wiedziałam o co chodzi. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Nie mogłam porządnie wgryźć się w książkę. Moje wgryzanie trwało prawie dwa tygodnie, ale kiedy się udało.. Skończyłam w jeden dzień i co to była za powieść!

Ludzie (mam nadzieję, że mogę nazwać ich ludźmi) są podzieleni na rasy, które różnią się kolorami. I nie mam tu wcale na myśli kolorów skóry. Różnią się nie tylko wyglądem (Czerwoni mają ognisto czerwone włosy, Brązowi brązowe itd..), cechami budowy, ale też swoją mocą. Nie jakąś tam super mocą wyssaną z palca, ale władzą w najczystszej postaci. Pierce Brown stworzył świat gdzie najsilniejsi podporządkowali świat pod siebie. Złoci, bo tak nazywają się Ci brutale, nie tylko rządzą słabszymi kolorami, nie tylko są ich pracownikami, ale również pomiatają nimi na każdym kroku, okłamują ich, zaślepiają, wmawiając setki bzdur. Darrow jest Czerwony, niewolnikiem Złotych, Helldriverem, który umiera przez powieszenie, co również mija się z prawdą, jednak nikt o tym nie wie.. Jesteśmy świadkami zamiany Czerwonego w Złotego... Złotego, którego zadaniem będzie odwrócenie biegu historii.

Gdzieś w głębi serca czułam potencjał tej powieści i być może moja ostatnia nadzieja trzymała mnie przy niej nie pozwalając rzucać nią o ścianę. Mogę to również zwalić na moją niedoczynność czytelniczą.. w tym wypadku fakt, że mój początek znajomości z ową powieścią był tak nieznośny to tylko moja wina. Tak czy inaczej, wszystko dobre co się dobrze kończy. Brown kupił mnie tą historią, kupił mnie swoim stylem i swoimi pomysłami. Na każdym kroku coś się dzieje, zabijał ludzi szybciej niż Martin, niektórych wskrzeszał, innych zsyłał na wieczne potępienie. Jego bohaterowie to nie kolejni naiwni, głupkowaci herosi. Postać Darrow'a jest wykreowana w taki sposób, że łezka kręci się w oku. Jesteśmy świadkami jego przemiany z chłopca idealnego, w mężczyznę rządnego zemsty i pragnącego sprawiedliwości. Mężczyznę, który mimo sprzecznych uczuć i niekiedy wątpliwości, nie cofnie się przed niczym. I chwała autorowi za to.

O czym warto wspomnieć to sama fabuła. W ciągu ostatnich lat pojawiło się mnóstwo dystopii. Niektóre stały się międzynarodowymi hitami, inne przeszły bez echa. To trochę smutne, że książka Brown'a nie doczekała się lepszej reklamy. W Stanach Zjednoczonych autor odniósł spektakularny sukces, i nic w tym dziwnego. To jedna z najlepszych książek tego gatunku. Ma wszystko czego czytelnik-fan potrzebuje. Trochę niecukierkowego romansu, trochę dobrych tekstów, trochę akcji, trochę czasu na ochłonięcie, mnóstwo zwrotów i zaskakujących zmian. Łącząc wszystkie elementy dobrej dystopii, Brown stał się troszkę moim autorem-bohaterem (i to nie tylko dlatego, że niezły z niego nerd).

Nie wiem czy przekonam was do tej książki. Zdaję sobie sprawę, ze rynek jest przesiąknięty tego typu historyjkami i możemy czuć się zmęczeni. Jednak gdybym miała wam zarekomendować książki tego gatunku, z odrobiną fantasy i science-fiction, na pewno "Red Rising" znalazłoby się w pierwszej trójce. To powieść świeża jak majowy poranek, wypełniona akcją po brzegi, wypchana mnóstwem świetnych bohaterów. Pierce Brown, mimo młodego wieku i wyglądu amanta (który może być mylny), spisał się na medal i to nie byle jaki, bo złoty. Nie bójcie się więc ryzykować. W końcu kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje. Sięgajcie po Browna i módlcie się ze mną, żeby wydawnictwo zdecydowało się wydać część drugą.

wtorek, 26 maja 2015

Potrójne Libster Blog Award, czyli jak podbudować ego Pauliny.

Zostałam nominowana do LBA już po raz któryś, tym razem potrójnie. Nie będę się rozdrabniać nad zasadami i wychwalać same pozytywy tego łańcuszka. Jak wiecie, uwielbiam odpowiadać na wasze pytania, czuję się wtedy jak książkowa gwiazda, więc bez zbędnych ceregieli przechodzę do sedna:)



Zacznę od pytań Natalii, autorki tego bloga, którego koniecznie musicie odwiedzić :)

1. Jak widzisz siebie za 10, a nawet 20 lat? 
Pytania o przyszłość zawsze są najtrudniejsze. Chciałabym coś napisać. Może spełniać się w roli matki. Przede wszystkim być szczęśliwą. Nie chcę się tu rozpisywać, bo planowanie nie jest moją najmocniejszą stroną. 

2.Ulubiona książkowa para, dlaczego?
Nick i Amy Dunne z "Zaginionej dziewczyny". Dlaczego? Nie mam pojęcia. Być może dlatego, ze ich związek i wzajemna relacja przyprawiają o dreszcze. Poza tym.. Par romantycznych mamy na pęczki. 

3. Najgorsza książka, którą przeczytałaś?
No dobrze.. był piękny słoneczny dzień, bla bla bla.. jakimś cudem Grey trafił w moje ręce. Jakimś cudem postanowiłam go przeczytać. Jakimś cudem przebrnęłam przez sporą część fabuły i.. Nie dotarłam do końca. Nie znalazłam nic pozytywnego w tym "dziele". Od postaci (to, że Grey jest przystojny i bogaty się nie liczy) przez fabułę, aż do miernego stylu autorki.. Przepraszam, ale nie. Nie. 

4.Jaka jest twoim zdaniem najlepsza ekranizacja?
Trylogia "Władcy Pierścieni". Bez skazy. 

5. Czego Ci brakuje?
Książek. A poważnie.. nie mogę narzekać. Na świecie żyją ludzie, którzy nie mają co jeść, pić. Nie mają domu. Ciężko chorują. Stracili najbliższych. Nie mam prawa narzekać i mówić, że czegoś mi brakuje. Każdego dnia staram się być wdzięczna i dziękować Bogu za kolejne godziny życia bez poważnych problemów. 

6. Z jakim książkowym bohaterem utożsamiasz się najbardziej?
Kolejne trudne pytanie. Myślę, że wszystko zależy od mojego humoru. W chwilach krytycznych mogę nawet upodabniać się do kingowskich bohaterów. 

7. W czym jesteś dobra?
Rozumiem, że chwila dla mojej próżności? Świetnie utrudniam ludziom życie, obrzydzam im przetworzone jedzenie i wymuszam zjedzenie jabłka. Nieźle gotuję (pff.. jestem polskim Gordonem Ramsayem ;)). Wchłaniam języki (jeśli mam na to ochotę). Poza tym, matematyka mnie kocha. A przynajmniej kochała dopóki nie skończyłam liceum. Zdarza mi się nieźle pisać, ale to wszystko zależy od pory dnia i zaawansowania mojego lenistwa.

8. Wyobraź sobie, że jesteś owocem. Jakiego smaku i koloru sok można z Ciebie wycisnąć?
Moje ulubione pytanie. Słodko-gorzko-kwaśny o białej barwie. Potraficie sobie to wyobrazić?

9. Piosenka, której możesz słuchać 24/7?
Wszystko Queen. Wszystko Led Zeppelin. Wszystko The Doors. Hym.. a teraz?


Chociaż ciągle wolę "Muffin Man".

10. Wierzysz w magię i znaczenie liczb? Horoskopy?
Nie. Wierzę w potęgę ludzkiego umysłu.

11. Z jaką baśnią kojarzy Ci się dzieciństwo?
"Niekończąca się opowieść". Wszystko przez soundtrack, ech. 


Dobrze. Pierwsza część pytań za nami, przejdźmy teraz do pytań Karoliny, której bloga znajdziecie tu.

1. Czy przeczytałaś książkę, która jest tak dobra, że możesz polecić ją każdemu? Jaką?
Mr. King "Bastion". Nic więcej nie dodam. A może.. książka tak dobra, ze sponiewierała mnie po posadzce. 

2. Gdybyś mogła przeprowadzić wywiad z dowolną osobą, kogo byś wybrała?
Będę bezczelna, wybiorę trzy. Jezus, Freddie Mercury, Stephen King. W takiej kolejności.

3. Czy jest coś, co koniecznie chcesz zrobić przed śmiercią?
Jest kilka takich rzeczy. Jednak gdyby pewnego dnia nastąpiło bum i świat się skończył, najbardziej żałowałabym, że nie zostałam matką.

4. Jaką książkę zabrałbyś na bezludną wyspę?
Biblię. (zaczynam brzmieć jak uświęcony fanatyk? Nie bójcie się.)

5. Jakie miejsce chciałabyś zwiedzić?
Nowa Zelandia to moje ciche marzenie. Moje serce staje kiedy widzę google maps. 

6. Jakie masz hobby? Oczywiście poza czytaniem.
Muzyka i stare filmy się nie liczą, więc dorzucę swoje zamiłowanie do gotowania i udawanie Gordona Ramsaya. A co by nie.

7. Jaki jest twój ulubiony czarny charakter?
Pennywise. O rany.. Jak ja kocham twórczość Stephena Kinga. Czy mogę uznać go za czarny charakter? Jeśli tak to jest na pierwszym miejscu mojej listy.

8. Wolisz życie pełne przygód czy raczej spokojne?
Lubię balans. Uwielbiam podróże, ale nienawidzę tłocznych imprez. Przytupajek z muzyką pt. Umcyk Umcyk. Uwielbiam ciszę i spokój, ale czasami czuję wewnętrzny przymus do integrowania się ze światem.

9. Co Cię uszczęśliwia?
A co mnie nie uszczęśliwia? Uszczęśliwia mnie wstawanie rano i zasypianie wieczorem. Uszczęśliwia mnie czytanie. Uszczęśliwia mnie ptaszek na drzewie. Uszczęśliwia mnie zielona trawka. Mimo pozorów jestem stosunkowo pozytywny, a na pewno szczęśliwym człowiekiem.

10. Zdarzyło Ci się płakać podczas czytania w miejscu publicznym?
Podczas czytania nie, ale poza nim owszem. Żaden wstyd.

11. Z jakim książkowym bohaterem chciałabyś się zapoznać w rzeczywistości?
Rosie z "Love, Rosie". To typ kobiety, z którą z łatwością mogłabym się zaprzyjaźnić.

Powoli dobijamy do brzegu. Na koniec serwuję wam porcję pytań, stworzonych przez autorkę tego bloga, panią Hannę :)

1. Dlaczego powstał twój blog?
Głównie dlatego, że lubię książki. Troszkę też z powodu braku zainteresowanych słuchaczy w prawdziwym życiu. Bo kto ma ochotę rozmawiać godzinami o książkach? Ja. 

2. Czy uważasz, że spełnił Twoje oczekiwania?
Nie mam jako takich oczekiwań. Jeśli znajdują się osoby, które chcą czytać czasami katastrofalne wypociny produkowane przez moją osobę, cóż.. nie mogłabym być bardziej wdzięczna.

3. Czy bardziej cenisz "elegancką prostotę", czy też wolisz blogi z dużą ilością grafik i muzyki?
Lubię kiedy blogi są przejrzyste. Kiedy wiem co i gdzie znajdę. Co do muzyki, mam dylemat. Nie wiem jak wy, ale ja podskakuję kiedy coś nagle zaczyna mi grać i mija trochę czasu zanim znajdę źródło..

4. Czy negatywne komentarze są dla Ciebie przyczynkiem do zastanowienia się nad publikowaną treścią?
Jestem szczęśliwą posiadaczką bloga bez negatywnych komentarzy. Myślę, że konstruktywna krytyka, jeśli ktoś czuje się na siłach ją wyrazić, jest do przeżycia. Jeśli jednak chodzi o typowe "hejty" pt. "nie lubię bo nie lubię", to myślę, że przejmowanie się i dostosowywanie do wymagań ludzi nienawidzących jest niewskazane. Wolność Tomku w swoim domku. 

5. Jak reagujesz na hejty? Irytacją, śmiechem czy lekceważeniem?
Nie spotykam się (póki co) z hejtami. Myślę jednak, że potrafię się pobłażliwie uśmiechnąć i iść dalej.

6. Czy przeglądasz statystyki w blogerze?
Nie. To blog dla przyjemności. Miło mi kiedy widzę, że ludzie mnie odwiedzają, ale nie mam mani na tym punkcie.

7. Czy konieczność zamknięcia bloga byłaby dla Ciebie wielkim wyrzeczeniem? 
Nie byłaby wyrzeczeniem. Nie zrozumcie mnie źle.. Uwielbiam blogować, pisać itd, ale świat by się nie skończył gdyby nagle się okazało, że sytuacja życiowa nie pozwala mi na pisanie opinii. Wyrzeczeniem byłoby nie widzieć rodziny, ale nie zamknięcie bloga.

8. Czy nominacja LBA ma dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie?
Jak już wspominałam, lubię odpowiadać na pytania i jest mi naprawdę miło kiedy od czasu do czasu ktoś o mnie pomyśli.

9. Czy uważasz, że publikowanie postów nawet wtedy, gdy nie ma się nic do powiedzenia, jest słuszne?
Nie mi oceniać kto co o czym pisze. Z własnego doświadczenia wiem, że czasami zdarzają się dni, kiedy napisanie czegokolwiek to wyczyn godny Nagrody Nobla. Czasami lepiej odpuścić i przede wszystkim, nie udawać specjalistów.

10. Czy założenia bloga wniosło do Twojego życia jakąś wartość?
30 obserwatorów. To brzmi dość niedorzecznie, ale to więcej niż mogłabym prosić. Dziękuję. 


I to by było na tyle. Kolejna spowiedź za mną i kolejne nominację przede mną. Po raz kolejny nominuję WSZYSTKICH. Naprawdę. Czujcie się nominowani, nawet jeśli nie wymieniłam was z nazwy. Napiszcie komentarz, dajcie znać, że odpowiedzieliście na 15 wybranych pytań, na pewno was odwiedzę. A póki co.. dziękuję za uwagę:)

wtorek, 19 maja 2015

Klasyka nie gryzie: #2 Jane Austen "Emma"

Po długiej nieobecności, napisaniu pracy licencjackiej, bezsilności czytelniczej i braku sensu egzystencji piśmienniczej, wracam do was w wielkim stylu, bo z klasyką. "Emma" Jane Austen (bo o niej właśnie mowa), skradła moje serce i dowiodła, że co się odwlecze to nie uciecze. 


Autor: Jane Austen
Tytuł: Emma
Tytuł oryginalny: Emma
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 415
Przekład: Jadwiga Dmochowska

Kiedy sięgałam po tą książkę kilka lat temu nie mogłam przebrnąć przez pierwszych kilkanaście stron. Nie dlatego, że książka jest zła. Absolutnie nie. Jane Austen to autorka, na której dzieła trzeba mieć ochotę. Jest fantastyczna, zabawna, flirtuje z nami słowem, ale chwila nieuwagi, "niehumoru" i nie wiemy gdzie zgubiliśmy kilkadziesiąt stron.

"Emma" to powieść cudownie odciągająca od rzeczywistości. Tak przyjemna, że picie do niej zielonej herbaty to jak wygrana na loterii. Historia opowiada o nieco nieznośnej, nieco zarozumiałej i nieco zadufanej bogatej dziewuszce. Emma ma też tendencję do wtrącania się, swatania, wyciągania pochopnych wniosków. Jest uparta jak osioł i nie widzi prawdy, która leży tuż przed jej nosem. Mimo wszystko, mimo tych nieznośnych wad, które czasami wydają się zaletami, Emmy nie da się nie lubić. Jest bystra i niecukierkowa. Sama siebie uwielbia za swoją dobroć, więc jak my, zwykli czytelnicy, moglibyśmy postrzegać ją inaczej niż jako nieskalany ideał? Emma kręci, pokazuje pazurki, stara się.. wplątuje się w historię i romanse (chcąc czy nie), które mogą czytelnika bawić i sprawiać, że puka się w czoło wywracając oczami. Ta powieść to jedna wielka historia swatania, które czasami kończy się sukcesem a czasami (częściej) katastrofą towarzyską.

Kto czytał "Dumę i uprzedzenie" lub inną powieść Jane Austen, ten wie jaką autorką ta pani jest. Wie również co sprawia, że jej powieści są tak znakomite i niepowtarzalne, mimo, że to przecież nic więcej jak romanse osadzone w pięknej scenerii. "Emma" w niczym nie ustępuje najbardziej znanej historii spisanej przez autorkę. Powiem więcej.. "Emma" jest bardziej zadziorną, również nieco bardziej poplątaną powieścią, która zachwyca równie mocno jak Duma. Bohaterowie wykreowani przez Austen to postaci często zabawnie karykaturalne, realne w kreowanej fikcji, posiadające nietuzinkowe charaktery. Co podoba mi się najbardziej, to brak lukru na tym ciasteczku. Nie jest przesłodzony, jak to zwykle z romansami bywa. Porywa od początku do końca, mimo, że czasami tu się ciągnie, tam się zapomni o co właściwie chodzi, lub po prostu chce się w końcu dotrzeć do końca. Mimo chwil lepszych i gorszych, Jane Austen wykazuje się smakiem i genialnym zmysłem obserwacji, a jej opisy losów XIX wiecznej społeczności angielskiej zwalają z nóg.

"Emma" to nic więcej jak kawał dobrej, smakowitej literatury, która najlepiej smakuje z herbatą. Co więcej, to też klasyka, więc można szpanować przez znajomymi swoim oczytaniem. Rzadko kiedy zdarza się książka tak wysmakowana i tak lekka. Książka, która mimo pozorów nie posiada płci ani metryki. Książka, która nie spisuje losów pradawnych monstrów i kreatur z siódmych piekieł, a jednak zachwyca i wciąga. Zakochanie się w Austen to nie grzech, a tym bardziej nie wyczyn. Jej lekkie pióro i zabawne anegdoty pozwalają nam poczuć się swobodnie ze słowem pisanym, mimo, że "Emma" to już weteran starszy od nas wszystkich. Więc jeśli macie chwilę czasu, macie dość ciężkiej literatury, dołujących historii, katastrof lotniczych i młodzieżówek, Jane Austen pomoże wam z przyjemnością w waszej niedoli.