wtorek, 18 sierpnia 2015

Chaotycznie o 'Czasie Zniw' Samanthy Shannon. Tyle emocji.

Ksiazki mozemy podzielic na te znane bardziej, pojawiajace sie z rozmachem na rynku ksiazkowym, i te, ktore przechodza bez echa, co nie do konca oznacza, ze sa gorsze. Ja w ostatnim czasie zaczytuje sie raczej w tych 'znanych' i tym razem rowniez nie bylo inaczej. Ze znanymi powiesciami mam taki problem, ze w zwiazku z otaczajaca ich slawa wymagam zeby tresc byla na takim samym poziomie, a nawet troszke, odrobinke lepsza od pochwal pojawiajacych sie tu i tam. 'Czas Zniw' to powiesc, po ktora mialam siegnac juz od jakiegos czasu, az nareszcie druga czesc wymusila na mnie przeczytanie pierwszej. Wiem, ze z tego chaosu trudno cos zrozumiec, ale mam nadzieje, ze dalszy tekst troche was (i mnie) rozjasni. 


Autor: Samantha Shannon
Tytul: Czas Zniw
Tytul oryginalny: The Bone Season
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 513
Przeklad: Regina Kolek

'Czas Zniw' opowiada historie Paige, mlodej jasnowidzki, zyjacej w swiecie, w korym jej dar jest uwazany za chorobe, za cos z czym powinno sie walczyc. Paige pracuje w kryminalnym podziemiu Londynu, ale miasto to zupelnie sie rozni od naszych wspolczesnych wyobrazen na jego temat. Panuje tu pewien, bardzo widoczny podzial miedzy slepcami a widzacymi, miedzy jasnowidzami buntonikami, a tymi, ktorzy staneli po stronie Sajonu (to ta ciemna strona mocy w ksiazce). Tak czy inaczej, w wyniku pewnych metrowych wydarzen, dwoch zabojstw i czystego braku szescia, Paige trafia na terytorium Oksfordu, czesci Londynu, ktora w teorii nawet nie funkcjonuje, w praktyce skrywa tajemnice, ktore wcale nie sa kolorowe. Moglabym rzucic kilkoma Emmitami i Rafaitami, ale tego nie zrobie. Ewentualnie zrobie, zeby wzbudzic wasza ciekawosc: Emmici i Rafaici, jedni gorsi od drugich.

Paige nie trafia tam przez przypadek. Jej zdolnosci (poniewaz jasnowidzow mozna rowniez podzielic na kategorie) przykuwaja uwage bardzo niebezpiecznych jednostek, a jej zycie bedzie zalezec od tego czy sie postara i bedzie dzialac dla wroga przeciw potencjalnym wrogom, czy wybierze inna droge, ktora prowadzi coz.. ten element jest nieco trudniejszy do okreslenia.

W 1949 roku, dosc znany angielski autor, George Orwell, wydal sobie ksiazke. Ksiazka ta nazwana oryginalnie Nineteen Eighty-Four, stala sie dosc znanym dzielem, a jej fabula kreci sie wokol Londynu, calkowicie podporzadkowanego wladza miasta, okreslanym czesto jako Wielki Brat. W Roku 1984 Wielki Brat patrzyl. Patrzyl, sluchal, sledzil, pilnowal. Rzadzil. W Czasie Zniw, Shannon stworzyla swojego wlasnego Wielkiego Brata, tutaj zwanego Sajonem. Nie twierdze jednak (chociaz mogloby sie tak wydawac), ze autorka skopiowala klasyk z 1949 roku. Nie mogla tego zrobic. Mysle jednak, ze mogla sie nim inspirowac i jedyne co moge powiedziec to ..

... to wyrazic swoje uznanie dla Shannon, mlodej autorki, ktora napisala jedna z najlepszych powiesci dystopijnych jakie czytalam. Nie musimy sie oszukiwac.. W ostatnich latach rynek czytelniczy jest zalewany powiesciami dystopijnmi. Mysle, ze to trend, bo kazda dekada ma swoj  trend. A trendy przemijaja, pozostawiajac tylko kilka znakomitych ksiazek gatunku. Gdybym za kilka lat, kilkanascie, kilkadziesiat.. musiala wskazac ksiazki dystopijne, ktore warto przeczytac nawet po tak dlugim czasie, bylby to Czas Zniw. Powiesc ta nie tylko jest napisana lekkim piorem. Nie tylko podaje nam na tacy genialna, oryginalna historie. Nie tylko sieje zament w naszym czyteniczym zyciu, ale rowniez pozwala nam uwierzyc, ze to wszystko moze sie wydarzyc. Pozwala poczuc smak przyszlosci nierealnie rzeczywistej, ktorej sie boimy, ale ktorej jestesmy rowniez ciekawi.

Jako osoba juz nie nastoletnia, ale jeszcze nie do konca przez spoleczenstwo postrzegana jako dorosla, pozwolilam sobie na odrobine fantazji z autorka. Pozwolilam sie jej przekonac, ze londynskie podziemie kryminalne naprawde istnieje. Pozwolilam sobie zaszalec i dac poniesc sie emocja. Pozwolilam sobie wyrazic pewien zal i dezaprobate dla zakonczenia, bo jako osoba nielubiaca romansow, liczylam na romantyczne zakonczenie, powiescie nieromantycznej. Liczylam rowniez na pewna przewidywalnosc, z nadzieja, ze ww koncu bede mogla sobie bezkarnie ponarzekac, ale jej nie dostalam. Zaserwowano mi za to historie, ktora byc moze juz kiedys slyszalam, ale tak nie do konca. Dostalam powiesc, ktora Orwell moglby napisac 10 lat temu, jako Rok 1984- era jasnowidzow. Dostalam kawalek dystopii, ktory mnie nie zanudzil, chociaz mogl, gdyby autorka sie postarala.

Ten tekst byc moze nie jest do konca jednoznaczy, ale ksiazka tez jednoznaczna nie jest. Czytajac ja mialam konflikty wewnetrzne, moje wnetrznosci byly targane niepewnoscia. Tak naprawde nadal do konca nie wiem co jest dobre a co zle. Zdaje sobie sprawe, ze Sajon to podstepny s****syn, ale byc moze w tym calym szalenstwie jest jakas metoda. Mimo, ze przeczytalam ta ksiazke kilka dni temu i moja videorecenzja uplynela pod slowem 'wow', to piszac tych kilka slow naprawde nie wiem jak oddac swoje uczucia kilka dni pozniej, Myslalam o niej. Snilam o niej. Rozkladalam ja na elementy  pierwsze i ciagle nie wiem jak to mozliwe, ze cos tak fikcyjnego, tak nieogarnietego, moze byc tak niesamowicie dobre. Polecam, polecam, polecam.. ale najpierw przeczytajcie Orwella. Mowi wam to ksiazkowa-wrozka-dobra-rada.

piątek, 7 sierpnia 2015

Nieprzespana noc, ktora byla tego warta.. Clleen Hoover 'Maybe Someday'.

Jak juz wiecie, Colleen Hoover skradla moje serce wraz z pierwsza strona 'Hopeless'. Autorka, po ktorej spoodziewalam sie raczej mniej niz wiecej, sprawila, ze zakochalam sie w jej powiesciach i udowodnila mi, ze w moim czytelniczym zyciu ciagle jest miejsce na kilka romantycznych powiesci. Siegniecie po 'Maybe Someday' bylo wiec kwestia czasu. Czasu uzaleznionego od mojej kariery studenta wykonczonego.   


Autor: Colleen Hoover
Tytul: Maybe Someday
Tytul oryginalny: Maybe Someday
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 381
Przeklad: Piotr Grzegorzewski

Sydney i Ridge poznaja sie w najgorszym mozliwym momencie. Ona nagle traci wszystko na czym jej najbardziej zalezalo, a on najzwyczajniej w swiecie nie jest dostepny. Ridge od pieciu lat jest w szczesliwym zwiazku z cudowna dziewczyna, ale kiedy los sprawia, ze Sydney laduje pod jego dachem, ich zycie wywroci sie do gory nogami. Laczy ich milosc do muzyki, i pociag do siebie. Ale laczy ich znacznie wiecej. Zadne z nich nie jest gotowe, nie chce ryzykowac i dawac szansy zwiazkowi, ktory jest spalony juz na poczatku mety.

Jezeli mialabym wskazac co najbardziej podoba mi sie w powiesciach Hoover, to ze zdecydowaniem i bez zadnyh watpliwosci, odparlabym, ze postacie meskie. Oczywiscie, jej kobiece charaktery tez sa bardzo dobrze wykreowane, ale w tworzeniu fikcyjnych mezczyzn Hoover osiagnela mistrzostwo. Nie sa banalni. Nie sa cukierkowi, jak to bywa w wielu romansach. Co wazniejsze, w swoim zachowaniu nie sa kobiecy. Mezczyzni Hoover, to mezczyzni z charakterami i przeszloscia. To postacie, ktore nie sa tylko dodatkiem tej opowiesci, ale stanowia jej kluczowy element. Hoover wydaje sie rozumiec meska nature, jednoczesnie nie zapominajac, ze glownymi odbiorczyniami jej ksiazek sa kobiety. Ridga, podobnie jak Holdera, pokochalam niemal od razu. Co wiecej, pokochalam i zapragnelam go swoja fikcyjna miloscia nawet bardziej. Nie jest to mezczyzna idealny, momentami denerwowal mnie swoim zachowaniem (rzadko, ale jednak), a mimo wszystko nie potrafilam go znienawidzic. Nawet przez chwile. Nawet przez moment.

'Maybe Someday' to powiesc numer jeden na mojej liscie powiesci romantycznych. Ta ksiazka to gigant wsrod lzawych powiesci, wyrozniajacy sie swoim charakterkiem i brakiem beznadziejnosci. To powiesc, ktora wciaga jak diabli do tego stopnia, ze stracila poczucie czasu. Kiedy zaczelam ja czytac byla 21.. mialam przeczytac kilka stron, ale kilka stron to bylo zdecydowanie za malo. Skonczylam ja o 3 nad ranem i mialam ochote blagac o jeszcze. Swoja powiescia, Hoover, przypomina mi dlaczego tak beznadziejnie zakochalam sie w jej historiach. Maybe Someday to nie tylko swietny romans, to nie tylko cudowna opowiesc o milosci. To rowniez kilkaset stron, ktore uwodza czytelnika do tego stopnia, ze nie jest w stanie zobaczyc nic, poza tym co serwuje nam Pani Hoover.

'Maybe Someday' to powiesc bez ograniczen wiekowych czy genderowych (jesli juz mam byc modna i uzywac nowych zapozyczen). Jesli zastanawialiscie sie czy ta powiesc jest dla was, nie krepujcie sie.. Siegnijcie po nia. Pozwolcie sie rozkochac. Dajcie autorce szanse, a na pewno was nie zawiedzie. W 'Maybe Someday' serwuje nam niepowtarzalna historie z genialnymi postaciami (przez duze G) i rozchwianie emocjonalne, wewnetrzna walke o wlasne morale. W powiesci Hoover nic nie jest jasne. Nigdy nie wiadomo co sie wydarzy. Byc moze wlasnie dlatego tak bardzo ja uwielbiam i nie potrafie byc wobec niej krytyczna.. jej powiesci to po prostu niebanalny majstersztyk i w tym wypadku nic sie tutaj nie zmienilo.

sobota, 1 sierpnia 2015

O tym jak Mr. King doprowadzil mnie na skraj zalamania nerwowego.. Stephen King i "Cmetarz Zwiezat".

Z jednej strony brak znakow polskich sprawia, ze wstyd zzera mnie od srodka.. z drugiej jednak strony zycie bez pisania powoli doprowadza mnie do szalenstwa. Poza tym, mam pewne braki w odwiedzaniu waszych blogow i musze je jak najszybciej nadrobic. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Dzisiaj odkupuje swoja czytelnicza dusze powiescia, ktora juz w tytule ma bledy (oczywiscie, jest to zabieg celowy), wiec moze moj brak polskiego alfabetu zaginie gdzies w tlumie potoku slow. 


Autor: Stephen King
Tytul: Cmetarz Zwiezat
Tytul oryginalny: Pet Sematary
Wydawnictwo: Proszynski i S-ka
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 423
Przeklad: Paulina Braiter

Gdyby ktos zadal mi pytanie: czego oczekujesz od tej ksiazki? Mialabym niemaly problem zeby tak naprawde okreslic swoje oczekiwania. Sadzilam, ze bedzie to powiesc wypelniona polmartwymi zwierzakami, a glowny watek bedzie sie krecil wokol miejsca ich pochowku. Sadzilam, ze bedzie to, mimo wszelkiej strasznosci, lekki horrorek, mily nawet na wakacyjny, spokojny wieczor. Mialam tez swiadomosc, ze moze spodwodowac kilka, zupelnie niegroznych, niespokojnie przespanych nocy. Tymczasem King serwuje nam Horror przez duze 'H'. Dostalam nieprzespane noce, czytalam z roztrojeniem nerwowym, a martwy zwierzak (poza tymi pochowanymi) byl tylko jeden, i to tylko w przelocie.

Stwierdzenie, ze King potrafi pisac, nikogo juz dzisiaj nie dziwi. Dodanie, ze potrafi straszyc na smierc, tez bardzo rzadko zaskakuje. Jednak kiedy czytelnik jest pryzwyczajony do jego prozy, mysli, ze jest przygotowany na wszytko. Nic go nie zaskoczy. Jest gotow stawic czola najgorszym mozliwym opcja przygotowanym przez Mistrza. Jestem tym czytelnikiem i nie mialam pojecia jak bardzo sie mylilam, dopoki nie siegnelam po ta ksiazke. King naruszyl moja sfere emocjonalna do tego stopnia, ze musialam zrobic sobie przerwe, odlozyc ksiazke, wytrzec lzy, zrobic kilka oddechow i odpoczac przez dzien. Wszytko, zeby moc kontynuowac ta przerazajaco ludzka historie.

Mlode malzenstwo, dwojka dzieci, nowy dom, wielkie nadzieje.. Gdyby nie nazwisko na okladce, mogloby sie zdawac, ze to obyczajowa historia z gleboko ukrytym prekazem, ktory ma nam pomoc stac sie lepszym czlowiekiem, chociaz na chwile. Tak sie jednak nie dzieje. King na chwile usypia nasza czujnosc, tylko po to zeby zdzielic nas po glowie z podwojna sila. Sielankowe zycie rodziny, ktora zdazymy polubic, nagle rozpada sie na kawalki. Kiedy glowa rodziny podejmuje decyzje, ktore moga byc zgubne dla jego najblizszych, nie jest swiadom tego co sie wydarzy, a zaczelo sie bardzo niewinnie.. niedaleko domu, do ktorego wprowadzila sie rodzina, znajduje sie cmetarz. Miejsce pochowku zwierzat, ukochanych pupili dzieci z miasteczka. Nie cmetarz jest tu jednak problemem. Nie dajcie sie zwiesc tej taniej przykrywce. Cale zlo, wszystko co sprawia, ze na naszych ciala powoduje ciarki, znajduje sie za tym niepozornym cmetarzem i stanowi prawdziwe, niepojete zagrozenie.

King w swoich powiesciach czesto porusza nieprzyjemne tematy, i tym razem nie bylo inaczej. Mistrz horroru zabiera nas w mroczna podroz przez kraine, ktora nikomu nie kojarzy sie dobrze. King wskazuje nam palcem jak reagujemy na smierc, czym ona dla nas jest, jak latwo moze wszystko zmienic, strzasnac nasze zycie niczym pyl z ramienia. Smierc to temat nieprzyjemny, niechciany, znienawidzony przez nas, a jednak ciagle niepojety, Ludzie sa jej ciekawi, a jednoczesnie panicznie sie jej boja. Jesli mam stanac przed wami z czystym sumieniem, musze przyznac w tym miejscu, ze przez chwile znienawidzilam Kinga. Znienawidzilam go za to, ze tak latwo bawi sie moimi emocjami czytelnika rozchwianego. Znienawidzilam go za to, ze doprowadzil mnie do placzu. Znienawidzilam go za to, ze musialam odlozyc jego powiesc, chociaz tak bardzo chcialam kontynuowac, tylko dlatego, ze nerwy nie pozwalaly mi na kolejna strone. Oto co robi King ze swoimi oddanymi czytelnikami. Doprowadza ich na skraj zalamania nerwowego.

Kiedy bylam dzieckiem, zawsze znalazlo sie cos co moglo mnie przerazic. Teraz, kiedy jestem juz teoretycznie dosc duza dziewczynka, niektorzy nawet beda twierdzic, ze mloda kobieta, ciagle jestem przerazona. Czytajac powiesci Kinga odkrywam miliony nowych sposobow na to jak umrzec na zawal. Znajduje sto tysiecy powodow zeby schowac sie w szafie z zapasem jedzenia, choc nawet szafa moze kryc mroczne sekrety. Czytajac 'Cmetarz zwiezat' dowiedzialam sie jeszcze jednej rzeczy. Smierc nie jest latwa. Niewazne czy to smierc kota, czy dziadka sasiadki. Niewazne czy to smierc prawdziwa, czy ta w ksiazce lub filmie. Moje cialo niemal zawsze reaguje tak samo. Niemal zawsze zachowuje sie jakby potrzebowalo pomocy lekarza specjalisty. Jesli dodamy do tego jeszcze wysublimowane poczucie humoru artysty-sadysty, dostaniemy albo swietna ksiazke, ktora zapamietamy na zawsze, albo kawalek papieru zapisanego slowami, malymi zabojcami w swiecie literatury. Coz.. King zdecydowanie wie co robi i zabija nas bardzo powoli, sprawia, ze stajemy sie masochistami, ale chcemy wiecej.