wtorek, 13 października 2015

Anthony Doerr "Światło, którego nie widać"

Taka książka nie zdarza się często. Nie dzisiaj. Nie w tym świecie. Pomimo wielu wspaniałych powieść, coś tak przejmującego i ściskającego serce trafia się najwyżej raz na milion. Taka powieść to skarb sam w sobie. To treść, która rozbija nas na kawałki. To historia, która rozpuszcza nasze serce i nie pozwala mu się scalić. To dzieło, na którego pojawienie się warto czekać nawet 10 lat. Nawet 100.

Autor: Anthony Doerr
Tytuł: Światło, którego nie widać
Tytuł oryginalny: All The Light We Cannot See
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 635
Przekład: Tomasz Wyżyński

Marie-Laure i Werner. Werner i Marie-Laure. Dwoje dzieci, później nastolatków, żyjących w dwóch innych światach. Światach, które są różnymi perspektywami. Światach, które są światami innymi, jednocześnie będąc tym samym światem. Każde z nich ma swoje życiowe bagaże, i chociaż nie mają za sobą zbyt wiele wspólnego, ich los się splata.. na chwilę, na moment, ale to wystarcza, żeby coś się zmieniło w życiu obojga. Marie-Laure to niewidoma dziewczyna, która od szóstego roku życia musiała nauczyć się żyć w ciemności wypełnionej kolorami. Kiedy rozpoczyna się II woja światowa, razem z ojcem musi uciekać z Paryża.. Werner to sierota. Razem z siostrą wychowuje się w sierocińcu, a kiedy nadchodzi czas wojny, znajduje się po drugiej stronie. Żyje w świecie, w którym to Hitler jest bohaterem, w którym dzieci od najmłodszych lat uczy się jak zabijać, jak nie szanować tego co obce i oddawać hołd temu co niemieckie. Jak nie być człowiekiem współczującym, jak być nieczułym potworem.

Obie postacie przechodzą przemianę w trakcie tej historii. Jednak pod koniec powieści czytelnik zdaje sobie sprawę, że to Werner jest tą postacią, która wzbudza/ wzbudzała największe emocje. To postać, której współczujemy, którą chce się przytulić i wszystko wytłumaczyć. To charakter, który zachwyca i przeraża. To ktoś, kto w prawdziwym świecie zostałby znienawidzony, za wszystko czego nie zrobił, a czego był świadkiem. To ktoś, kto urodził się w złym czasie i zdecydowanie nieodpowiednim miejscu. To chłopak, który mógł dojść do wielkich rzeczy, gdyby urodził się na drugim końcu świata. To postać jasna, mimo całej ciemnej, wojennej otoczki. To postać koniec końców dobra, mimo wojennej strony, po której się znajduje, Gdybym miała określić ich zadanie w tej powieści, Marie-Laure byłaby dobrem dobrej powieści, a Werner wstrząsem, powieści wstrząsającej.

Historia, którą serwuje nam autor to coś więcej. COŚ WIĘCEJ niż my sami możemy się spodziewać. To genialnie poprowadzona fabuła, świetny język, całość dopracowana do najmniejszego szczegółu. "Światło, którego nie widać" jest jedną z tych powieści, które stawiają poprzeczkę niesamowicie wysoko. Powieść, którą za kilkadziesiąt lat będą nazywać dziełem życia autora. Książka, która może okazać się tą "po której autor nie wydał nic równie dobrego". Mimo, że wierzę w umiejętność autora (nie muszę tego robić, mam dowód na kolanach), trudno mi uwierzyć, że jest w stanie stworzyć coś jeszcze lepszego. Bardziej świadomego. Bardziej poruszającego. Bardziej dotykającego czułe punkty. To po prostu cholernie trudne na starcie wydać powieść tak doskonałą, że trudno dosięgnąć do własnych standardów.

W tej powieści nie ma NIC, absolutnie NIC co mogłabym nazwać słabą stroną. Doskonałość. Perfekcja. Ideał. Każda kolejna strona sprawiała, że pogrążałam się coraz bardziej. Każde kolejne słowo powodowało, że nie mogłam się skupić na spaniu, czy chociażby normalnym życiu. Możecie mi wierzyć lub nie, ale po takiej lekturze trudno wrócić do normalnego życia beż żadnych uszczerbków. Beż żadnych wniosków. To powieść, która daje wiele do zrozumienia. To historia, która porusza. To ponad 600 stron czystych emocji. To tysiące słów, które udowadniają jak niewdzięczni potrafimy być. To niezliczone ilości przecinków i kropek, dające do zrozumienia, że zapominamy o wielu niesamowicie ważnych sprawach. Każdego dnia. Każdej nocy. To emocje, które już na starcie spisują nas, czytelników, ludzi na straty, za naszą niewdzięczność..

Niemal po każdej książce zastanawiam się co wniosła do mojego życia. W większości wypadków to po prostu rozrywka, bo jak wiemy, czytanie to najlepsza rozrywka na świecie.. a już na pewno najbardziej uniwersalna. Ta książka wniosła coś więcej. Udowodniła mi, ze tak naprawdę nie mogę narzekać. Nie mam prawa narzekać. Przedstawiła historię od strony zwykłych cywilów. Pokazała prawdziwą tragedię ludzką, którą znamy ze zdjęć. Opisała nie tylko historię dwójki młodych ludzi, ale też emocje. Wojenne emocje, pełne żalu i strachu. Emocje, których my tak bardzo się boimy. Ja się boję. Emocje, które przekraczają skalę. Jeżeli więc wahacie się czy sięgnąć po tą powieść czy warto, odpowiedź jest banalnie prosta..

TAK, WARTO.
TERAZ.
JUŻ.

14 komentarzy:

  1. Świetna recenzja. Bije od niej tyle Twoich emocji... i to kolejna recenzja, przez którą będę chyba płakać z rozpaczy, że nie mam tej książki w rękach. Ciekawa jestem, czy na mnie też zrobi takie wielkie wrażenie.

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że gdy uda Ci się po nią sięgnąć rozwali Cię na łopatki, tak jak mnie:)

      Usuń
  2. Piękna okładka, a Twoja recenzja tak zachęca do czytania, że teraz mam ochotę iść do księgarni i ją zakupić :D Sięgnę przy najbliższej okazji, historia wydaje mi się bardzo interesująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest na pewno pełna emocji, to mogę Ci zapewnić:) a okładka, i w ogóle wydanie, naprawdę niesamowite:)

      Usuń
  3. Rewelacyjna recenzja - jestem pod ogromnym wrażeniem każdego słowa, które napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany.. czerwienię się i dziękuję. Nawet nie wiecie jaka to przyjemność:)

      Usuń
  4. Książka czeka na półce, a ja na kopa żeby ją przeczytać, dziękuję za kopa motywacyjnego. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie powiem że już kilka razy przechodziłam obok niej w księgarni i nie wiedziałam czy kupić.
    Przekonałaś mnie do przeczytania. :D
    Pozdrawiam ♥
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Cię przekonałam.. taki był mój cel:)

      Usuń
  6. Brzmi bardzo ciekawie :)
    Chociaż trochę kojarzy mi się z "Monumentem 14", chociaż nie wiem dlaczego :P

    Pozdrawiam i zachęcam do wzięcia udziału w konkursie o "Aplikację" :*
    ksiazki-mitchelii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam Monumentu, chociaż miałam zamiar.. może przeczytam i porównam:)

      Usuń
  7. I za to właśnie kocham książki:) Za te niezliczone historie, które tak bardzo nas poruszają. Naprawdę podoba mi się Twoja recenzja:) Świetnie napisana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) i lepiej bym tego nie ujęła:)

      Usuń