piątek, 2 października 2015

Tak magicznie tu jeszcze nie było... Maggie Stiefvater "Król Kruków"

Zdarza się, ze książki wobec, których nie budujemy żadnych oczekiwań, okazują się tym najlepszymi, najbardziej magicznymi. Maggie Stiefvater kupiła mnie już na samym początku powieści, a właściwie kupili mnie wydawcy, jedną z najpiękniejszych opraw jakie widziałam. Jednak koniec końców to nie okładka świadczy o książce a jej wnętrze, więc teraz odwracam wzrok od tego małego cuda i skupiam się na rzeczach istotnych.. treści.

Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: Król Kruków
Tytuł oryginalny: The Raven Boys
Wydawnictwo: Foksal
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 487
Przekład: Małgorzata Kafel

Postarajcie sobie wyobrazić, że żyjecie w domu, który po brzegi wypełniony jest magią. Właściwie ludźmi, którzy pracują w zawodzie związanym z magią, ale to już coś. Pomyślcie przez chwilę jak to jest żyć wśród osób, które wiedzą, przeczuwają, czują co się może wydarzyć. Nie wspominając już o niemożliwości kłamstwa. Wyobraźcie sobie waszą matkę, która zajmuje się wróżbiarstwem, i jej przyjaciółki, kuzynki, siostry, które są jasnowidzami i nośnikami magii, chociaż bez skrzydełek. Zamknijcie teraz te wszystkie elementy w waszym domu. Już? No dobrze. Teraz odetchnijcie. To nie wasze życie, to własność Blue.

Teraz jeszcze jedna wizualizacja. Troszkę przyjemniejsza. Pomyślcie o tym jakby to było gdybyście byli bogatym nastolatkiem. Właściwie nastolatkiem z naprawdę bogatymi rodzicami. Wyobraźcie sobie, że chodzicie do prywatnej szkoły dla chłopców/dziewczyn. Ba! Jesteście najsławniejszą osobą w szkole, nie mówiąc już o tej całej adoracji i grupach fanów, chłopców/dziewczyn, którzy chcieli by być ja wy. Pomyślcie, że czegoś naprawdę mocno pragniecie, ale jest to w pewnym sensie poza waszym zasięgiem. Wyobraźcie sobie, że ciężko nad czymś pracujecie. Szukacie, chociaż nie wiecie gdzie szukać i co znajdziecie. Zapomniałabym! Dodajcie do tego jeszcze fakt, że macie zupełnie inne spojrzenie na życie niż wasza bogata rodzina, bo wy się zmieniliście, oni nie. To znowu nie wy. Uff.. to tylko Gansey.

Blue niemal od dziecka wie, że jej pocałunek zabije chłopaka, którego pokocha. I nie ma to nic wspólnego z supermocami, takie jest po prostu jej przeznaczenie, jeśli wierząc milionom wróżek, które przepowiadały jej przyszłość. W pewnym momencie jej losy splatają się z losami trzech chłopców, którzy uczęszczają do elitarnego liceum dla chłopców. Gansay, Ronan i Adam, niemal z manią wariata, poszukują zaginionego króla Glendowera, który rzekomo został pochowany na liniach mocy. Linie mocy z kolei to cudo, którego ja sama pojąć nie mogę. Skupisko niesamowitej energii, na której dzieją się niezrozumiałe, magiczne rzeczy. Kiedy drogi tej czwórki się schodzą, nie można się spodziewać niczego innego jak powieści po brzegi wypełnionej magią.

Magia. Dla każdego to słowo pewnie kojarzy się inaczej. Kiedy sięgałam po tą książkę, sądziłam, że będzie to najbardziej fantastyczna fantastyka ze wszystkich fantastyk. Tymczasem dostałam powieść o magii, ale tej przyziemnej, bez elfów, smrodków, krasnoludów i całej reszty kreatur niewytłumaczalnych. Autorka serwuje nam historię, w której nadzwyczajność jest zjawiskiem typowym, przynajmniej dla głównych bohaterów. Pani Stiefvater porwała mnie, zauroczyła swoją wizją tego co magiczne i niepowtarzalne. Pokazała, że książka nie musi zawierać elementów często spotykanych w powieściach fantastyczno-magicznych, żeby zaskakiwać i serwować nam odloty do innego świata, który jest tylko przykrywką dla naszego życia. Magia według Stiefvater to zjawisko, które możemy spotkać na ulicy za rogiem, nie zdając sobie z tego sprawy. To część naszego teoretycznie zwyczajnego świata, który nie do końca jest taki jakim możemy go sobie wyobrażać. To pierwszy powód, dla którego pokochałam tą sagę.. nowa, stara, zapomniana odsłona tego co magiczne.

Drugi element to po raz kolejny niepowtarzalność. Nie muszę chyba mówić jak niesamowicie jestem podekscytowana tym, że w ostatnim czasie czytam książki niepowtarzalne, wyjątkowe. Wyliczankę zacznę od niepowtarzalnych bohaterów, z których każdy jest inny. Blue- dziewczyna, która jest rozsądną córką matki wróżki, z nutką buntu w tle, Gansay- człowiek niewiadoma, poszukiwacz, marzyciel, zarozumiale kochany, Adam- chłopak o stu obliczach, tak naprawdę nie rozgryzłam go i nie wiem co myśleć, oraz Ronan- buntownik, chuligan jakich mało, chyba byśmy się polubili. Nie wspomnę o niesamowicie wykreowanym czarnym charakterze, którego poznacie jak tylko sięgniecie po tą książkę (a co! taka wredna jestem). Następnie genialna fabuła, czyli wykreowana tak, żeby się nie ciągnęło, wciągało i zaskakiwało. Odhaczone. I najważniejsze! Wątek miłosny nie przyćmił historii, za co kłaniam się i całuję buty autorce. Myślę, że niektórzy mogliby się od niej uczyć tej zapomnianej sztuki.

Maggie Stiefvater zabrała mnie w podróż do miejsca, które uwielbiam odwiedzać. Pokazała mi, że opowieść o nastolatkach (być może i dla nastolatków), może zachwycać, powodować uśmiech na twarzy i rozkochiwać w sobie. Autorka bezbłędnie zinterpretowała moje potrzeby, chociaż stawiam (kto wie), że nigdy o mnie nie słyszała. Przypuszczam więc, że to dziwna telepatia potrzeb czytelniczych. Z każdą kolejną stroną czułam przypływ radości i dumy, która rozpiera mnie do teraz kiedy widzę to maleństwo na swojej półce. To książka, którą kiedyś polecę moim dzieciom, a później ich dzieciom i może dzieciom moich wnuków.. jak dożyję. To książka, która (jestem tego pewna) będzie równie magiczna za sto lat i może wtedy wróci w chwale. Pożyjemy, zobaczymy.. tymczasem wyganiam was do lektury, bo po prostu warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz