wtorek, 8 marca 2016

Podsumowanie trylogii: C. Clare "Diabelskie maszyny"

To moje pierwsze i jestem pewna, że nie ostatnie spotkanie z panią Clare. Być może dlatego, że zanim skończyłam tą trylogię, kupiłam już jej kolejne książki, a być może dlatego, że pani Clare to całkiem ciekawa i charyzmatyczna autorka. Mimo, że nie zgadzam się z opinia jakoby jej powieści ociekały bezbłędnością, ciągle jestem zdania, że trzymanie jej książek w dłoniach i możliwość czytania tego co stworzyła, to całkiem niezła rozrywka.


O Nocnych Łowcach słyszeli wszyscy, lub niemal wszyscy. W książkowej blogosferze mało kto nie czytał czegoś tej autorki, i teraz należę do dumnego grona osób, które spotkanie pierwszego stopnia z jej twórczością mają już za sobą. Cassandra Clare to zdecydowanie autorka interesująca i sprytna, biorąc pod uwagę, że większość swoich dzieł oparła na jednym pomyśle, jednym świecie, czepiając się go i tworząc wokół niego swoje historie. Nikt nie ma do niej pretensji oczywiście. Nie może mieć, bo jeśli coś się podoba i sprzedaje, naturalną koleją rzeczy jest, że autor trzyma się tego rękami i nogami. Ja tymczasowo skończyłam dopiero pierwszą serię o Nocnych Łowcach, jednak trzymam kciuki żeby pani Clare nie zanudziła mnie przy naszym kolejnym spotkaniu. Jednak swoje obawy odłożę na razie na bok i przez chwilę skupię się na tym co istotne w dzisiejszym tekście, czyli na Diabelskich Maszynach..

Sam pomysł i wykonanie spodobały mi się tak bardzo, że zdecydowałam się sięgnąć po kolejne dwa tomy. Spodobało mi się to jak autorka kieruje historią, jak nie podaje nam od razu wszystkiego na tacy i jaki momentami zamęt wprowadza. Poza tym, początkowo sądziłam, że nawet zarys historii miłosnej nie przeszkadza mi aż tak bardzo jakbym mogła podejrzewać. Pani Clare najwidoczniej posiadła rzadką umiejętność równoważenia akcji i romansu, czego mogliby się od niej uczyć niektórzy koledzy po fachu. Byłam urzeczona kończąc tom pierwszy i nie posiadałam się w zachwytach kiedy dotarłam do zakończenia części drugiej. Moje ochy i achy osiągnęły taki stopień, że postanowiłam od razu sięgnąć po część ostatnią. Z sercem na dłoni i umysłem otwartym na nowe doznania, pełna nadziei zaczęłam ten mały horrorek, jak się okazało.

Tu, zanim dodam coś jeszcze, chciałabym od razu wyjaśnić, że to nie tak, że nie podoba mi się tom trzeci. To co zaraz powiem nie oznacza również, że to całkowite dno. strach się bać a kontakt cielesny kończy się tragicznie. Jednak w tym miejscu nie mam również najmniejszego powodu udawać, że tom trzeci spełnił oczekiwania, bo tak nie było. Być może właśnie ze względu na to nieszczęsne zjawisko, OCZEKIWANIA. Z drugiej jednak strony, nawet bez oczekiwań nie mogłabym przyznać, że tom trzeci dorównuje dwóm  pozostałym, bo tak nie było. Kiedy skończyłam czytać ostatnią część byłam zawiedziona. Autorka powoli i sukcesywnie zaczęła zmieniać swoją historię w Harlequina, którego epicentrum był oczywiście wątek miłosny, i jakby mogło być inaczej, z mały trójkątem w samym środku. Jakby tego było mało, pani Clare postanowiła zeswatać niemal każdego bohatera w książce, pewnie co by nikomu smutno nie było. Po skończeniu lektury byłam rozczarowana, nie samą fabułą, ale tym w jaki sposób autorka straciła równowagę, za którą ją ceniłam. Brakowało mi tu Willa, którego poznaliśmy w pierwszym tomie. Mimo, że za Tessą jakoś szczególnie nie przepadam, nawet jej mi brakowało w jej pierwotnej postaci. Nie twierdzę, że są to zmiany szczególnie widoczne, ale pamiętajcie.. czujny czytelnik, który jest na fali czytania trylogii w ciągu, wyłapie wszystko, nawet najmniejsze anomalie. Pani Clare ugięła się pod koniec, a szkoda.. być może nie zniszczyła potencjału w pełni, ale zdecydowanie mogła go wykorzystać bardziej.

Mimo, że tom trzeci mnie zawiódł i do dzisiaj mam mały kryzys, uważam, że pani Clare wykonała kawał świetnej roboty. Fabuła była ciekawa, żeby nie powiedzieć wciągająca jak diabli. Bohaterzy intrygujący, szczególnie ta męska część, która zawładnęła pewnie sercem niejednej czytelniczki. Świat przez nią wykreowany jest tym co lubię najbardziej, nierealną rzeczywistością, a jej styl to wymagająca prostota. Nigdy nie czytałam niczego podobnego i to również zasługuje na pochwałę. Nie będę jednak rzucać ochów i achów na prawo i lewo i mówić wam, że musicie to przeczytać. Nie musicie. Ta trylogia nie zmieni waszego życia, ale może je ubarwić. Może zabrać was w ciekawą podróż, która powinna skończyć się dwadzieścia stron wcześniej, ale to nie my, tylko autorka jest tu panią i władczynią. Możemy więc albo zakochać się w tej trylogii, ale kręcić na nią nosem.. w ogólnym rozrachunku postanowiłam się w niej zakochać, bo popełnianie błędów to nie taki znowu wielki grzech. 


10 komentarzy:

  1. Jakoś nie mogę się przekonać by sięgnąć po te autorkę. Coś mi mówi, że raczej się z nią nie polubię. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami lepiej słuchać swojego przeczucia, chociaż z drugiej strony często warto zaryzykować:)

      Usuń
  2. Zgadzam się z przedmówczynią. Może to klimat w jakich utrzymuje swoje powieści, a może to fakt, że gatunek raczej mi obcy? Nie ciągnie mnie do tych powieści, a póki co mam całą rzekę lektur, których musze nadrobić. Może jeśli wpadną mi w ręce to po nie sięgnę, bo piszesz, że warto pomimo tego trzeciego tomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszystko zależy od gustu czytelniczego:) jeżeli jest to gatunek, za którym nie przepadamy, nie ma sensu się męczyć:)

      Usuń
  3. Czytałam tylko pierwszą część. Fajna była ale bardziej mnie wciągnęły Dary anioła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za Dary Anioła mam zamiar się zabrać jeszcze w tym miesiącu, więc zobaczymy co szykuje dla mnie autorka:)

      Usuń
  4. DLa mnie ta trylogia jest lepsza niż Dary anioła, których "doczepka" całkowicie mnie zraziła do twórczości Clare, a szczególnie ostatni tom. Ale my nie o tym... DM są jakieś takie bardziej ponadczasowe, nawet jeżeli ta końcówka księżniczki to totalne romansidło. Uważam, że gdyby było generalnie więcej przygodowych elementów a mniej romansowych, to byłaby to wręcz idealna trylogia. A tak jest po prostu bardzo dobra ;) i lepsza od DA, a to coś znaczy. Ale do twórczości Clare już nie wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że co czytelnik, to inna opinia:) ja spróbuję przetestować resztę dzieł Clare na sobie i zobaczymy jak się wszystko potoczy. Szczególnie, że DA to w ogóle szaleństwo wśród czytelników.

      Usuń
    2. Wiem, aczkolwiek do trzeciego tomu rozumiem, czemu wszyscy się tak tym jarali. Jestem ciekawa, jak odebrałabym DA po wcześniejszym przeczytaniu Maszyn. Bo generalnie są w DA nawiązania do DB i jak ktoś nie zna DB to chyba może liczyć na spoilery, więc Tobie to nie grozi. Generalnie bodjaże między piątym i szóstym tomem DA należy przeczytać całość Maszyn, a ja tak uczyniłam.
      Czekam na recenzję Darów zatem. Ale serialu nie polecam, zdecydowanie ocieka niskobudżetowością... I w ogóle, nie, po prostu... nie.

      Usuń
    3. Właśnie słyszałam co nieco na temat tego serialu, ale nawet nie miałam zamiaru go oglądać.. co ciekawe, teraz kiedy okazał się klapą, stwierdziłam, że sama zobaczę jak można zepsuć coś dwa razy.. tak czy inaczej słyszałam, że będzie drugi sezon;)

      Usuń