piątek, 22 lipca 2016

Pan Mercedes, Znalezione nie kradzione, Koniec warty.. Czyli bez ładu i składu o trylogii Kinga (wspominałam, że go kocham?)

Zbieram się w sobie od ponad miesiąca żeby coś napisać. O książkach oczywiście. Swoją drogą, nie mam aż tyle zaległości w pisaniu. Nie mogę mieć, skoro w ostatnim czasie prawie nie czytam. JEDNAK minął ponad miesiąc a ja zniknęłam ot tak, to takie do mnie podobne.. a ponieważ niezrecenzowane książki śnią mi się po nocach, nie mam zbyt dużego wyboru.. zacznę więc od Kinga, bo to on najbardziej wyżera moje sumienie. 

Kiedy przeczytałam "Pana Mercedesa" byłam mile zaskoczona. Być może dlatego, że słyszałam dużo nie tak pochlebnych opinii na jego temat od ludzi Kinga czytających, czyli takich jak ja. Bałam się, że będę zawiedziona, moje kingowskie serce zostanie złamane i nigdy nie dojdzie do siebie. Tak się jednak nie stało. Przeczytałam pierwszą część trylogii w zawrotnym tempie i nie mogłam się doczekać (wierzcie mi na słowo, naprawdę nie mogłam się doczekać) kiedy dostanę część drugą..

... w sumie miałam zamiar ją kupić, ale naprawdę ją dostałam. Od wydawnictwa. Dlatego, że wyraziłam swoje oburzenie pod zdjęciem na facebookowej stronie Albatrosa, kiedy wspomniane wydawnictwo postanowiło dać mi nadzieję pisząc, że King będzie w Polsce. Oczywiście był to żart, który odbił się na mojej psychice, jednak mój komentarz tak rozbawił Albatrosa, że postanowili dać mi książkę. Nie narzekałam na taki obrót sprawy, ale takie żarty są karygodne i brutalne. Więcej nie zniosę.

"Znalezione nie kradzione" było recenzowane na tym blogu (sprawdziłam) i jeśli chcecie możecie to sprawdzić tu. Sama przeczytałam raz jeszcze i przypomniałam sobie te wszystkie emocje, które towarzyszyły mi przy drugiej części zakończonej już serii. Tęsknię za nią, a skończyłam przygodę z detektywem Billem, cóż.. prawdopodobnie miesiąc temu. Szczęśliwi czasu nie liczą.


Dzisiaj jednak nie będę wracać już do dwóch poprzednich części, a przynajmniej nie w tej recenzji. Być może na dniach pojawi się coś na moim youtubowym kanale, ale jak się człowiek zatnie to czasem trudno się odciąć.. tak czy inaczej.. część trzecia.. Koniec Warty.

"Koniec warty" to dobre zakończenie trylogii Kinga. Powiedziałabym, że bardzo dobre, ale nie chcę zostać zjedzona. Jeszcze nie. Pamiętajcie, że nie jestem krytykiem literackim. Cieszą mnie proste rzeczy. Nie szukam w każdej powieści drugiego dnia. Ja po prostu doceniam. Kinga doceniam bardziej niż innych autorów. Nazwijmy to nicią porozumienia między pisarzem a czytelnikiem, więzią dla mnie niezrozumiałą.

Kocham tą trylogię. Tak naprawdę jest. Nie będę wam opowiadać fabuły. Nie wspomnę, która część jest najlepsza, a która najgorsza. Nie będę was również obsypywać rzeczami na temat tych trzech książek, które zostały już zapewne powiedziane przez niejednego. Doceniam każdą chwilę spędzoną z Kingiem, bo dla mnie nigdy nie jest to chwila stracona. Doceniam to, że mimo przydomku króla horrorów, uparcie nie daje się zaszufladkować. Doceniam również fakt, że w jego powieściach czuć Kinga. A King nie śmierdzi. Jakkolwiek to nie brzmi.

"Koniec warty" to ta część, na którą czekałam, i której przeczytania się obawiałam. Bałam się tego jak autor zakończy tą historię, a wiedziałam, że to koniec. Nie chciałam zakończenia, ale przyszło. Dodatkowo King dał nam jasno do zrozumienia, że więcej Hodgesa nie będzie, nie ma co się łudzić, żywić nadzieję.. chociaż kto wie? Może jakiś horror z szalonym detektywem w tle? Na nic więcej liczyć nie możemy. Jednak rzecz najważniejsza... czy mi się podobało?

To King, a King to człowiek bez ograniczeń. Ile razy wam to już powtarzałam? Nie mam pojęcia.. ale chciałabym poznać tego, kto stworzył tak cudowną, nieograniczoną niczym wyobraźnię. Jego wolny umysł widać w każdym słowie i w każdym zwrocie akcji. To są jego książki. Jego historię. Jego sposób na zabawianie (albo doprowadzanie do emocjonalnej rozpaczy) czytelników, ludzi, którzy rozumieją, którzy doceniają i proszą o więcej. Wiem, że wielu czytelników się ze mną nie zgodzi, wiem, że to nie pisarz dla każdego, i uwierzcie mi na słowo, słyszę i rozumiem, kiedy ktoś mówi, że King jest nie dla nich. King nie polubił się z moim tatą chociaż mamy wspólne geny, więc i z wami nie musi się lubić;) jednak wiem również, że są tu tacy, którzy go rozumieją. Czytelnicy czytający wstępy i zakończenia na bezdechu. Czytelnicy rozumiejący ten fenomen. Czytelnicy bojący się, że Kinga więcej nie będzie..

.. i teraz przechodzę w końcu do sedna i podsumowania trzeciej części. Po jej przeczytaniu boję się, że Kinga kiedyś nie będzie. Boję się, że książka, którą trzymam w ręce może być jego ostatnią, mimo, ze czekają dziesiątki jeszcze nieprzeczytanych. Boję się, ponieważ to autor, który powoduje, że wiem z jakiego powodu czytam. "Koniec warty" to być może moja ulubiona część, nie powiem wam tego na pewno, chociaż wiem, że ludzie znający się na książkach bardziej mogą się ze mną nie zgodzić. King nie jest mistrzem kryminałów. Nie musi być. Dla mnie jest mistrzem słowa. Lubię jego niepowtarzalność i niepohamowanie. Lubię to jak kreuje historię w tej części, w całej trylogii. Podoba mi się to jak ją kończy, mimo, że miałam przez to kryzys tożsamości. King nie zostanie nazwany mistrzem kryminałów. I dobrze. Wiem, że jemu na tym nie zależy, więc dlaczego ja mam się wściekać? Dlaczego mam ciskać gromy tylko dlatego. że ktoś może za nim nie przepadać? Nie będę tego robić z jednego (może dwóch powodów)..

... uwielbiam Kinga i rozumiem. To wszystko. Cała tajemnica mojej więzi z tym autorem.

Zapytacie więc czy warto sięgnąć po tą trylogię? Nie wiem. Sięgajcie po książki, które dają wam szczęście. Ta trylogia dała mi mnóstwo szczęścia, więc niech to będzie odpowiedź na wszystkie pytania.