wtorek, 22 listopada 2016

Kiedy książka jest w sam raz. Trudi Canavan "Kapłanka w bieli"

Jest wielu autorów, po których "mam sięgnąć, ale jakoś mi nie po drodze". Z reguły dlatego, że o nich zapominam, chociaż naprawdę bardzo nie chcę. A czasami po prostu wszystko musi swoje odleżeć, poczekać na odpowiedni moment.. ile czasu odwlekałam sięgnięcie po Trudi Canavan? Nie chcę was okłamywać, ale długo. Może nawet bardzo długo. I pewnie czekałabym dłużej, ale było mi już naprawdę głupio, że mam tyle nieprzeczytanych książek. Co tu dużo mówić, wzięłam się za masowe obczytywanie mojej biblioteczki i Pani Canavan akurat leżała na najbardziej rzucającej się w oczy półce.

Autor: Trudi Canavan
Tytuł: Kapłanka w bieli
Tytuł oryginalny: Priestess of the White
Seria: Era Pięciorga (Age of the Five)
Wydawnictwo: Galeria Książki
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 679
Przekład: Piotr W. Cholewa

Książka o świecie, w którym mamy pięciu bogów (przynajmniej pozornie) i pięciu ich pośredników, kapłanów w bieli, którzy są swojego rodzaju łączem pomiędzy światem bogów a światem śmiertelników.. przynajmniej tych, którzy postanowili wierzyć. Auraya jest jedną z kapłanek, tą która została wybrana na końcu, i to ona jest jednym z głównych bohaterów tej powieści. Wszystko zaczyna się komplikować kiedy ta druga strona, czcząca swoich bogów, postanawia zlikwidować pogan. Sytuacja dość komiczna, biorąc pod uwagę fakt, że jedni i drudzy chcą zlikwidować się wzajemnie twierdząc, że Ci drudzy są poganami. Nadążacie ? Mam nadzieję, bo jest tego więcej.. Auraya, za młodu pobierała lekcję u Tkacza Snów, Leiarda. Co w tym takiego fantastycznego? A to, że Biali (a przypominam, że Auraya jest jedną z Białych) nie uznają Tkaczy Snów, którzy są oczywiście kim? Poganami. I wierzcie mi na słowo, to nie jest takie poplątane jak może się wydawać..

.. gdyby ktoś przyznawał nagrodę za kradzież show w książce, myślę, że Leiard (przypominam.. Tkacz Snów, poganin) zgarnął by ją pozostawiając konkurencję w tyle. Tytuł książki to "Kapłanka w Bieli" i można by pomyśleć, że będzie ona epicentrum całej powieści, ale tak nie jest. Mimo pewnego rodzaju podziwu dla Aurayi nie zachwyciłam się nią tak jak niesamowicie tajemniczym i nie do końca dla mnie zrozumiałym Tkaczem Snów. Leiard to postać oddana, chociaż momentami nie mamy bladego pojęcia czemu, tajemnicza, mimo, że często gra w otwarte karty, i z ciekawą historią, chociaż w sumie sam nie do końca ją pamięta. Poza tym, to prawdopodobniej jedna z ciekawiej poprowadzonych historii w tej książce, w pewnym sensie z brakiem zakończenia, bo ja, szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia co się właściwie mu stało. W jakimś sensie żyje, a może nie. Czy na pewno był tym kim myślał, że jest i czy ja czegoś nie rozumiem? To ostatnie bardziej prawdopodobne niż cokolwiek innego.

Zaśmierdziało tu też trochę Shakespearem, zakazaną miłością, której owoc jest tak słodki, że żal by go nie zerwać. I nawet mnie ten romans nie denerwował. Wiem, że jesteście zaskoczeni, może naszły mnie chwile romantyzmu i uniesień, ale gdybym była Trudi Canavan (niestety nie jestem, inaczej pisałabym świetne książki) wykorzystałabym to dokładnie w taki sam sposób. Czytelnik niby wie, że nic z tego nie będzie, nie może być, ale łudzi się przez trzy tomy, że znajdą jakieś rozwiązanie. Z natury jesteśmy chyba romantykami skoro ciągle wierzymy w takie bzdury, ale to miłe uczucie.

Trudi Canavan nie jest autorką skomplikowaną, mimo wszelkich pozorów. Jej styl jest prosty, a jeśli czegoś nie zrozumiecie z tyłu mamy słownik, można z niego korzystać. To nie ozdoba, nie wstydźcie się nie rozumieć niektórych określeń. Poza tym jest też autorką bystrą, ma wyobraźnie i smaczek, którego jeszcze nie jestem w stanie do końca określić. Zastanawiam się ciągle czy jest dobra, czy już może świetna. Na pewno się polubiłyśmy. Na pewno będę chciała szybko skończyć tą serię, żeby dowiedzieć się co jeszcze dla nas przygotowała.. i na pewno mam ochotę sięgnąć po jej inne serie/powieści. Z drugiej jednak strony nie doznałam żadnego wstrząsu czytelniczego jak przy Zelaznym, ale tego nie spodziewam się doznać jeszcze przez 20 następnych lat.

"Kapłanka w Bieli" jest na pewno powieścią godną uwagi. Zobaczymy co Canavan zaprezentuje w dwóch kolejnych tomach, ale jestem dobrej myśli. Nie będę na siłę się do czegoś przyczepiać, nie chcę być tą zgorzkniałą, marudną pseudo-recenzentką. Jestem pozytywnie zaskoczona i zachęcona do dalszej lektury, czego chcieć więcej? Spędziłam z nią świetny czas, miłe popołudnia i ciekawe wieczory. Czytałam kiedy tylko miałam chwilę, bo autorka naprawdę mnie zaciekawiła. Może fajerwerki nie wybuchały między stronami a moje serce nie waliło jak oszalałe i dobrze.. dostać zawału przy czytaniu książki to dopiero byłby wyczyn. To ciekawa historia, dobrze poprowadzona, z interesującymi bohaterami, nie za słodka, nie za gorzka. W sam raz. I to by było na tyle.

2 komentarze:

  1. Znam Canavan z dwóch serii, choć żadna nie jest Erą pięciorga. I wiedząc, czego się po niej spodziewać (trochę wodolejstwa, trochę przyjemnej, lekkiej lektury) nie mam do końca ochoty na te książki. Podejrzewam, że wiosną się złamię (bo większość książek tej autorki czytałam przez ostatnie trzy lata właśnie na wiosnę) i wypożyczę. Podejdę raczej bez entuzjazmu, ale sprawdzić mogę ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam, nie są to książki złe, ale bez szału. Dobrze się je czyta, ale fajerwerków nie ma;)

      Usuń