czwartek, 3 listopada 2016

O "Kronikach Amberu" i Zelaznym, czyli wszystkim tym co wam teraz jest potrzebne do szczęścia. Zaufajcie mi.

Roger Zelazny zachwycił mnie już pierwszymi stronami Kronik Amberu. Po kilku zdaniach wiedziałam, że muszę przeczytać wszystko co wyszło spod pióra tego autora. Po paru słowach wiedziałam, że zostanie jednym z moich ulubionych pisarzy. Po kilku dniach przyszedł kryzys.. okazało się, że Zelazny nie żyje od ponad 20 lat. Oznacza to, że nie mogę z niecierpliwością wyczekiwać wydania jego nowych książek, bo takie się nie pojawią. Nie w tym świecie. 

Zelazny to autor spełniający moje wszystkie czytelnicze potrzeby, posiadający urok gawędziarza, którego brak często odczuwalny jest wśród pisarzy współczesnych. Zachwycił mnie od samego początku, do nieszczęśliwego końca. Nieszczęśliwego, ze względu na to, że był to właśnie koniec, którego tak bardzo chciałam uniknąć. Niestety tak to czasem bywa, że książki fantastyczne urywają się nagle, ciągnąc za sobą czytelniczą żałobę, a te raczej nie-tak-dobre (żeby nie powiedzieć chłam) ciągną się do usranej śmierci, również powodując czytelniczą żałobę.

Nigdy się nie zastanawiałam co się stanie kiedy znajdę książkę, która okaże się tak dobra, że strach będzie ją kończyć, bo co potem ? Tak było z Bastionem Kinga, jednak kilka lat temu nie byłam jeszcze świadoma tego co czeka mnie po przewróceniu ostatniej strony. Teraz było inaczej. Teraz wiedziałam, przerażało mnie to, ale w pewien chory sposób również ekscytowało.. w końcu nie często ma się w dłoniach książkę tak dobrą, tak fantastyczną, tak wciągającą, że aż boli. 

To jedna z tych rzeczy, którą w stanie są zrozumień jedynie czytelnicy, ludzie niewyobrażający sobie życia bez książek, wściekający się kiedy ktoś twierdzi, że książki są nudne, wchodzący do księgarni tylko po to żeby przez chwilę pobyć wśród książek. W trakcie zakupów, między zajęciami, w trakcie przerwy w pracy.. o tym jednak kiedy indziej. Zjawisko, o którym mówię to tęsknota za historią, którą jeszcze nie skończyliśmy, a już wiemy jak trudno będzie bez niej kiedy ten koniec nadejdzie. "To przesada", pomyśli zapewne wiele osób czytających ten tekst, jednak znajdą się też tacy, którzy zrozumieją. Tacy, którzy mieli łzy w oczach kończąc powieść nieskazitelną. Tacy, którzy wiedzą, że książki to inny świat, a nie tylko kawałek papieru.

Obecnie "Kroniki Amberu" są wydane w Polsce w formie dwóch książek, w których zawarte jest łącznie 10 tomów historii o Amberze. I Amberytach. I wszystkim co amberyckie i cudowne. Piszę jak pięcioletnie dziecko, bo w tym momencie tak właśnie się czuję. Jakby gwiazdka przyszła szybciej. Jakby Zelazny był najlepszym prezentem tego roku. Jakbym wprowadzała chaos nie skupiając się na tym co istotne.. cóż, tak zapewne jest.

Pięć pierwszych tomów zostało napisanych z perspektywy Corwina, księcia Amberu, który na początku tej jakże cudownej historii, nie ma pojęcia kim tak naprawdę jest (cudowna okładka powyżej). I to nie tak, że Corwin nie ma pojęcia o tym kim jest w ogóle.. akurat tak się niechcący zdarzyło, że nie wie kim jest w tym konkretnym momencie, kiedy przebudza się w szpitalu, nie wie co właściwie tam robi i powoduje małe zamieszanie. Powoli, małymi kroczkami dochodzi do tego co z niego za numer, skąd się wziął, kto był jego ojcem, i może nawet co ważniejsze, kim są jego bracia i siostry. A po drodze mamy Atuty, Cienie, Dworce Chaosu, Amber i całą rzeszę innych, fantastycznych, zapierających dech w piersiach elementów historii zachwycającej.

Natomiast pięć ostatnich tomów to już działka Melina, Merla jak kto woli (okładka obok). Nie mogę za bardzo zdradzić kim jest Merlin bo to może troszkę cuchnąć spoilerem, a jest to jedna z tych historii, którą naprawdę mam nadzieję, poznacie w końcu sami. Merlin również jest Amberytą, jest też powiązany z Corwinem, należą do tego samego rodu i jego też uwielbiam. Tyle o samej historii. Nie powiem wam nic więcej, choćbyście mnie dusili i torturowali. Sumienie mi nie pozwala.

Nie piszę tej recenzji od miesiąca bez powodu. Obiecałam sobie, że będzie dobra, ale nie jestem w stanie wydusić z siebie nic co chociaż będzie leżeć obok dobrego, dlatego będzie jak zawsze.. z wielką, ogromną nadzieją, że przeczytacie między wersami jak bardzo opowieść stworzona przez Zelaznego mnie zachwyciła. Zachwyciła mnie. Zachwyciła mnie. I jeszcze raz ZACHWYCIŁA MNIE.

Wśród wszystkich książek, które miałam okazję czytać w swoim życiu, te dwie znajdują się w najlepszej piątce. Wszystko jest tu idealne. Nie mam serca i chęci doczepić się do czegokolwiek, bo jak można oczerniać coś tak nieskazitelnego? Tak doskonałego, że strach dotykać, żeby nie zepsuć. Trochę przesadzam, wywyższam i faworyzuję, ale proszę was, drodzy czytelnicy tego bloga, o zrozumienie. Naprawdę chcę żebyście przeczytali tą historię. Poznali ją, tak jak ja ją poznałam. Zachwycili się nią, tak jak ja się nią zachwyciłam. Być może nawet zapłakali nad śmiercią tego wybitnego pisarza, tak jak ja zapłakałam. I znowu to robię. Dlaczego nie? Niech łzy lecą strumieniami. To dobre łzy, pochwalne wręcz. Trochę niemądre, ale nie zawsze mądrym być trzeba.

Chcecie przeczytać Kroniki Amberu. Chcecie poznać Corwina, Flore, Benedykta, Merlina.. Chcecie wiedzieć czym właściwie są Atuty, co to takiego ten cały Wzorzec i co ma Logrus do wiatraka. Chcecie poznać tą historię od początku do końca. Chcecie się zachwycić. Chcecie się zakochać. Chcecie, chcecie, po stokroć chcecie. To jedna z najbardziej barwnych, doskonałych historii fantastycznych jaką macie możliwość przeczytać.To opowieść niebanalna, zaskakująca i cóż., wciągająca jak diabli moi drodzy. Tym właśnie są Kroniki Amberu.. historią tak dobrą, że grzechem jest po nią nie sięgnąć. Jeśli to was nie przekonało, to nie wiem co was przekona. Poddaję się.

Żartowałam. Przeczytajcie Kroniki Amberu. 

2 komentarze:

  1. Twierdzisz, że nie wyszła Ci dobra recenzja, tymczasem ja po jej przeczytaniu mam ochotę teraz, najlepiej natychmiast (a jestem w pracy:P) zacząć czytać Kroniki Amberu. Uwielbiam takie recenzje. I takie książki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo:) Mam nadzieję, że jak sięgniesz po "Kroniki Amberu" to się nie zawiedziesz:)

      Usuń