niedziela, 1 października 2017

Strażak.

Słyszałam, że 'Strażak' ma być zastępcą 'Bastionu'. Słyszałam też, że to najlepsza (jak dotąd) powieść Hill'a. Być może nawet dzieło jego życia (jak dla mnie autor ma przed sobą jeszcze wiele swoich 'dzieł życia'). Z jednym mogę się zgodzić.. to jedna z najlepszych książek wydanych w tym roku (w Polsce) jaką miałam okazję czytać.. Nie jest to jednak najlepsza książka Hill'a a 'Bastion' pozostaje niezastąpiony. Tak się sprawy mają z mojej strony. 


Moja przyjaźń z Joe Hill'em rozwija się swoim tempem. O ile z jego ojcem połączyła mnie niezastąpiona więź porozumienia od pierwszej przeczytanej strony, o tyle z synem buduję zaufanie stopniowo. Nie dlatego, że jest pisarzem gorszym, czy dlatego, że jego powieści są 'nie tak dobre' jak Kinga seniora.. nie. 'Pudełko w kształcie serca' wciągnęło mnie bez reszty, na 'Rogach' też się nie zawiodłam. Co więcej, w obu powieściach (a szczególnie w 'Pudełku..') były momenty i autorskie popisy, których i King by się nie powstydził. Może w tym rzecz.. Czasami Hill za bardzo przypomina mi Kinga (tylko czasami) a ja bardzo nie chcę go oceniać przez pryzmat ojca. Uważam, że jest utalentowany. Uważam też, że zasługuje na uznanie chociaż za to, że nie chciał się wybić na sławnym nazwisku. I bardzo, bardzo się starałam nie myśleć o nim jak o synu Kinga. KINGA. Człowieka dzięki, któremu wróciłam do czytania. Człowieka, który okazał się TYM autorem.. ale Hill sam mnie sprowokował wspominając 'Bastion' w swoim wywiadzie. 'Bastion'.. 'Bastion' który jest TĄ książką.

Może zanim napiszę coś jeszcze, wspomnę tylko, że 'Strażak' naprawdę mi się spodobał. Co prawda czytałam go przez trzy miesiące.. Właściwie nie czytałam, ale to nie wina Hill'a tylko mojego tymczasowego książkowstrętu (został pokonany w zarodku, spokojna głowa). Jednak koniec końców książka okazała się całkiem przyjemną lekturą, i niemiłym potwierdzeniem, że 'Bastion' jest tylko jeden. Nieważne jak będą się starać, i pocić, i myśleć, i kombinować.. są rzeczy, których nie da się podrobić. Są książki, których nie da się napisać pod inną przykrywką. Są historie, którym nie można dać drugiego życia.. Ta część mojej opinii będzie dokładnie o tym jak Hill spieprzył sprawę porównując 'Strażaka' do 'Bastionu'. Takich rzeczy się nie robi. Takich słów się nie wypowiada. Jesteś utalentowanym pisarzem, według niektórych lepszym od ojca.. w porządku. Jednak mimo wszystko (tu warczę pod nosem, adrenalina mi skacze, sama się nakręcam..) porównywanie swojej książki do jednego z najlepszych dzieł Kinga, najbardziej znaczących dzieł Kinga, cóż.. tak nie wypada, Joe, po prostu nie wypada. Szczególnie, że przecież nie chciałeś być porównywany do ojca, utalentowany skurczybyku, prawda??

Skoro już trochę sobie ulżyłam, moja frustracja nieco zmalała, a adrenalina opadła, powiem wam dlaczego powinniście sięgnąć po 'Strażaka'. Przede wszystkim nie podchodźcie do tego jak do zastępcy 'Bastionu', dobrze? Po prostu tego nie róbcie. To trochę świętokradztwo i koniec tematu. To książka, w której choroba jest punktem zapalnym prowadzącym do końca świata (bo jak wiemy, według ludzkości, koniec naszej rasy to cóż.. koniec świata... niech nam będzie), a to coś co w tym momencie i tym świecie lubimy najbardziej... Apokalipsy różnego rodzaju. Poza tym Hill to naprawdę niewiarygodnie utalentowany pisarz. Mówię to z ręką na sercu, i sercem na dłoni. Potrafi prowadzić czytelnika przez historię, zachęcać do przewrócenia kolejnej kartki, przeczytania kolejnej strony.. wplata też trochę morałów dających do myślenia. Nie mówię, że po przeczytaniu tej historii będziecie się czuć lepiej. Nie będziecie. Hill zabija nas moralnie w niektórych momentach, pokazuje jakimi skurwysynami (nie powinnam tu przeklinać, prawda?) potrafią być ludzie. Jak żerujemy na nieszczęściu innych, jak odwracamy się plecami, tylko dlatego, że nas to nie dotyczy. Na szczęście pokazuje też, że nie jesteśmy aż tacy źli.. tylko po to żeby chwile później udowodnić, że jednak jesteśmy gorsi niż na początku myśleliśmy. I mimo, że powinniśmy się spodziewać niektórych zwrotów akcji stworzonych przez autora, nie chcemy się ich spodziewać. Tak po prostu. Jesteśmy ludźmi, koniec końców chcemy myśleć o sobie dobrze.

Nie powiem, że to najlepsza książka Hill'a (chciałam napisać King'a.. ups) jaką przeczytałam. Nie zawsze trzymała w napięciu, nie zawsze dawała to czego można od niej oczekiwać, ale nie zawiodłam się ( mimo, że nie jest to ekhm.. 'Bastion') i Hill dostanie kolejny kredyt zaufania. Polubiłam się z jego postaciami. Niektóre znienawidziłam. Niektóre sprawiały nawet, że książka wylądowała na ścianie.. kilkakrotnie.. ale to dobrze. Wiecie dlaczego? Dlatego, że Hill potrafi wzbudzać emocje. Sprawia, że nie tylko czytamy, ale też czujemy. Pokazuje, że może nie jest Kingiem, ale potrafi się uczyć na powieściach własnego ojca. Udowadnia, że nie chce być jak on, ale wie, że byłby głupi nie naśladując ojca chociaż w niektórych aspektach. To jego krew. Są rzeczy, których nie można się wyrzec.. Hill ma talent. Może będzie lepszy niż King. Może już jest, nie dla mnie, ale dla kogoś na pewno. Jestem podekscytowana jego przyszłą literacką podróżą. Mam nadzieję, że uraczy nas jeszcze wieloma niesamowitymi powieściami, które zerwą nam czapki z głów. Na razie pozostaje mi czekać.. na szczęście jestem cierpliwa, tylko błagam.. żadnych więcej porównań.

'To przerażająco niesprawiedliwe, jeśli umierasz w trakcie dobrej historii, zanim dowiesz się, jak się skończyła. To znaczy, poniekąd każdy z nas umiera w trakcie dobrej opowieści. Swojej własnej historii. Historii naszych dzieci. Albo wnuków. Śmierć jest okrutna dla miłośników książek.'
Joe Hill, Strażak