środa, 10 stycznia 2018

Marzenia i koszmary, S. King

Stephen King pojawia się tu częściej niż często, mam jednak nadzieje, że nie macie mi tego za złe. Czasami zastanawiam się, co będzie jak już przeczytam wszystkie jego książki? O czym będę dla Was pisać? Nad kim będę ochać i achać, piać z zachwytu i dawać się ponosić? Już wytwarzam w głowie czarne scenariusze, ale nie ma co gdybać.. do końca dalej niż bliżej (na szczęście!), Mrocznej Wieży nadal nie skończyłam, a dzisiaj przychodzę z kolejnym zbiorem opowiadań mistrza. 


W ostatnim czasie lubię zaczytywać się w zbiorach opowiadań. Nie wiem  czy ma to coś wspólnego z moją 'czytelniczą niemocą' roku 2017, ale podejrzewam, że coś w tym jest. Strach przed książką, którą nie będę mogła skończyć i mój czytelniczy, noworoczny zapał skończy się szybciej niż się pojawił. Swoją drogą.. ile planujecie przeczytać książek w tym roku? Ja dałam się ponieść raz jeszcze i optymistycznie spojrzałam w stronę 100 sztuk. Niech mi będzie.

Stephen King i jego opowiadania to moi najlepsi przyjaciele. 'Czarna Bezgwiezdna Noc' była bezbłędna, 'Serca Atlantydów' również. 'Szkieletowa załoga' pochłaniała, a 'Cztery pory roku' zachwyciły. Był jeszcze 'Bazar złych snów', który pokochałam z czasem. Mówię to dlatego, że stety, niestety 'Marzenia i koszmary' to nie mój ulubiony zbiór opowiadań Kinga, i czuję, że powinnam się odnieść do pozostałych, które czytałam. Znaczna większość historii z tej książki była naprawdę dobra, ale jako czytelnik upierdliwy, pamiętam zazwyczaj rzeczy, które mnie irytowały. A tym razem, trudno mi to przełknąć bo to King, zasnęłam dwa razy.

Wiem, że to brzmi komicznie i trochę przesadnie, ale tak się stało i mam okropne wyrzuty sumienia. Niestety trafiło na pierwsze opowiadanie ze zbioru, 'Cadillac Dolana', przez które przebrnęłam z trudem. Co chwilę sprawdzałam ile stron pozostało mi jeszcze do końca, a wierzcie mi na słowo, ciągnęło się w nieskończoność. Wiem, że to King. Wiem, że tak to działa w jego wypadku, ale zazwyczaj jego pisanie o niczym jest diabelnie wciągające (może to nie przypadek). Jednak czytanie o planowaniu wykopania dziury, wykopaniu jej, a później zasypaniu nie było na moje nerwy. Dotarłam jednak do końca, a później było już tylko lepiej. No, może poza tym małym epizodem z Baseballem, którego nawet nie doczytałam do końca. O tym nawet nie myślę.

I tak naprawdę to wszystko co mi się w tej książce nie podobało. Resztę opowiadań zamieściłabym na półce z napisem 'dobre' albo 'bardzo dobre'. Niektóre pochłaniałam na jednym wydechu, innymi się delektowałam, ale w jakiś sposób męka z pierwszym opowiadaniem prześladowała mnie już do końca. Było mi po prostu smutno, że trafiłam na coś co nie do końca mi się podoba. To się jednak zdarza, prawda? Nawet z autorami, którzy są Tobą. Tylko starszymi. I nieco bogatszymi. I bardziej utalentowanymi wersjami Ciebie. W sumie nie są Tobą, ale bardzo byś chciała.

Trudno mi powiedzieć, które opowiadanie podobało mi się najbardziej. Chociaż nie. Jednak nie tak trudno. 'Mają tu kapelę jak wszyscy diabli' to według mnie najlepsze opowiadanie w tym zbiorze. Nie tylko dlatego, że poza irytacją, jest to druga rzecz, którą doskonale, wręcz fotograficznie zapamiętałam. Nie tylko dlatego, że kocham artystów, których King tu wspomniał. Uwielbiam to opowiadanie bo jest przerażająco komiczne. Zakochałam się bo było to coś, czego nie do końca oczekiwałam, a kiedy to dostałam, nie mogłam udawać, że mi się nie podoba. Poza tym.. Burmistrz pojawił się na swoim miejscu i był dokładnie tym, kim miał być. Czyli kim?

'Ludzie Godziny Dziesiątej' i 'Ostatnia sprawa Umneya' to dwa kolejne opowiadania, które były więcej niż bardzo dobre. To te, które czytałam na jednym wydechu. Te, dla których będę wracać do tej książki nie raz, i to nie tylko dlatego, że nie będę nic z niej pamiętać za rok. To ten rodzaj krótkich historii, które mogłyby być nieco dłuższymi książkami, i nikt by nie narzekał. Może przesadzam. Ludzie narzekają bez przerwy, ale wiecie o co mi chodzi. Czasami żałujemy, że coś kończy się tak szybko. Widzimy potencjał i chcemy więcej. Chcemy wiedzieć czy można to jakoś rozwinąć. Nie chcemy przestawać czytać. To właśnie ten  rodzaj opowiadań.

Na początku trochę przesadziłam. Tak po prawdzie 'Marzenia i koszmary' to mieszanka dla mnie niezrozumiale dziwna, ale niekoniecznie nieprzemyślana. Niby nic tu nie pasuje, a pasuje wszystko. Niby każde opowiadanie jest z innej bajki, ale jednak czuć jakąś spójność. Niekoniecznie w treści. Niekoniecznie w standardzie pisania. Ta spójność to King.. a otwierając jego książki, zawsze ląduje się w jego świecie. Oto najprawdziwsza prawda.

4 komentarze:

  1. Uwielbiam Kinga. Te opowiadania czytałam dawno temu.

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak! "Czarna bezgwiezdna noc" była absolutnie bezbłędna i jeżeli ktoś pyta mnie o książkę Kinga, którą mogę polecić to wybieram właśnie tę.
    "Marzenia i koszmary" ciągle przede mną, ale mam nadzieję, że wkrótce po nie sięgnę :)
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'Czarna Bezgwiezdna Noc' to mój życiowy faworyt wśród zbiorów opowiadań:)

      Usuń